Ekstremalna wycieczka po strefie zero

Zniszczone domy, opuszczone szpitale oraz wesołe miasteczka. Miejsce, w którym doszło do jednej z największych katastrof w historii ludzkości, które wygląda dzisiaj jak z najstraszniejszych horrorów. Mowa oczywiście o Czarnobylu oraz skażonej dzisiaj strefie. Na wycieczkę do tego mrocznego miejsca wybrał się Benedykt Mądzik wraz ze swoją dziewczyną, Klaudią. 

Autor

Andrzej Kus

Skąd pomysł na tak ekstremalną wycieczkę? 

„Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej”, taka jest jej oficjalna nazwa, była naszym obiektem zainteresowań już od dłuższego czasu. Zbliżały się urodziny moje i Klaudii. Mamy je dzień po dniu. Uznaliśmy, że z tej okazji zafundujemy sobie wyprawę właśnie do Czarnobyla. 

Jak przygotowywaliście się do tego wyjazdu? 

Nasza grupa liczyła 11 osób. Przygotowania polegały na poznaniu zasad, których musimy przestrzegać w zonie. Taka jest potoczna nazwa strefy wykluczenia. Musieliśmy mieć ze sobą latarki oraz odpowiednie ubranie z długimi rękawami i nogawkami. Roślinność tam bardzo mocno się rozwinęła, wraz z nią jest mnóstwo owadów. Potrzebne też było odpowiednie obuwie. Ze względu na wszechobecny kurz oraz radioaktywny pył np. w piwnicach szpitala nie da się eksplorować zony bez rękawic i maski przeciwpyłowej. Dodatkowo organizator wyprawy zapewnił naszej grupie trzy dozymetry, którymi mogliśmy mierzyć promieniowanie. 

Musieliście przestrzegać specjalnych przepisów bezpieczeństwa?

Jest kilka zasad. Obowiązkowy jest ubiór zasłaniający jak największą powierzchnię ciała. Nie można tam siadać na krzesłach czy ławkach, kłaść się na ziemi czy podłodze. W żadnym wypadku nie można wynosić przedmiotów znalezionych w zonie. Oficjalnie, nie można też wchodzić do opuszczonych budynków. 

Jak dostaliście się do zony? 

Cały nasz wyjazd poruszaliśmy się vanem. Bez przerwy kontrolowaliśmy poziom skażenia. Na teren zony turyści nie są wpuszczani bez ukraińskiego przewodnika. Jak dalej przebiega zwiedzanie – zależy już od niego i grupy, z którą się zwiedza. Mieliśmy szczęście i dostaliśmy zgodę by eksplorować swobodnie, przestrzegając godzin zbiórki w danym miejscu.  

Jakie było pierwsze wrażenie, gdy zobaczyłeś kompletnie zniszczone miasteczko?

Momentalnie pojawiło się ogromne wzruszenie oraz mnóstwo przemyśleń na temat ludzi, którzy byli zmuszeni się stamtąd ewakuować, a także tych, co zginęli ratując również nas – w Polsce – przed promieniowaniem. W każdym miejscu, które zwiedzaliśmy czuliśmy echo minionych wydarzeń i podziw dla bohaterów, którzy poświęcili swoje życie, by „posprzątać” skutki katastrofy.

Zwiedziliście mnóstwo ciekawych miejsc: opuszczony szpital, opuszczone wesołe miasteczka. Na zdjęciach, które przywieźliście widać, w jakim popłochu przebiegała ewakuacja. W ciągu kilku sekund ludzie zostawili kompletnie wszystko. 

Zwiedzaliśmy też zwyczajne bloki mieszkalne oraz wieżowce. Byliśmy na komendzie policji i straży pożarnej. W miejscach, które opuszczone wyglądają ponuro i niepokojąco. Spotkaliśmy tam kilka grup. Część z nich była „typowymi turystami”, którzy tylko oglądali i przechadzali się w sandałach. Inni, podobnie jak my, przygotowani byli do głębszej eksploracji. Bardzo duże wrażenie zrobiły na nas okoliczne wioski. Tam, oprócz nas nie było zbyt wielu turystów. Na poczcie znaleźliśmy stare listy, pocztówki, znaczki pocztowe. W domach ciuchy, przetwory na półkach. W mieście było już zupełnie inaczej. Większość mieszkań była całkiem pusta, brakowało rzeczy codziennego użytku, zostały tylko meble. Bardzo emocjonującym przeżyciem było zdobywanie szczytu radaru Duga, czyli „Oka Moskwy”. Było to 150 metrów wspinaczki po zardzewiałych, niezbyt stabilnych drabinkach. Widok z samej góry rekompensował wszystko.

W pobliżu strefy skażonej, w wioskach, wciąż mieszkają ludzie. Spotkaliście się z nimi? 

Niestety, nie mieliśmy okazji spotkać żadnego Samosioła. Tak mówi się na tych, co nie opuścili strefy po katastrofie, bądź wrócili tam po jakimś czasie. Nasz przewodnik, który często bywa w strefie, regularnie organizuje dla nich charytatywne akcje. Często są to osoby starsze, które nie odważyły się porzucić swojego życia i wyjechać, lub osoby odtrącone przez społeczeństwo, które żyją w bardzo złych warunkach.  

Teren jest dobrze oznaczony? Znajdują się tam tablice ostrzegawcze?

Tablic z ostrzeżeniami jest sporo. Są też tzw. "hotspoty", czyli miejsca, w których promieniowanie jest silniejsze. Oznaczone są pomarańczową chorągiewką. Teoretycznie nie powinno się dotykać tam niczego bez rękawic, ale mając dozymetr można łatwo sprawdzić, gdzie jest bezpiecznie, a gdzie należy zachować szczególną ostrożność.  

Jak długo byliście w zonie? Chyba trudno stamtąd przywieźć jakąkolwiek pamiątkę. 

W zonie spędziliśmy 5 dni. Przywieźliśmy pełno pamiątek, m.in. bardzo ostrą ukraińską musztardę i lokalną wódkę. Nie powinno się wynosić rzeczy znalezionych np. w budynkach. To są prywatne rzeczy ludzi, którzy przeżyli ogromną tragedię. Są świadectwem tego, co tam się wydarzyło. Jeśli każdy wyniesie nawet po jednym przedmiocie, to za kilka lat nie będzie już czego zwiedzać.

 
8( 118)
Wrzesień'18
gajda