Kiedy wena nie ma focha

Czy literatura ma płeć i co właściwie znaczy „literatura kobieca”? Trzy pisarki, trzy kobiety, wszystkie ze Szczecina spróbowały odpowiedzieć nam na to pytanie, przy okazji zdradziły co to znaczy właściwie „pisać”, czym jest wena twórcza i jak wygląda życie pisarza.

Autor

Aneta Dolega

Anna H. Niemczynow

Jest autorką powieści obyczajowych, których głównym tematem jest miłość. W życiu bohaterki „Dziewczyny z warkoczami” pojawia się nowe uczucie, które nie do końca będzie takie jak się jej wydaje, natomiast w „Maratonie życia” śledzimy kolejne nie zawsze łatwe doświadczenia życiowe głównej postaci powieści. Anna Niemczynow przez wiele lat pracowała jak trener personalny i instruktorka fitness. Poza pisaniem, gra na pianinie, medytuje, trenuje uważność. Więcej o Annie: www.annaniemczynow.pl.

Praca

Całe życie coś pisałam: opowiadania, wiersze. W szkole średniej wygrywałam konkursy literackie. Pisałam wiersze. Zawsze sobie powtarzałam, kiedyś napiszę książkę, powtarzałam to mojemu mężowi, któremu zresztą zadedykowałam swoją drugą powieść. W momencie kiedy do mnie w końcu dotarło, że nadszedł czas na pisanie, pracowałam jako trenerka fitness. Jestem osobą, której brak podzielności uwagi i żeby robić coś dobrze, muszę skupić się na jednej rzeczy. Odeszłam zatem  z fitnessu i wybrałam własną drogę. Na tyle udanie, że właśnie kończę piątą powieść (śmiech).

Dyscyplina umysłu

Nie uznaję czegoś takiego jak wena twórcza. W moim świecie istnieje dyscyplina umysłu. Piszę regularnie. Wiem, że powinnam rano wstać, choć przecież wcale nie muszę, i  skoro mam przed sobą wielki cel to powinnam go podzielić na wiele mniejszych. Tak jak nie nauczymy się nowego języka w jeden dzień, czy nie do razu przebiegniemy maratonu, tak nie od razu znajdę się na szczytach list literackich bestsellerów. Każdego dnia budzę się i wykonuję swoją pracę. Mniej więcej wiem co chcę opowiedzieć, podążam za tym co mam w głowie. I bardzo ważna rzecz - w moim pisaniu nie ma ani odrobiny kłamstwa. Pamiętam że podczas spotkania autorskiego, jedna z pań z widowni powiedziała, że po przeczytaniu „Dziewczyny z warkoczami” nie wierzy mi, że taka miłość jaką opisałam może istnieć, powątpiewała w to, że można aż tak  bardzo kochać. Odpowiedziałam, że jest mi przykro, że nigdy nie zaznała takiego uczucia, i że miłość, którą opisuję, jest mi znana, gdyż ją przeżyłam.

Optymizm

Część postaci, które tworzę gdzieś tam naprawdę sobie żyje, czasem nawet używam prawdziwych imion (śmiech). Jeśli istnieje pierwowzór postaci, którą chcę umieścić w książce to po prostu lepiej mi się pisze. Tworzę też postaci, które chciałabym mieć w swoim otoczeniu. Taka postacią była babcia Ania z mojej debiutanckiej powieści. Nigdy nie miałam babci, obie odeszły zbyt szybko aby się nimi nacieszyć. Wymyśliłam ją, aby pomóc sobie. Moje pisanie  często ma moc terapeutyczną. Jestem optymistką i pomimo, że moi bohaterowie nie zawsze przeżywają dobre chwile, zawsze umieją z nich wybrnąć. Pragnę przekazać czytelnikowi dużo pozytywnej energii, pokazać, że nie ma w życiu sytuacji bez wyjścia. Budzimy się rano i mamy milion dróg do wyboru, i co najważniejsze zawsze pozostajemy wolni. Przychodzi mi do głowy bardzo znany film, który to świetnie opisuje – „Życie jest piękne”. Tutaj bohater pomimo ekstremalnie ciężkiej sytuacji w jakiej się znajduje, zachowuje optymizm i wolność do końca swoich dni.

Krytyka

Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. To chyba wszystko na ten temat. Spotykam się z krytyką i bardzo dobrze, że tak jest. To oznacza, że nie pozostaję obojętna ludziom, którzy sięgają po moją twórczość.

