Działacze – partacze

Autor

Krzysztof Bobala

Kocham siatkówkę. Tą informacją już niejednokrotnie dzieliłem się z naszymi Drogimi Czytelnikami na łamach Prestiżu. Oczywiście, że tenis bardziej, ale siatkówka jest na podium moich ulubionych dyscyplin. Siedzę z lampką czerwonego wina z wypiekami na twarzy i z ciśnieniem pewnie w okolicach dwustu. Właśnie zakończył się mecz naszych reprezentantów z drużyną Serbii rozgrywany w ramach Mistrzostw Świata. To już drugi mecz z Serbami na tej imprezie. I to drugi wygrany. Okazuje się także, że wcale nie musi to być z nimi, na mistrzostwach, mecz ostatni. Jak wszystko dobrze pójdzie to możemy się jeszcze spotkać w finale lub w walce o brązowe medale. Pokażcie mi imprezę rangi mistrzowskiej, w której spotykamy się z tym samym przeciwnikiem trzykrotnie. Ten system rozgrywek to jakiś żart siatkarskich działaczy spod znaku światowej federacji FIVB. Ale to przecież nie koniec radosnej twórczości tych, którzy podobno dbają o dobro tej wspaniałej dyscypliny. Losowania, które wywołują u kibiców jedynie salwy śmiechu i zażenowanie. Okazuje się, że właściwie cały siatkarski świat już wcześniej wiedział jaki będzie rozkład grup, bo przecież ściany „muszą” pomóc gospodarzom, czyli Włochom. Ale na szczęście sport jest ciągle sportem, bez względu na działaczy. Włosi, którzy dolosowali sobie Serbię i nas, kiedy dostali prawdziwy „łomot” od Serbów, zastanawiają się jeszcze, czy przypadkiem nie pomajstrować przy przyjętym już planie rozgrywek i nie przesunąć meczu gospodarzy z Polakami o trzy godziny wcześniej, aby nasi odpoczywali o tyle mniej. Co to znaczy? Jak to możliwe? Gdzie tutaj duch sportu. A to wcale nie koniec kuriozalnych decyzji i zmian na ostatnią chwilę. Okazuje się, że właściwie już w trakcie imprezy ogłoszono zmianę w technice „nabijania na blok”. Nagle w środku najważniejszej tegorocznej imprezy siatkarskiej na świecie, zawodnicy dowiadują się, że to czego się uczyli, co do tej pory dawało im punkty w rozgrywkach ligowych i meczach reprezentacji już jest nieprawidłowe. Pogubieni siatkarze, całkowicie zagubieni i sfrustrowani sędziowie. Wygląda to żałośnie. Tyle o siatkówce, bo aktualnie przeżywamy w domu emocje związane z dobrą grą polskiej reprezentacji, ale podobne show fundują nam działacze rządzący innymi dyscyplinami. W moim ukochanym tenisie zaczęli ostatnio mieszać przy systemie rozgrywek ATP, ale to jeszcze nie jest najgorsze. W 1900 roku niejaki Dwight Davis z własnych oszczędności zakupił srebrny puchar, którym uhonorował zwycięzców meczu pomiędzy reprezentacją Harvard University a brytyjskimi studentami. Tak narodziły się rozgrywki o Puchar Davisa, jedne z najbardziej rozpoznawalnych rozgrywek drużynowych na świecie. Wszystko było poukładane, aż do tego roku, kiedy to jacyś szaleni działacze postanowili po 118 latach stwierdzić, że historia nie ma żadnego znaczenia, że wszystko co było do tej pory, było złe. I oczywiście, z jakiś wyimaginowanych powodów, trzeba to zmienić. I to jak najszybciej. Tylko nikt nie potrafi nam podać powodu, odpowiedzieć na pytanie – dlaczego? Chociaż tak naprawdę wszyscy wiedzą, że to działania wyłącznie dla kasy. Dlatego nie znoszę działaczy. I to bez względu czy to dotyczy moich ulubionych dyscyplin, czy tych, którym przyglądam się sporadycznie. Jak można psuć imprezę, widowisko, dyscyplinę, tylko dla swoich małych korzyści? To pytanie do całej rzeszy tzw. „ludzi sportu”, chociaż tak naprawdę to sport bez działaczy byłby o wiele piękniejszy. 

 
9( 119)
Październik'18