Arcydzieła z metalu

Ich rzeźby budzą skrajne emocje: jedni są nimi zachwyceni, inni przerażeni. Paweł Hołownia oraz Łukasz Bielecki stworzyli firmę Metal Madness, która z metalu jest w stanie zrobić praktycznie wszystko. Dzieło „Szatana”, czyli Łukasza wspomaganego przez ekipę, możemy podziwiać przy wjeździe do Stargardu. To trzymetrowy Gryf, który zaledwie po paru miesiącach zaskarbił sobie ogromną sympatię mieszkańców miasta. 

Autor

Andrzej Kus

To nie tylko sposób na życie, to jednocześnie największa pasja. Paweł „Szeryf” Hołownia kilka lat temu postanowił, że skompletuje ekipę, która będzie tworzyła z metalu prawdziwe cuda. Zbiegło się to ze spotkaniem Łukasza „Szatana” Bieleckiego, którego bez namysłu zatrudnił. Dzisiaj już wiemy, że była to doskonała decyzja. Z roku na rok Metal Madness rozwija się coraz prężniej. 

– Wnętrzami, w szerokim zakresie, zajmowałem się całe dorosłe życie. W pewnym momencie zauważyłem na rynku trend wzbogacanie wnętrz w wysokiej jakości elementy z metaloplastyki. Poznałem wtedy też Łukasza, wyjątkowo zdolnego spawacza-artystę, który stał się moją prawą ręką w próbie stworzenia tego, czym dzisiaj jest Metal Madness. Obecnie w skład naszego niezwykle zgranego zespołu wchodzi jedenaście osób, a firma wciąż się rozwija – opowiada Paweł Hołownia. 

Paweł przyznaje, że jego ekipa jest zbiorem bardzo zdolnych ludzi, którzy po przyjściu do firmy metaloplastyki uczyli się praktycznie od zera. Cechują się twórczym myśleniem oraz zapałem, a właśnie te cechy często były wyznacznikiem, czy ktoś do nich dołączy, czy też nie.

– W godzinach pracy zajmujemy się produkcją metalowych, przeszklonych ścianek, tworzymy poręcze schodów, meble itp. Nasze rzeźby natomiast powstają poza produkcją, zazwyczaj po godzinach. Jest to bardzo czasochłonny proces i pozwala się ekipie samorealizować. Moi pracownicy mają dostęp do wielkiego placu zabaw dla dużych chłopców i czerpią z tego tyle, na ile mają ochoty – opowiada Szeryf.

Z każdym dniem, miesiącem, rokiem Metal Madness jest coraz bliżej pewności tego, że w tym składzie z metalu jest w stanie zrobić praktycznie wszystko. Jedno z dzieł chłopaków możemy oglądać przy wjeździe do Stargardu. W dużej mierze jest stworzone przez Szatana, w końcowym etapie wspomagali go już koledzy. Na produkcję rzeźby poświęcili prawie… 600 godzin!

 –  W zeszłym roku w Stargardzie na ArtFestiwal 2017 Łukasz, przy naszym udziale, wykonał prawie trzymetrową rzeźbę Gryfa, która dumnie stoi w mieście do dzisiaj. Mieszkańcy Stargardu zdecydowali, że jej zdjęcie zostanie umieszczone na okładce oficjalnego kalendarza miejskiego na 2019 rok – opowiada Paweł. – Stalowa korona drzewa, również wykonana przez Szatana, stoi natomiast w restauracji w Pobierowie. Wiszą na niej lampiony wykonane
z butelek po Jacku Danielsie. 

Rzeźb jest jednak dużo więcej: czaszka zrobiona przez Pawła Czapskiego, „paszczoszczur” autorstwa Konrada Bizona, punkowa lampka Michała Wyciorka czy lampa „Pani jesień” Marcina Skrzyńskiego. Ale są także inne perełki. Pasjonaci wykłuwają również broń białą. Zajmuje się tym „Bocian”, czyli Piotr Chocian. 

– Koszt wykonania rzeźby zależy od czasu, jaki czas trzeba poświęcić na jej stworzenie. Zaczyna się od kilku, a kończy nawet na kilkudziesięciu tysiącach złotych. Nie znamy nikogo, kto by się zajmował w pobliżu podobnymi rzeczami. Często wystawiamy się na różnych targach i pokazujemy to, co robimy. Nasze stanowisko zawsze wzbudza skrajne emocje: jedni są zachwyceni, inni przerażeni, ale nikt nie przechodzi obojętnie. Dzieci albo płaczą, albo bawią się eksponatami ustawionymi na stworzonych przez nas meblach. Staramy się, bo było to jak najatrakcyjniejsze i chyba nam się to udaje. W moim biurze wisi bowiem dyplom za zdobycie 1. miejsca w konkursie na najlepsze stanowisko targowe podczas targów Bud-Gryf w 2017 roku – podsumowuje Hołownia. 

 

11( 121)
Grudzień'18
gajda