Poszukiwacze skarbów

A może tak wszystko rzucić i ruszyć w świat? Chyba każdy z nas kiedyś o tym choć raz myślał. Para ze Szczecina – Damian Bilut i Aneta Kroczyńska nie tylko o tym pomyślała, ale też zdecydowała się to zrobić i wyruszyć w taką podróż z początkiem września. Z dobytkiem na plecach, autostopem, chcą dotrzeć do najdzikszych perełek naszego globu. Zaczęli od Wietnamu i o wszystkim relacjonują na swoim blogu wypADy.

Autor

Aneta Dolega

Nie tworzymy ścisłego planu, bo jak wiemy z doświadczenia, takie plany rzadko się sprawdzają – mówili przed wyjazdem. – Pierwsze kilka miesięcy chcemy spędzić w Azji, z czego około trzy miesiące w Nepalu na wolontariacie. Kolejnymi celami naszej podróży będą kolejno: Australia, Nowa Zelandia i na koniec Ameryka Południowa. Planujemy podróżować wolno, ale intensywnie. Wędrówka z plecakiem, autostopem nadaje niepowtarzalny, wyjątkowy wymiar wyprawie. Umożliwia kontakt z lokalną społecznością, poznawanie odrębnych kultur, zwyczajów, a na tym najbardziej nam zależy.

Wyruszyli 2 września, ale do wyjazdu przygotowali się od lata zeszłego roku. – Pracowaliśmy na dwa etaty zbierając fundusze na naszą wędrówkę – wyznali. – Każdą wolną chwilę między pracą, a snem wykorzystywaliśmy na planowanie. Czytaliśmy blogi i relacje innych podróżników, byliśmy stałymi gośćmi Książnicy Pomorskiej. Wyprzedaliśmy wszystkie zbędne rzeczy, kolekcjonowaliśmy sprzęt wyprawowy, wykonaliśmy szczepienia. 

Czas poza domem, spędzony w podróży to dla nic nowego, ponieważ oboje uprawiają urbex i geochacing. Są to dyscypliny podróżnicze, których nazwy dla laików mogą brzmieć dość tajemniczo. Urbex to eksploracja opuszczonych miejsc, zazwyczaj niedostępnych. – Uwielbiamy zgłębiać surową historię, odkrywać miejsca do których przeciętny człowiek nie trafia, lub trafia przypadkiem – tłumaczą Damian i Aneta. – Staramy się wykraczać poza turystyczne szlaki, ponieważ świat skrywa masę tajemnic, które kochamy odkrywać. Weźmy na przykład Teneryfę, bardzo turystyczną wyspę. Kojarzy się jedynie z tabunem turystów i hotelowcami – nam zapadła w głowach jako wyspa pełna „skarbów”. Odkryliśmy tam między innymi ruiny starej przepompowni, która jednocześnie stanowi niesamowity punkt widokowy. Stąpaliśmy po 20 piętrowym szkielecie hotelowca położonego tuż nad brzegiem oceanu. Eksplorowaliśmy opuszczoną kopalnię u sąsiada słynnego wąwozu Masca, czy podziwialiśmy zachód słońca w tzw. mieście duchów, które niegdyś było miejscem dla chorych na trąd, następnie stanowiło pole do ćwiczeń wojskowych, a obecnie to kompleks pięknych, opuszczonych budynków.  

Druga dyscyplina, czyli geochacing, to nic innego jak szukanie skarbów, czyli keszy (ang. cache). – Skarby tworzą, a następnie ukrywają ludzie na całym świecie – wyjaśnia Aneta. – Kesze znajdują się na szczycie Mount Everestu, w czeluściach jaskiń, we wrakach statków, głęboko w oceanie. Zapewne są także w promieniu kilometra od waszego miejsca zamieszkania, gdzieś pod ławką, przy pomniku lub wysoko na drzewie – mówi Aneta. 

Zasady są proste. Do zabawy można przystąpić poprzez założenie konta na stronie: www.geocaching.com lub opencaching.pl. – Potrzebny jest telefon z aplikacją c-geo oraz funkcja GPS – dodaje Damian. – Skarby występują w postaci skrzynek, butelek, pojemników. W środku znajduje się tzw. logbook, czyli książeczka, kawałek papieru, na którym wpisuje się swój nick z datą lub wbija się pieczątkę ze swoim logo. Jako, że gra skierowana jest także do dzieci, to często w środku są różnego rodzaju zabawki, czy inne gadżety: magnesy, naszywki, przypinki. Chcesz coś wziąć? Śmiało, ale zostaw coś w zamian. W naszym zestawie keszerskim mamy między innymi: długopis, magnes, latarkę UV, sznurek, notes, pęsetę i masę drobiazgów na wymianę. Zawsze zanim wyruszymy na keszerską eskapadę planujemy jakie skarby chcemy podjąć i wówczas patrzymy jakie mają atrybuty. Geocaching jest świetnym drogowskazem w trakcie podróży. Dzięki keszom docieramy do najpiękniejszych, nieznanych, magicznych miejsc!

Odkrywanie świata nie zawsze było wspólną pasją Damiana i Anety. – Na początku łączyło nas jedynie koleżeństwo i każde z nas miało zupełnie inne, skrajne pasje. Dopiero po kilku latach zaczęliśmy być razem – mówią z uśmiechem. – Podróżowaliśmy od pierwszych chwil naszego związku. Bliżej, dalej, wszędzie. Na początku bardziej komfortowo, dopiero z biegiem czasu przestawiliśmy się na tryb backpackerski. Zaczęliśmy przemierzać świat autostopem, z dobytkiem na plecach, śpiąc w namiocie, czy na hamaku, w pięknych, często nieodkrytych okolicznościach przyrody, czasem w miejskim zgiełku. Kochamy taki styl podróżowania i obecnie nie wyobrażamy sobie innego sposobu na poznawanie świata. Dzięki autostopowi jesteśmy blisko lokalnej społeczności, mamy szansę poznać wspaniałych ludzi, dzięki którym podróże są piękne, a chęć odkrywania świata jeszcze większa. Podróżowanie na własną rękę pozwala nam poznać świat tak jak chcemy, surowo, bez turystycznej otoczki. Jest to element życia, bez którego nie potrafimy żyć, a wkrótce podróż stanie się życiem.

8( 118)
Wrzesień'18
gajda