Guru

Opera Laurenta Petitgirarda, Reżyseria: Damian Cruden

Autor

Daniel Źródlewski

Nie będzie opisu, czy streszczenia libretta Xaviera Maurela. Tym bardziej nie zdradzę finału. Będą pytania bez odpowiedzi i wątpliwości. Czy to przestroga przed tym co nas czeka, czy dokumentalny zapis tego, co już było? Czym dziś jest religia i jaką ma siłę? Czy jest groźna? A może religia to już nie to, o czym myślimy. Współczesność ma przecież nowy zestaw bogów, bóstw i bożków, bynajmniej nie świętych, magicznych, czy ezoterycznych. Naiwni ulegamy wielu zjawiskom, które z prawdziwą wiarą niewiele mają wspólnego, choć przynależne jej mechanizmy chętnie wykorzystują: populizm, media, komercja, polityka... Ale „Guru” to też opowieść o egoizmie. Co powoduje tytułowym przywódcą? A czym kierują się członkowie jego sekty, ale też najbliżsi współpracownicy „kapłana”? I wreszcie, czy mimo to dobro i prawda mogą zwyciężyć? 

W „Guru” zachwyca muzyka – to monumentalny, mroczny, a może nawet przerażający utwór. Trzyma w napięciu niczym ścieżka dźwiękowa filmowego thrillera. Choć opera powstała przed dziesięcioma laty nie epatuje awangardowymi, trudnymi dźwiękami, wyraźnie czerpie ze sprawdzonej już klasyki. Orkiestrę Opery na Zamku, co jest wyjątkową rzadkością w muzycznym świecie, poprowadził sam kompozytor – Laurent Petitgirard, a orkiestra brawurowo wykonała niełatwy i wymagający utwór. 

Hubert Claessens, jako tytułowy Guru, stworzył postać mało wyrazistą. Choć wywiązał się ze swego zadania poprawnie, nie posiadał charyzmy, która mogła by uwieść jego scenicznych wyznawców i widzów. Świetna była Bożena Bujnicka kreująca Iris – wiarygodnie oddała jej wielki dramat, przede wszystkim w przejmujących ariach, docenionych burzą oklasków przez premierową publiczność. Paul Gaugler, jako Victor, oraz Guillaume Dessau – Corelli pokazali wysoki kunszt dramatyczny i muzyczny, ale ich role choć istotne dla akcji, zostały rozpisane „oszczędnie”. Podobnie jak zaznaczone jedynie postaci szóstki „nowych adeptów”. Zdecydowanie najlepiej wypadła Gosha Kovalinska jako Marthe, matka Guru. Mistrzostwo i wirtuozeria! Niezwykle skupiona i konsekwentna, nadała znaczenia niemal każdemu gestowi, a nawet spojrzeniu. Szczególne uznanie należą się jej za kreację w drugim akcie i wpisaną w nią zaskakującą przemianę. Kluczowa dla akcji rola Marie została napisana w bardzo przewrotny i nietypowy sposób – jako jedyna nie śpiewa, podaje tekst mówiąc. Choć ma to także wytłumaczenie w libretcie, to jednocześnie wskazuje wyjątkowość, czy odrębność tej postaci, oraz podkreśla oryginalność dzieła Petitgirarda. Sonia Petrovna odnalazła się w tej formule znakomicie. 

Wielkie wrażenie robi wyjątkowo liczny w tej realizacji chór, w świetnej wokalnie formie (przygotowanie zespołu: Małgorzata Bornowska). Reżyser Damian Cruden postawił na statyczny monumentalizm, potęgujący skupienie. Nie rozprasza uwagi niepotrzebną choreografią czy scenicznym ruchem, co zresztą przy tak dużej liczbie aktorów i jednocześnie niewielkiej scenie, mogłoby wypaść kuriozalnie. 

Scenografia to umieszczone symetrycznie po obu stronach sceny wielkie kapsuły z nadrukowanymi numerami (powtórzonymi także na kostiumach aktorów), przywołującymi albo praktyki nazistów z obozów koncentracyjnych, albo przerażające gałki oczne pozbawione źrenic. Horyzont stanowi monstrualna forma kapsuły – olbrzymia mroczna kula, która okazuje się ołtarzem, czy świątynią. O ile faktycznie dekoracja oddaje ciężką atmosferę opery, to szkoda, że rzecz jest statyczna, niezmieniona także w drugim akcie. 

„Guru” to odważne, ważne i bardzo aktualne libretto, oraz genialna muzyka. Realizacja i wykonanie na prawdziwie światowym poziomie. Tą realizacją Opera na Zamku stawia sobie artystyczną „poprzeczkę” jeszcze wyżej. Póki co skaczą bezbłędnie. 

10( 120)
Listopad'18
gajda