Diabeł tkwi w szczegółach

Słynna znawczyni mody i dziennikarka, związana przez lata z magazynami „Vogue” i „Harper’s Bazaar” Diane Vreeland powiedziała kiedyś, że: „Niezależny, indywidualny styl, w przeciwieństwie do dobrego gustu, jest bardzo inspirujący”. Trudno się z nią nie zgodzić, gdy patrzy się na ulice. Pomimo ogromnej wolności w modzie, mamy tendencje do ubierania się podobnie. Dlatego miło, gdy czasem w tłumie znajdujemy takie osoby jak nasi bohaterowie. Wyróżnia ich uwielbienie dla szczegółu. 

Autor

Aneta Dolega

Rafał Bajena, producent filmowy

Lata 30. XX wieku w temacie mody męskiej były łaskawe. Wszyscy byli wtedy piękni: artyści, żołnierze, kierowcy, urzędnicy i przestępcy. Ten klimat utrzymywał się jeszcze przez parę dekad. Obecnie z utęsknieniem spoglądamy w tamtym kierunku. Obecnym czasom brakuje tego eleganckiego uroku, panów w garniturach, kapeluszach, lśniących butach... 

Rafał Bajena jako wielbiciel tamtej epoki, przemyca do codziennej garderoby pewne jej elementy. Nie jest klientem sieciówek, trudno też powiedzieć, czy jest, według aktualnych standardów, modny. Ale co to znaczy właściwie być modnym? – W doborze garderoby kieruję się przede wszystkim wygoda a wygoda niekoniecznie oznacza elastyczny strój, tylko taki, w którym się dobrze i komfortowo czujemy – stwierdza Rafał Bajena. – Krój, kolor, rodzaj materiału z jakiego zostało wykonane ubranie, to wszystko rzutuje na nasze samopoczucie, ustawia nam dzień.

Mundury, marynarki, bryczesy, klasyczne białe podkoszulki i do tego kolorowe, wzorzyste skarpety, szelki i kapelusz. Trochę elegancji, trochę ekstrawagancji. – Bardzo lubię odzież, która jest trwała i ma dobry krój – wyznaje Rafał. –  Mundury niemieckie, ale też szwedzkie czy fińskie, te z poprzednich epok, są świetnie uszyte, z dobrych materiałów, fason też jest uniwersalny. Takie są spodnie od Hugo Bossa, również z dawnych czasów, które bardzo lubię. Na przykład ostatnio zauważyłem, że w polskiej policji nastąpił taki pozytywny przełom w temacie mody. Policjanci zaczęli nosić granatowe furażerki, które są bardzo twarzowe. Muszę przyznać, że fajnie to wygląda.

Częśći z tego co nosi Rafał nie znajdziemy w zwyczajnych sklepach sieciowych. W jego garderobie znajdziemy rzeczy szalenie oryginalne. – Kupuje te rzeczy całkiem przypadkowo i co ciekawe większość z tego stanowią nowe ubrania. Miałem marynarki szyte na miarę w Berlinie. Kilka par szelek, także te z rodowodem, gdyż aktualnie chyba już się ich nie produkuje na taką skalę jak dawniej, a ja je bardziej preferuję od pasków – wymienia. – Noszę kapelusze i przeróżnego rodzaju czapki ale to bardziej dla żartu. Podobnie mam z okularami, które noszę na głowie. Okulary i czapki ciągle gubię, ale zdarza mi się, że na miejsce tych zgubionych odnajduje nowe.

Krzysztof Elerowski, przedsiębiorca

Podobno mężczyzn poznaje się po butach i zegarku. Ten drugi element garderoby, pomimo epoki zdominowanej przez smartfony, nadal służy swoim właścicielom odmierzając czas i zdobiąc ich nadgarstki. W przypadku zegarka na pasku, nie wszyscy wiedzą, że ten styl noszenia rozpropagował Rudolf Valentino, gwiazda filmowa złotych czasów Hollywood i ikona stylu. Słynny filmowy amant zwykł mawiać, że woli wyjść z domu głodny niż źle ubrany.  Znany był ze swego oryginalnego stylu i jako pierwszy zaczął nosić zegarki na nadgarstku (jak biżuterię, którą lubił), a nie w kieszonce. Do tej pory zegarek stanowi element męskiego ubioru, zarówno kiedy jest dyskretne schowany pod mankietem, czy efektownie wyeksponowany na zewnątrz. Zawsze przykuwa uwagę.

– Zegarek dopasowuje do reszty stroju – opowiada Krzysztof Elerowski. – W wyborze kieruję się zdecydowanie jego wyglądem, pierwsze kryterium to wrażenie estetyczne. Zegarek traktuję podobnie jak panie biżuterię. Jest dopełnieniem ubioru. Kolor, fason, rodzaj bransolety lub paska mają większe znaczenie niż marka. Jeżeli jest markowy, a cena jest w moim zasięgu, to pełna frajda.