Pisarka znikąd

Do określenia „pisarz” podchodzę jeszcze z dystansem. Piszę całe życie ale publikuję od niedawna. Z mojego punktu widzenia, z mojej pozycji bycie kobietą - pisarką nie jest trudne. Robię to co kocham, znajduję swoich odbiorców, nie narzekam. Z każdej książki na książkę jest co raz lepiej. Wychodzę z założenia , że nic nie jest „na pewno”. Zatem cieszę się chwilą która trwa, po prostu. Kiedy napisałam swoją pierwszą powieść „W maratonie życia” nie założyłam z góry, że nikt nie będzie chciał jej wydać. Było wręcz na odwrót - pisałam ją z ogromną pasją i bardzo w nią wierzyłam. Kiedy skończyłam porozsyłałam egzemplarze maszynopisu do kilku wydawnictw. Po dwóch tygodniach od tego momentu otrzymałam odpowiedź: „wydamy pani powieść i każdą następna jaką pani napisze”. Kiedy książka się ukazała nagle ja – dziewczyna znikąd wskoczyłam do pierwszej dziesiątki  sprzedaży w kategorii „literatura obyczajowa” w EMPiKach.

Kropka

Kiedy kończę powieść i stawiam tę kropkę, zawsze płaczę. Jestem wzruszona bo to koniec pewnej historii, którą opisałam najpiękniej jak tylko potrafię. Rozstaję się z historią, z bohaterami, wypuszczam ich w świat, do ludzi. Pragnę, by lektura niosła dobro. Jakąkolwiek historię bym opowiadała, nawet smutną. Na tym zależy mi najbardziej. Moim celem jest umacniać czytelnika. Dzisiejszy świat złakniony jest wrażliwości. Ja się nie wstydzę płakać, przeżywać, opowiadać  emocji. Przecież to ludzkie, prawda? Jestem dumna z tego, że potrafię odczuwać mocniej. Chociaż przyznaję, czasami to bywa męczące (śmiech)

 

Marta Wiktoria Kaszubowska 

Ma na koncie dwie powieści obyczajowe „Zapach tytoniu” i „Brakujące ogniwo”. Bohaterką pierwszej z nich jest młoda dziewczyna, która dzieli swoje życie między pracę, chłopaka i czytanie. Kiedy zaczyna mieć dość rutyny w jej życiu pojawia się inny mężczyzna co niesie za sobą komplikacje. Bohaterka drugiej z powieści na co dzień pracownica korporacji, jest na pozór niezależną i wyzwoloną dziewczyną, która skrywa pewien sekret. Akcja obu książek rozgrywa się w Szczecinie. Marta Kaszubowska jest doktorem filozofii, pracę doktorską poświęciła filozofii indyjskiej. Od wielu lat interesuje się statusem kobiet w krajach orientalnych, w szczególności w Indiach. Prowadzi fanpage www.facebook.com/m.w.kaszubowska.pisarka.

Kiedy dorosnę

Pisanie było moim wyborem od samego początku. Już w wieku 7 lat na klasyczne pytanie dorosłych „kim chcesz być, gdy dorośniesz?”, odpowiadałam z przekonaniem – „zostanę pisarką”. Czułam to podskórnie i może dlatego pisanie przychodzi mi bardzo naturalnie. Z tą pasją jest tak, że nieważne, gdzie mieszkasz i tworzysz, w Szczecinie, Krakowie czy w Łodzi, masz takie same wyzwania i marzenia. Chciałbyś być pisarzem dekady, mieć na półkach dumnie prężące się, skrzydlate statuetki Nike i zostać laureatem Paszportu Polityki. Wywiad dla „Prestiżu” to oczywiście również duże osiągnięcie. 

Motywacja

Najważniejszym czynnikiem w tym zawodzie jest motywacja. Trzeba być bardzo konsekwentnym, aby nie utracić zapału do pisania. Dobrze robić to regularnie, dzień w dzień siadać do komputera. Czasem patrząc w monitor, pojawia się ta upragniona inspiracja, ale niejednokrotnie trzeba się trochę namęczyć, by zmusić umysł do współpracy. Motywacja nie ogranicza się tylko do pisania, obejmuje także autopromocję - bardzo istotny jest wkład własny w rozpropagowanie twórczości. Jeśli uważasz, że czarodziejskim sposobem książka sama zacznie się sprzedawać, to niestety jesteś w błędzie. Zdarzają się sytuacje, gdy wydawca faktycznie idealnie „wstrzeli się” w zapotrzebowanie rynku na konkretny temat, ale zazwyczaj trzeba też działać samodzielnie. Sami powinniśmy być dla siebie menedżerami. Nie ograniczam się tylko do pisania powieści, ale piszę również różnego rodzaju artykuły zamieszczane w prasie i w portalach internetowych. W moich artykułach, podobnie, jak w książkach, staram się nie zawężać tematycznie. Poruszam tematykę kulturalną, psychologiczną, społeczną, a nawet kulinarną.  

