Autor

Dariusz Staniewski

 Szczecińscy politycy, artyści, samorządowcy i media mają kolejny temat tzw. „samograj”. Otóż jednym ze zwycięskich projektów Budżetu Obywatelskiego został pomnik „Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina, szefa wszystkich szefów”. Legendarna postać z komedii „Poranek kojota”. Społeczeństwu pomysł się spodobał. Zagłosowano na niego, wybrano. I jakoś wcześniej nie było słychać jakichś psioczeń dotyczących tego projektu. Aż tu nagle pojawiają się sygnały od „oburzonych szczecinian”, że w mieście będzie stawiany pomnik gangsterowi. Ciekawe. W filmie nie ma mowy na czym miałaby polegać przestępcza działalności ww. Jarzyny i czym się zasłużył osiągając tytuł „szefa wszystkich szefów”. A w Polsce ciągle przecież obowiązuje jeszcze zasada domniemania niewinności. Nie wiadomo więc jakie grzechy ma na sumieniu rzeczony Jarzyna. Można tylko domniemywać, że nie ma on czystych rąk i jakąś tam kryminalną przeszłość posiada. Wytropienie tego, to już chyba jednak zadanie dla IPN-u albo policji (jakieś jego akta albo teczka gdzieś być muszą he, he, he). Ale z drugiej strony. Stoi przecież w centrum Szczecina pomnik XV-wiecznego kondotiera Bartolomeo Colleoniego. Dla mniej zorientowanych – najemnika. A wiadomo czym się tacy faceci zajmowali i zajmują. I jakoś nikt nie protestował kiedy ów pomnik w 2002 roku stawiano na placu Lotników. A jeżeli już, to niezbyt głośno. I jakoś on niewielu osobom przeszkadza. Ba, uznawany jest za dzieło sztuki. Złościć tylko może, że zamiast miecza w dłoni trzyma jakiś kij, czy pałkę. Bo podobno ciągle ktoś tę broń białą kradł i nie nadążano z uzupełnieniem braku. Z powodu tego kija niektórzy twierdzą, że z tym pomnikiem szczególnie utożsamiają się kibole oraz bandyci używający „bejsboli” w swej przestępczej działalności. Chociaż nie widziano, żeby przedstawiciele obu tych środowisk składali kwiaty pod tym monumentem. Jeden z radnych miejskich proponuje, aby pomnik najemnika z centrum wywalić gdzieś, gdzie nie będzie w oczy raził. Ale pomnik Jarzyny też nie będzie stał w „city” Szczecina, tylko na Łasztowni. Fajne miejsce, z przyszłością, z popularnymi bulwarami, pełne turystów. Dlaczego więc nie? Może nawet pójdźmy dalej. Niestety, Szczecin w Polsce nie zawsze budzi miłe skojarzenia. I to od dawna. Przecież już sławny polski poeta Konstanty Ildefons Gałczyński (który mieszkał krótko w Szczecinie) ukuł sławne powiedzenie o naszym  mieście: „K…a, złodziej i glina, oto obraz Szczecina”. Skądś się to przecież wzięło! Tylko, że na świecie nie takie minusy przerabiano na plusy, nie takie mankamenty przekuwano w atuty i nie na takich historiach robiono pieniądze oraz kariery. Miasto „z przeszłością, mające mroczne oblicze, fascynujące, niepokojące, pełne zagadek, tajemnic oraz grzechu” może przyciągać turystów (Las Vegas też nie słynie z ogrodów botanicznych, wysokiego poziomu czytelnictwa i jarmarków rękodzieła ludowego). Dorzućmy więc może jeszcze pomniki np. szczecińskich „mewek”, czyli prostytutek, Cór Koryntu, kobiet lekkich obyczajów, kurtyzan, jawnogrzesznic, kobiet upadłych, ladacznic (niepotrzebne skreślić  –  przyp. red.), które sławne były na całym świecie, pasztecika, paprykarza oraz „cinkciarza”. Może niech Szczecin zostanie polskim Sin City  –  Miastem Grzechu? A poza tym, kto powiedział, że pomnik Krzysztofa Jarzyny nie może być dziełem artystycznym? Iluż łajdaków na świecie ma swoje pomniki na których widok krytycy sztuki i artyści różnej maści mdleją z zachwytu? I aż strach się trochę bać co będzie dalej. W Szczecinie ma powstać także monument poświęcony niedźwiedziowi Wojtkowi, który wędrował wraz z armią generała Andersa. To pewnie oburzą się obrońcy zwierząt i będą protestować przeciwko gloryfikowaniu męczenia zagrożonego gatunku. Na Łasztowni ma stanąć również pomnik dwóch wybitnych polskich aktorów  –  Zbigniewa Cybulskiego i Zdzisława Maklakiewicza na pamiątkę komedii pt. „Cała naprzód”, którą a w latach 60. ubiegłego wieku nakręcono w Szczecinie. W tym przypadku jadem pe nie sączyć będą przeciwnicy alkoholu. Bo wiadomo wszem i wobec, że obaj aktorzy za kołnierz nie wylewali. Dajmy szansę Krzysztofowi Jarzynie. A przeciwnikom   –   nie bądźcie znowu tacy strasznie poważni. Poluzujcie trochę gumę w majtach! 

 Pojawia się szansa całkowitego zlikwidowania bezrobocia w Szczecinie oraz regionie. W jaki sposób? Otóż w centralnej Japonii znajduje się miasto Iga. Zdaniem tamtejszych władz, to właśnie w tej miejscowości i jej okolicach w XIII-wieku powstały pierwsze szkoły ninja   –   sławnych, zamaskowanych, średniowiecznych komandosów, specjalizujących się w szpiegostwie i zabójstwach. Władze Iga co roku na ich cześć organizują festiwal będący wielką atrakcją turystyczną. Ale tylko przez kilka tygodni na przełomie kwietnia i maja, a władze chciałyby, żeby tak było non - stop. I tu pojawia się problem  –  nikt nie chce podjąć pracy jako ninja (odgrywać ich roli dla turystów) w Iga, nawet mimo wynagrodzeń sięgających od 23 do 86 tysięcy dolarów rocznie. Co więc na to nasi bezrobotni? Kto choć raz w życiu nie chciał zostać ninja? A tu jeszcze leci za to „kasiorka”. I to nie mała. I można się jeszcze zasłużyć dla Polski wnosząc do wschodnich sztuk walki jakieś nasze narodowe elementy np. finezyjna „nawalanka” wiejskimi sztachetami,  uderzenie „z butli” albo „baniaka”, „cios świstającego bejsbola”, czy też „kopa w krocze i w długą”. No to „sayonara”!

 
11( 121)
Grudzień'18