Jest kilka marek zegarków, będących obiektem pożądania, wśród nich Rolex, Patek Philippe czy kultowy Tank od Cartiera. Wybór jednak jest podyktowany indywidualnymi preferencjami przyszłego właściciela zegarka. – Mam ich około dwudziestu ale do kolekcjonera jeszcze mi daleko – mówi pan Krzysztof. – Część kupiłem sobie sam, część to prezenty, głównie od żony, która zna moją słabość do zegarków. Mój ulubiony jest wprawdzie od firmy Lacoste, która nie kojarzy się z zegarkami, ale sam mechanizm należy do Seiko. Ma duży, czytelny cyferblat i kojarzy mi się z tenisem, sportem, którego jestem fanem. To podarunek od żony, która przy wręczaniu życzyła mi by odliczał wyłącznie szczęśliwe godziny. 

Maciej Jurkiewicz, grafik

Kaszkiet to nie jest zwyczajna czapka. Z jednej strony jest elegancki, z drugiej ma w sobie coś uroczo łobuzerskiego. Pochodzi z Wysp Brytyjskich i przez pewien czas noszony był wyłącznie przez biedniejszą część angielskiego społeczeństwa. Dopiero pod koniec XIX wieku przeniknął do wyższych sfer, stając się bardzo modnym elementem stylu sportowego i podróżniczego. Jego zawadiacki krój i praktyczne właściwości (jest ciepły i chroni przed słońcem) przyniosły mu dodatkową popularność. Do tej pory noszą go panowie, którzy lubią wyróżniać się z tłumu. 

Maciej Jurkiewicz, grafik i artysta graffiti widywany jest wyłącznie w kaszkiecie, do tego stopnia, że niewiele, osób wie jak wygląda bez niego.

– Kaszkiety noszę już od prawie 20 lat. Pierwsze kupowałem jeszcze w sklepach czapkarskich. To była prawdziwa, rzemieślnicza robota. Szkoda, że takich miejsc jest co raz mniej – mówi Maciej. – Sam nie wiem ile ich mam, na pewno 25 od firmy Kangol, ale to tylko część tego co posiadam. Pamiętam kiedy kupiłem pierwszy tej marki. Był biały i kosztował jak na tamte lata majątek – całe 130 złotych! Musiałem go mieć. Najdziwniejszy w mojej kolekcji to taki w tygrysie cętki. Nigdy w nim nie wyszedłem z domu.

W kaszkiecie zawsze jest widywany (poza oficjalnymi wystąpieniami) książę Karol, brytyjski reżyser Guy Ritchie, legendarny piłkarz David Beckham i amerykański aktor Samuel L. Jackson, który jest wręcz ambasadorem marki Kangol, gdyż pojawia się w kaszkiecie tej firmy nawet na czerwonym dywanie. 

– Ubieram się pod kaszkiet – śmieje się Maciej. – Do tego stopnia, że potrafię pod moje kaszkiety kupić bieliznę. Np. ten krawat, który mam dziś na sobie dobrałem właśnie pod kaszkiet. Najpierw kaszkiet, później ja. 

Swoją kolekcję Maciej trzyma tam gdzie resztę ubrań – w garderobie. Kaszkiety mają swoje oddzielne miejsce. – Kupuje przez Internet, korzystam z Amazona. Często nabywam od razu dwa, średnia cena ze jeden to 250 zł.

Faktycznie Maciej nigdy nie pokazuje się bez kaszkietu. Wyjątek robi tylko w domu. – Raz pokazałem się bez kaszkietu, to było w Halloween. Postanowiłem się przebrać za zwykłego gościa – śmieje się. – Moi znajomi byli zaszokowani moim wyglądem.

Dariusz Jan Babski, adwokat

Muszka na początku była tylko modyfikacją krawata, służącą jako element garderoby, który ma podtrzymywać kołnierzyk przy koszuli. Wkrótce jednak została zaadaptowana przez XIX wiecznych dandysów, stając się elementem garderoby, świadomych mody mężczyzn. Przez jednych uznawana za symbol konserwatywnego liberalizmu, w aktualnych czasach jest raczej przejawem eleganckiej ekstrawagancji.  – Nie mam ich dużo, ale kolekcja systematycznie się powiększa – mówi mecenas Babski. – Szukam wyłącznie pięknych rzeczy, a co za tym idzie pięknych muszek. Krawaty mają w sobie coś pospolitego. Raz po raz i je noszę, ale muszka nadaje sznytu, indywidualizuje, nadaje powagi i dostojeństwa. Nietzsche by rzekł: „Besondere Leute, besondere Sachen” (od red. – „wyjątkowi ludzie, wyjątkowe rzeczy”).

