Kraina kontrastów

Dla Europejczyka życie dużej części mieszkańców Afryki jest nie do przyjęcia. Braki elektryczności, wody, brak dróg, brak służb komunalnych w połączeniu z piękną przyrodą to folklor – ale na krótką metę. Mimo tych niedostatków Kenijczycy to szczęśliwi ludzie – uważa Marek Łuczak, który postanowił podzielić się z nami wrażeniami ze swojej podróży. 

Autor

Andrzej Kus

Wyjazd do Afryki był wyjazdem turystycznym, czy pojechałeś tam w konkretnym, innym celu?

W sumie to zależało mi na upieczeniu kilku pieczeni na jednym ogniu. Zależało mi by poznać jak żyją tam ludzie, zobaczyć przyziemność egzotyki i poczuć klimat tego kraju. Do tego chciałem nagrać trochę wątków etnicznych w ich naturalnym środowisku, w związku z moimi zainteresowaniami muzycznymi.

Jak Afrykańczycy reagowali na wielkiego, białego faceta? Budziłeś respekt? 

Myślę, że w przypadku mężczyzn jest to kwestia spojrzenia, a nie samej postury. Kiedy patrzysz człowiekowi w oczy wiesz z kim masz do czynienia. Ale bycie wielkim Musungu, czasami ułatwia życie, coś w tym jest. Trzeba tu jednak pamiętać, że obcy w innym państwie i na innym kontynencie, w zupełnie innym środowisku kulturowym nie powinien liczyć na ten atut, więc generalnie stawiałem na życzliwość. Byłem natomiast zdziwiony wzrostem Masajów. Byłem przekonany, że są zazwyczaj wyżsi ode mnie. Jednak w większości okazało się, że tak nie jest. Są niżsi o co najmniej pół głowy. Mają bardzo smukłe sylwetki, które optycznie wydłużają ich wzrost. 

Jak żyją tam ludzie? Pisałeś, że to, co nazywam u nas ubóstwem, to u nich klasa średnia. 

Faktycznie, sam popełniłem błąd kiedy byłem na przedmieściach Mombasy i zadałem pytanie kierowcy, ile osób żyje tu w slumsach. Spojrzał na mnie z uśmiechem i stwierdził, że się mylę, gdyż to porządne osiedle i żyją tu pracujący ludzie. Należy podkreślić, że mówimy o zarobkach w wysokości 150-200 dolarów miesięcznie – tyle realnie zarabiają rzemieślnicy, kierowcy, pracownicy hoteli. Slumsy zaczynały się kilka kilometrów dalej. W Mombasie szacuje się, że w slumsach mieszka ok. 100 tys. osób utrzymujących się ze zbieractwa, pośrednictwa, prostytucji i handlu czymkolwiek popadnie. Żyją w domostwach, skleconych z drewna i z kilku zardzewiałych arkuszy blachy oraz folii. Bez elektryczności i bieżącej wody. Warto pamiętać, że jest to strefa równikowa i noc jest tam długa. Słońce zachodzi o godzinie 18 i wstaje około 6 rano. Nasze standardy działkowe, które mamy w Polsce, nadawałyby się w Kenii bez wątpienia na luksusowe domy, co najmniej klasy średniej.

Jak wyglądają ich domy, mieszkania, sklepy?

Jest tu przepaść, jeżeli chodzi o różne regiony tego kraju. Największymi miastami są Nairobi i Mombasa. Reprezentatywnym miastem jest stolica – Nairobi z centrum najeżonym wysokimi wieżowcami i o dużym natężeniu ruchu. Sytuacja zmienia się, gdy pojedziemy bliżej obrzeży miasta. Nagle pojawiają się niewysokie otynkowane lub nie domy rodem z bliskiego wschodu o płaskich dachach, które sąsiadują z największymi slumsami w Europie. Mombasa to stary port i portugalska forteca, przy którym powstało stare miasto w stylu kolonialnym. Obecnie nie wygląda to dobrze, piękne, klimatyczne domy rozsypują się, inne są naprawiane domowymi metodami, nie ma tam kanalizacji, jedynie rynsztoki, które po deszczu zamieniają się w spore strumienie spływające do oceanu. Małe miasteczka to mieszanka murowanych budynków, pokrytych blachą, drewnianych chatek obłożonych czym tylko się da, gdzie ludzie mieszkają i pracują równocześnie. Wieś to już zupełnie inna bajka, cegła jest tam towarem deficytowym więc domy wznoszone są z krowiego łajna, które jest dobrym izolatorem od upałów. Faktycznie jest tam chłodniej w dzień i cieplej w nocy. Nietypowe rozwiązanie dla nas, aczkolwiek bardzo praktyczne. Plemiona koczownicze wznoszą swoje chaty po prostu z drewna, przykrywając je liśćmi palmowymi lub blachą.

