Biegun zimna

Autor

Krzysztof Bobala

Powoli trzeba odtrąbić koniec wakacji. Wakacji, które na pewno zapamiętamy jako wyjątkowo gorące. Temperatury powyżej trzydziestu stopni Celsjusza. I to nie przez dzień czy dwa ale całymi tygodniami. Chyba musimy się do takiej pogody powoli przyzwyczajać. W sierpniu temperaturę o kilka stopni podnieśli jeszcze nasi lekkoatleci. To co nasi reprezentanci „wyprawiali” podczas Mistrzostw Europy w Belinie powodowało, że podczas telewizyjnych transmisji temperatura w każdym polskim domu rosła. Start i medal, następna konkurencja i dwa medale. Przecieraliśmy oczy ze zdziwienia, chociaż każdy fan sportu spodziewał się, że będzie nieźle. Ale że aż tak!? Doszło do tego, że czwarte miejsce w finałach niektórzy nasi zawodnicy traktowali jako porażkę. Rekordy życiowe, tytaniczna praca przed imprezą i wreszcie wspaniała atmosfera w reprezentacji spowodowała, że tak trochę niespodziewanie jesteśmy lekkoatletyczną potęgą, a w końcowej klasyfikacji medalowej lepszą okazała się tylko Wielka Brytania. Siedem złotych medali to prawdziwa „gorączka złota” w środku lata. To już kolejna impreza, gdzie nasi lekkoatleci nie zawodzą. Ciężko trenują i efekty widać jak na dłoni. Ale tego lata mamy u nas także biegun zimna, który nieco schładza te wysokie temperatury. Ba dla niektórych to nawet „zimny prysznic” albo wylany na rozgrzane ciało, przysłowiowy „kubeł zimnej wody”. O schłodzenie naszych rozgrzanych głów postarali się skutecznie przedstawiciele piłki nożnej, zwanej przez niektórych „kopaną”. Najpierw krach reprezentacji na Mundialu. Balonik był pompowany przez wiele miesięcy. Balonik pękł i się zaczęło polskie piekiełko. Trener, który był wcześniej noszony na rękach, nagle stał się winnym porażki. Zawodnicy, wcześniej podkreślający, że jesteśmy jedną drużyną, wspaniałym teamem, nagle stali się zgrają, wzajemnie oskarżających się indywidualności. Na papierze światowa potęga, w „realu” zbitek słabych, kłócących się ze sobą piłkarzy. Najgorsze, że to jeszcze nie koniec dramatu. Niestety dla polskich kibiców ruszyły także międzynarodowe rozgrywki klubowe. O ile porażkę na Mundialu możemy jeszcze jakoś wytłumaczyć klasą przeciwników, w końcu to najlepsze drużyny globu, to postawy naszych drużyn w eliminacjach Champions League czy Ligi Europy już obronić się nie da. Słabość naszej ligi obnażały zespoły z Belgii i przede wszystkim F91 Dudelange z Luksemburga. Półamatorska drużyna, w której część zawodników łączy grę w piłkę z pracą zawodową pewnie pokonuje mistrza Polski Legię Warszawa. Jeszcze niedawno o takich drużynach mówiło się „kelnerzy”. Dzisiaj do stołu na europejskich, piłkarskich salonach podają polscy piłkarze. Wszystkie liczące się kraje, mają w rozgrywkach europejskich przynajmniej po jednej drużynie. Polska jest czarną plamą na mapie naszego kontynentu. Słabość, wstyd i brak perspektyw. Mentalność przegranych, byle jakość, beznadziejny poziom polskich rozgrywek ligowych i wynoszenie nad poziomy marniutkich piłkarzy, którzy zamiast solidnie trenować zajmują się milionem innych, niepotrzebnych spraw. I jeżeli w najbliższym czasie niewiele się zmieni, możemy spodziewać się, że staniemy się piłkarskim pośmiewiskiem na futbolowej mapie Europy, a zwycięstwa będziemy odnosić jedynie w konkursach na najbardziej wystylizowane piłkarskie fryzury. 

 
8( 118)
Wrzesień'18