Skrzydła inspiracji

Gdy w pisarzu budzi się wena, tworzenie przychodzi mu bardzo łatwo, gładko leci na skrzydłach inspiracji. Kiedy jednak inspiracja dłuższy czas się nie pojawia, trzeba ją zachęcić, aby wróciła z literackiej pustyni. Niekiedy trwa to pięć minut, innym razem godzinę, ale w efekcie końcowym zawsze pojawia się satysfakcja i radość, że wena w końcu przestała mieć focha (śmiech). 

Szefowa od A do Z

Jestem kierowniczką procesu literackiego od A do Z. Zawsze mam zarys historii w głowie, ale bardzo często w trakcie pracy on się zmienia. Każdy pisarz powinien kierować się empatią w kreowaniu postaci, nie warto jednak z tym współodczuwaniem przesadzać, bo gdyby autor oddawał się swojemu bohaterowi w stu procentach, mógłby się zmęczyć, a nawet zwariować. W każdym kreatywnym zawodzie, a więc również w pisaniu, trzeba zachować zdrowy dystans i higienę psychiczną. 

Wiara w autora

Inspiruje mnie życie, nie tylko moje własne. Staram się być otwarta na świat, na innych ludzi, ich doświadczenia. Przemycam do moich książek również elementy fantazji, tego, co rodzi się w mojej głowie. Pilnuję jednak, by wszystkie elementy były spójne, ponieważ jeżeli pisarz za bardzo rozwinie skrzydła twórczej wyobraźni, czytelnik prędzej czy później to wyczuje i przestanie wierzyć autorowi. Oczywiście w takich gatunkach literackich, jak science-fiction, czy fantasy, autor ma większe pole do działania, jeśli chodzi o wymyślanie nierealnych światów, a nawet języka, przykładem może być tu np. Tolkien w swoich książkach o Śródziemiu. W „Zapachu tytoniu” jest mnie więcej niż w „Brakującym ogniwie”, nie zdradzę jednak, które wątki są bezpośrednio związane z moim życiem. Moją wielką inspiracją są Indie – każdej powieści staram się nadać szczyptę indyjskiego smaczku.

Miasto

Jestem związana ze Szczecinem. Nasze miasto fajnie i dynamicznie się rozwija. Przyjeżdża tu coraz więcej ludzi z różnych części świata, przedstawicieli ciekawych kultur, dochodzi do wymiany doświadczeń między młodymi i starszymi osobami. Co i rusz powstają w Szczecinie nowe inwestycje. Jestem miejską dziewczyną i każdy wyróżniający się element krajobrazu mnie cieszy. 

Być kobietą

Nie mam nic przeciwko terminowi „kobieca literatura”, nie można przecież zaprzeczyć, że taki nurt istnieje. Uważam, że to określenie nie umniejsza pozycji kobiet w tym zawodzie, kobiety-pisarki nie są przecież gorsze od swoich kolegów po fachu. Myślę, że my-kobiety w nieco inny sposób postrzegamy pewne życiowe kwestie, bywamy bardziej wrażliwe, emocjonalne, przywiązujemy większą wagę do detali. Jeśli więc ktoś moją twórczość włoży do szuflady z napisem „literatura kobieca”, nie będę miała nic przeciwko. Bardzo interesuje mnie aktualna sytuacja kobiet na świecie, także pod względem społecznym. Jestem szczęśliwa, że nasza rola zmienia się na lepsze zarówno na Zachodzie, jak i w krajach wschodnich. Z dumą mogę więc powiedzieć, że reprezentuję kobiecą literaturę. Bo w nas, Dziewczyny, jest siła!

Sylwia Trojanowska 

Autorka sztuk teatralnych oraz opowiadań i  powieści obyczajowych, m.in. „Szkoły latania” – zabawnej historii młodziutkiej dziewczyny, która ma dość upokorzeń ze strony rówieśników i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i „A gdyby tak…” opowieści o ponownym spotkaniu po latach dwojga bohaterów i konsekwencji które to spotkanie przynosi.Sylwia Trojanowska poza pisaniem jest trenerem biznesu i couchem. Kocha Szczecin i Italię. Więcej o Sylwii www.sylwia.trojanowska.com.pl.