Kenijczycy, według ciebie, są szczęśliwymi ludźmi? 

Na pewno są. Rozmawiałem z wieloma ludźmi w różnych regionach kraju. Różnimy się kulturowo, ale mamy podobne radości i te same problemy. Chcielibyśmy mieć lepszą pracę lub lepsze zarobki, boimy się o przyszłość dzieci, martwimy się, że się nie garną do nauki tylko siedzą z nosem w smartfonach. Mamy takie same marzenia by mieć lepszy samochód lub uzbierać fundusze na wakacje. Kobiety w Kenii, tak jak i w Europie, nie stronią od zabiegów upiększających czy mody. Oczywiście wszystko jest obwarowane względami kulturowymi, ale w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami.

Jak wygląda ich codzienność?

Tak samo jak u nas. Praca, dom, życie rodzinne, hobby. Życie miast niczym się nie różni. Sytuacja zmienia się na prowincji, gdzie mężczyźni zajmują się bydłem, a kobiety dziećmi i gotowaniem. Sprzątanie z punktu widzenia Europejczyka nie leży w naturze ludów Afryki równikowej, nie mogłem wyjść z podziwu, jak człowiek może wyrzucać śmieci w miejscu gdzie mieszka i pracuje. Przed domami ludzi, mieszkającymi wśród wspaniałej przyrody walają się setki plastikowych reklamówek, butelek, odchodów zwierząt, które tam zalegają. Służby komunalne nie radzą sobie z tym w miastach, a na wsi ich po prostu nie ma.

Trafiłeś tam do studia nagraniowego – jak to się stało?

Przed wyjazdem do Kenii, zrobiłem rekonesans muzyczny – na czym opiera się muzyka środka Afryki, jakich instrumentów używają oraz jak brzmi muzyka etniczna różnych plemion. Chciałem zrobić coś na kształt płyty Outsider - Tanger, którą wydałem w 2017 roku, gdzie połączyłem wątki etniczne z Maroka z moją elektroniką. Przed wyjazdem nawiązałem kilka kontaktów w Mombasie i Nairobi w kilku studiach muzycznych, wśród producentów i muzyków. W pewnym sensie było to naturalne, realizatorzy w studiach są zawsze ciekawi na czym ja pracuję, a na czym oni, albo jak zmiksować coś by brzmiało wyraźniej. Ta wymiana informacji była korzystna dla obu stron – wszyscy uczymy się od siebie. W Kenii udało mi się zrobić kilka udanych nagrań różnego rodzaju bębnów, śpiewów plemiennych, odgłosów miast i sawanny. Część bębnów nagrałem tam w studio, opracowaliśmy również plan współpracy na płytę, która powolutku się tworzy. Ja wysyłam im swoje pomysły z propozycjami wokali z mojego studia w Szczecinie, oni dogrywają mi wokale w Nairobi i odsyłają sesję przez internet, bym mógł dalej z nią pracować. Internet daje nam olbrzymie możliwości pracy na odległości, z czego bardzo się cieszę i korzystam.

Bez wątpienia wyjazd do Kenii to niesamowite przeżycie. Lubisz podróże, planujesz już kolejną?

Planujemy z kolegą z pracy pojechać w grudniu na kilka dni do Jerozolimy i Tel Avivu. Dużo czytałem o tym mieście i ciekawi mnie, jak pewne rzeczy wyglądają w rzeczywistości. Ile jest sacrum w Jerozolimie? Chciałbym poczuć klimat tego miasta, więc będziemy unikać zorganizowanych wycieczek i miejsc polecanych w przewodnikach. Będzie ciekawie!

Czego nigdy nie zapomnisz z wyjazdu do Afryki? 

Wydaje mi się, że biedy i niewykorzystanych możliwości Afryki. Dla Europejczyka życie dużej części mieszkańców Afryki jest nie do przyjęcia. Braki elektryczności, wody, brak dróg, brak służb komunalnych w połączeniu z piękną przyrodą to folklor – ale bardzo niebezpieczny pod kątem epidemiologicznym oraz społecznym. 

10( 120)
Listopad'18
gajda