Nowy rozdział po stracie „Gawota”

Henryk Widera po raz trzeci otrzymał Kolosa - najważniejszą nagrodę podróżniczą. Po tragedii, jaka spotkała go na Morzu Śródziemnym nie załamał się i szykuje nowy projekt. Tym razem chce powołać Wspólnotę Żeglarską. – Wstąpić będzie mógł do niej każdy. Oprze się na żeglarstwie śródlądowym, które nie wymaga dużych nakładów finansowych oraz wygórowanych patentów żeglarskich – opowiada sympatyczny 88-letni żeglarz. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Henryk Widera, 88-letni żeglarz ze Szczecina otrzymał nagrodę specjalną Kolosów. To nie pierwsze jego wyróżnienie. Za swoje dokonania odebrał już dwie takie statuetki. Najpierw za rok 2004, gdy samotnie dopłynął „Gawotem” na Wyspy Kanaryjskie oraz cztery lata później, za samotny rejs dookoła Europy. Na Kolosach 2008 otrzymał również Nagrodę Dziennikarzy. 

– Tegoroczna nagroda to dla mnie niesamowita niespodzianka, to jakby podsumowanie moich dotychczasowych wyczynów – mówi z uśmiechem pan Heniu, mimo że ostatniego roku z pewnością nie zaliczy do najbardziej udanych. Zatonął bowiem jego „największy przyjaciel” - jacht „Gawot”. To dla Widery było bardzo dramatyczne przeżycie. Na Gawocie pływał przez 20 ostatnich lat. 

– Miałem problemy zdrowotne i zdecydowałem, że skończyłem z samotnym pływaniem. W 2013 roku przeszedłem skomplikowaną operację. Po niej poczułem się lepiej i stwierdziłem, że jednak wyruszę w podróż na Morze Śródziemne. Tym razem nie sam, z załogantem – wspomina żeglarz. – Dopłynął ze mną do Kolonii. Młody chłopak musiał wracać wtedy na studia. Zostałem sam więc chcąc nie chcąc popłynąłem dalej. Dotarłem do Koblencji i zostałem zatrzymany. Urzędnicy zabronili dalszej podróży. Stwierdzili, że boją się o to, czy dam radę kontynuować rejs. Mogłem płynąć ale wyłącznie z kimś na pokładzie. Znalazłem kolejnego załoganta z Polski, ale po krótkim czasie i on musiał wracać na studia. Do Rodanu dopłynąłem więc sam. 

Widera kontynuował rejs. Pierwszy wypadek przytrafił się w okolicach francuskiej miejscowości San Michel. „Gawot” stał przy wejściu do śluzy z której wypłynęła duża barka. Stworzyła dużą falę i wyrzuciła go na kamienie. 

– To był dramatyczny moment. W pierwszej chwili nie wiedziałem, jak duże są uszkodzenia. Jacht tonął. Nie miałem gdzie zacumować, kotwica nie chciała chwycić. W pobliżu był most, zszedłem z pokładu i pobiegłem zatrzymać samochód. Była noc, stałem z latarką. Przejechał jeden, nie zatrzymał się. Jechał drugi, więc położyłem się na jezdni i wymusiłem zatrzymanie. Wezwaliśmy policję. W międzyczasie zobaczyłem, że jest szansa zaczepić jacht do balustrady mostu. Przy pomocy bosaka udało się zaczepić cumę. Wtedy przyjechała policja, straż, oznaczyli Gawota i wywieźli mnie do hostelu – wspomina pan Heniu. 

Spędził tam dwa tygodnie. Poznał kobietę, która namówiła swojego przyjaciela by pomógł Polakowi. Pojechał więc z Widerą, odczepili Gawota i popłynęli do niewielkiej stoczni, by zreperować łódź. W tym czasie nowopoznany mężczyzna wylewał z łodzi wiadrami wodę, działała też zewnętrzna pompa, która dodatkowo tę wodę wypompowywała. 

– Tam naprawili mi łódkę, nie chcieli pieniędzy. Dałem więc w prezencie im polską wódkę – mówi 88-latek. 

Kolejny wypadek zdarzył się kilka miesięcy później. Niestrudzony żeglarz płynął z Saint Tropez do Bandol. W pewnym momencie wygrało zmęczenie: pan Heniu obudził się łodzią na kamieniach. Całe szczęście wyszedł z tego bez szwanku. Nie dotyczy to jednak Gawota. Po zaholowaniu do portu okazało się, że jacht nadaje się… wyłącznie na złom. 

– To był dla mnie duży cios, czułem się na nim jak w domu. Przeżyłem niezapomniane chwile, zwiedziłem całą Europę. Dzięki niemu Stary Kontynent nie ma dla mnie tajemnic – przyznaje pan Henryk. – Skończyło się coś pięknego, ale nie było sensu by łódź ratować. 

Henryk Widera przyznaje, że nie zamierza rezygnować z pływania. W szczecińskiej stoczni powstaje dla niego katamaran dla seniorów. Nazywał się będzie „Gawot II”. Właśnie na nim żeglarz zamierza pływać w przyszłości. Już nie sam, a z innymi starszymi osobami. Będzie go można spotkać na pobliskich akwenach, m.in. na Zalewie Szczecińskim. 

– Zamierzam powołać też Wspólnotę Żeglarską, powstanie w najbliższych miesiącach. Chcę skupić w niej żeglarzy, którzy chcą pływać i kochają to tak, jak ja. Również tych, co nie mają możliwości, bo np. nie mają łodzi – opowiada. – Będzie to przede wszystkim żeglarstwo śródlądowe, które nie wymaga dużych nakładów finansowych oraz wygórowanych patentów żeglarskich. Żeglarstwo ekologiczne, bez napędu spalinowego, co zbliży nas bardziej do przyrody. Główny napęd to będą żagle, wiosła i mały pomocniczy silnik elektryczny. Dotyczyło będzie niewielkich jachtów, do sześciu metrów, o małym zanurzeniu. Do wspólnoty będzie można należeć niezależnie od kondycji finansowej. Kapitałem naszym będzie wzajemna pomoc, zaufanie, spotkania w celu jak najlepszego poznania. Jeśli wspólnota dobrze się rozwinie, będziemy mogli dzięki rejsom przesiadkowym zwiedzić najdalsze zakątki w kraju i za granicą. Taką wizję żeglarstwa poparł także kolejny znakomity żeglarz Wojciech Jacobson, który będzie honorowym członkiem wspólnoty. 

8( 118)
Wrzesień'18