Po 1890 roku biała mucha razem z frakiem stała się formalnym strojem dla mężczyzn, który obowiązuje do dziś. W ciągu ostatnich kilku dekad gwiazdy show biznesu wypromowały ten element garderoby, jednocześnie łamiąc jego sztywne zasady. Po muchę sięgnęły również panie. Boska Marlena Dietrich uczyniła z niej swój atrybut. Również Audrey Hepburn pojawiała się w niej podczas eleganckich bankietów. – Muchę dobieram do reszty, sam jej wybór nastraja mój dzień. To tylko dodatek, ale sprawia, że czuję się wyjątkowy wśród krawaciarzy, których bardzo pozdrawiam! – śmieje się mecenas Babski. 

Mucha jest prostym i jednocześnie wymyślnych dodatkiem. We współczesnej modzie, tak od ok. 300 lat, dominują jej dwie odmiany: ta z prostymi brzegami, potocznie zwana „nietoperzem” i ta z ostro zakończonymi końcówkami nazywana „motylkiem”. – Muszka, którą mam na sobie wykonana jest z drewna i zawiera fragment jednego z wierszy Czesława Miłosza – pokazuje pan mecenas. – To prezent urodzinowy od bliskiej osoby, która wie, że „Dar”, to mój ulubiony wiersz. W planach mam zdobycie szklanej muchy, ale po nią chyba będę musiał udać się do samej Wenecji!

Tomasz Walburg, wiceprezes drukarni Zapol

Kilka lat temu w mediach pojawiła się plotka, której bohaterem był brytyjski wokalista Elton John i jego… okulary. Otóż według doniesień prasy bulwarowej, podczas koncertu w Brazylii, artysta miał zażyczyć sobie oddzielnego pokoju w hotelu, tylko i wyłącznie na swoje okulary. Do tego wszystkiego, w pokoju tym miała panować określona temperatura powietrza. Czy aby na pewno muzyk miał taki kaprys, trudno to potwierdzić. Jedno jest pewne, Elton John jest znanym kolekcjonerem okularów, a jego kolekcja jest jedną z największych na świecie.

Okulary są rzeczą bardzo praktyczną i jednocześnie potrafią być ozdobą, np. podkreślającą charakter osoby, która je nosi. – Mogę śmiało powiedzieć, że modą interesuję się od zawsze – wyznaje Tomasz Walburg. – Na pewno nie dzieje się tak z powodu charakteru mojej pracy, która jest zajęciem kreatywnym. Ona nie narzuca mi bycie oryginalnym, ja po prostu lubię modę. 

Tomasz Walburg wśród okularów, które nosi ma i drewniane, i te wykonane z jeansu. Jest też znany z tego, że nie boi się kolorów i potrafi założyć okulary w oprawkach o wyrazistej barwie. – Okulary zacząłem zbierać z prostej przyczyny, mam wadę wzroku, ale nie mogę nosić szkieł kontaktowych – mówi. – W okulary zaopatruję się w Optyk Center. To szczecińska firma, która dystrybuuje okulary znanych światowych marek. Mógłbym co prawda nosić Pradę, Armaniego czy Ray Bany, ale te które mam to Kenchi. To japońska marka, o wiele tańsza od tych, które wymieniłem. Okulary tej firmy są równie dobrej jakości, za to wybór wzorów i kolorów mają spory. Posiadam około dziesięciu par.

Marynarka to drugi modowy atrybut pana Tomasza. Ta część męskiego garnituru to jeden z nieśmiertelnych i uniwersalnych elementów mody męskiej. Zakładana na przeróżne okazje, niekoniecznie musi być idealnie dopasowana do spodni. Pomimo iż jej charakter jest również sportowy, to nadal w restauracjach u panów jest wymagana (według zasad savoir-vivre’u nie należy jej ściągać przez cały czas trwania kolacji – przyp. red). Pan Tomasz nosi marynarki zawsze. Nie boi się odważnych fasonów, kolorów i wzorów. Gdyby nagle założył coś stonowanego, zwyczajnego nie byłby sobą. – Marynarek mam około 40 sztuk. Wychodzę z założenia, że nie trzeba wydawać wielkich pieniędzy na ubrania by się dobrze ubrać. Osobiście kocham przeceny i jestem w tym całkiem niezły – śmieje się. – Zazwyczaj kupuję takie marynarki, którymi nie interesuje się większość klientów. Mało kto nosi na co dzień prążki, kwiaty czy inne kolorowe wzory. Np. Zara ma czasem w swoich kolekcjach takie okazy. Czekam wtedy cierpliwie na obniżkę cen i lecę na zakupy!

9( 119)
Październik'18