Pierwsze 600 stron

Pisanie w moim życiu pojawiło się dość późno. Kiedy mój syn miał jakieś cztery lata, powiedział do mnie: „mamo, przestań mi czytać te bajeczki, chciałbym żebyś mi coś sama opowiedziała i chciałbym, żeby bohater w tej historii miał tak samo na imię jak ja.” W ten sposób powstała moja pierwsza powieść fantasy o chłopcu żyjącym w świecie równoległym. Kiedy zasiadłam do komputera i ją spisałam, wyszło z tego prawie 600 stron. Ta powieść nie została jeszcze wydana, ale uzmysłowiła mi pojawienie się w moim życiu wielkiej pasji - pisania. Ono sprawia mi ogromną frajdę, wywołuje motyle w brzuchu, uczucie porównywalne do stanu zakochania. Po „Tajemnicach Krainy Lunitów”, bo taki roboczy tytuł nosi moja pierwsza powieść, pisałam dalej. Powstały cztery sztuki teatralne, z czego dwie zostały wystawione przez Teatr Brama i Teatr Index. To przekonało mnie, że to co robię ma sens, że moja twórczość się podoba i trafia do ludzi. Idąc za ciosem, napisałam swoją drugą powieść, zatytułowaną „Szkoła latania”. Po trzech miesiącach od wysłania jej do wydawcy, podpisałam umowę. To było w 2015 roku. Od tamtego czasu wydałam trzy kolejne powieści. Najnowsza, zatytułowana „A gdyby tak…”, swoją premierę miała w marcu.

Początek końca

Powieść zawsze zaczynam pisać z wizją końca. Kiedy widzę ostatnią scenę, czuję, że mogę rozpoczynać pisanie. Pomiędzy początkiem i końcem rozrysowuję w myślach stacje pośrednie. Traktuję je jak wyspy, między którymi raz swobodnie płynę, a raz brodzę. Podczas pisania miewam chwile, kiedy fabuła mknie, i to bardzo szybko. Czasami jednak ciągnie się nieubłaganie. Wtedy robię przerwę. To dla mnie bardzo dobra, sprawdzona metoda, którą można zastosować w wielu aspektach życia. Jeśli coś posuwa się nie tak, warto zostawić to na chwilę, pójść na spacer, zająć się czymś innym. Po powrocie, często wszystko idzie jak z płatka. Polecam spróbować.

Inspiracje

Inspiruje mnie życie, ludzie. Moje powieści to fikcja literacka, jednak przemycam w nich sporo zdarzeń, dialogów, postaci, które pochodzą ze świata realnego. Z natury jestem dobrym obserwatorem, a przy tym należę do osób ciekawych świata, lubiących słuchać i zadawać pytania. Ludzie garną się do opowiadania i dzielenia się swoimi historiami. Przyznam, że niektóre są naprawdę niezwykłe i intrygujące.

Wentyl bezpieczeństwa

Pisanie to moja pasja, która daje mi dużo dobrego. Nie jest to jednak moje podstawowe zajęcie. Na co dzień jestem wykładowcą i coachem. Lubię to, co robię, sprawia mi to przyjemność. Pisanie natomiast stanowi mój wentyl bezpieczeństwa. Pozwala mi wyładować emocje i napięcia, które towarzyszą mi na co dzień.

Krytyka

To co piszą krytycy i blogerzy jest dla mnie ważne. Każda ocena jest ważna, ale zdecydowanie najważniejsza jest ta pochodząca od czytelnika.

Kobieca literatura

Mężczyźni też tworzą literaturę kobiecą (śmiech). Na mnie podziały w literaturze nie robią wrażenia, no chyba, że mówimy o podziale na gatunki jak np. „horror”, czy „kryminał”. Używamy zwrotu „literatura kobieca”, ale „literatura męska” już nie. Ciekawe. Myślę, że w określeniu „literatura kobieca” chodzi o typ odbiorcy, a nie osoby piszącej. Osobiście, jest mi obojętne, jak moje książki zostaną zakwalifikowane. Bardziej zależy mi na odczuciach moich czytelników, na tym, by moje historie wywoływały emocje, wzruszały, rozśmieszały, prowokowały do refleksji. Płeć czytelnika nie ma dla mnie znaczenia. Piszę dla wszystkich.

Ostatnie zdanie

Powieść, która zostanie wydana w sierpniu br., nosząca roboczy tytuł „Sekrety i kłamstwa”, pisałam dosyć długo, gdyż wymagała ode mnie sporego wysiłku, zgłębienia wiedzy na temat historii Szczecina. Kiedy ją zakończyłam, kiedy napisałam ostatnie zdanie, poczułam ogromną radość. Położyłam się na trawie i głęboko, naprawdę głęboko odetchnęłam (śmiech).

 

 

 

7( 117)
Lipiec'18