Prezent na święta

Autor

Krzysztof Bobala

No i nadszedł grudzień. W mieście świąteczne dekoracje, w radio co chwila Bożonarodzeniowe piosenki, które śpiewa George Michael czy Mariah Carey, a w sklepach zakupowy szał trwający już kilka tygodni. Wszyscy, jak co roku ulegamy tzw. „magii świąt”. A pamiętacie jeszcze swoje prezenty, które jako dzieci, znajdowaliście pod choinką? Zamknijcie oczy i przypomnijcie sobie (ale tylko te najfajniejsze). Młodszym pewnie będzie łatwiej, ale w moim wieku to i Wigilii przeżyłem dużo więcej no i pamięć już nie ta. Ale jedne święta, do dzisiaj pamiętam szczególnie, mimo zbliżającej się „sześćdziesiątki”. To było jakoś w połowie lat siedemdziesiątych. Ja wykazywałem pierwsze, ale już mocno wyraźne objawy fascynacji tenisem. O sprzęt do białego sportu było wtedy wyjątkowo trudno. Słynnych Polonezów jeszcze nie produkowano, a inne polskie rakiety typu Opal, Nefryt, Gem lub niemieckie Germiny pojawiały się w nielicznych sportowych sklepach jedynie okazjonalnie. Dlatego możecie sobie wyobrazić moją niewysłowioną, dziecięco-nastoletnią radość, kiedy to pod choinką zauważyłem najpierw podłużny pakunek z karteczką „od Mikołaja dla Krzyśka”, a potem rozpakowując go po wigilijnej kolacji oczom moim ukazała się biało-niebieska, drewniana rakieta Aeroplan rodem z Chin (okazuje się, że chociaż jeszcze nie było AliExpress, to już wtedy jakieś towary były ściągane właśnie z Państwa Środka). Była przepiękna, miała nakrapiany, syntetyczny naciąg i pachniała nowością. To był początek mojej zawodniczej przygody z tenisem i to właśnie za ten prezent do dzisiaj jestem niezwykle wdzięczny moim kochanym Rodzicom i oczywiście Świętemu Mikołajowi. W każdym kolejnym roku znajdowałem pod choinką cudowne prezenty, także te sportowe, ale nic już nigdy nie przebiło radości z tej chińskiej rakiety, mimo, że w końcu żadnej większej, zawodniczej kariery nie zrobiłem. Także w tym roku rodzina pyta o to, co pewien gość na czerwono, z workiem na plecach, ma mi przynieść pod choinkę. Może płytę, książkę, jakiś drobiazg do golfa, a może coś do tenisa. Sam nie wiem. Ja się ciągle zastanawiam, przeszukuję internet, ale są tacy co zastanawiać się już nie muszą. Pewien święty z Rovaniemi już o nich zadbał. Jednym z tych szczęśliwców jest doskonały polski kierowca rajdowy Robert Kubica, który właśnie dostał szansę ponownych występów na torach Formuły 1. Fani sportów motorowych i talentu pana Roberta pewnie od razu zaprotestują, że to nie żaden Mikołaj, że żaden prezent, że Kubica swoją karierą, życiem, determinacją na taki powrót po prostu zasłużył. Nigdy nie wątpiłem w sportową wielkość naszego wspaniałego kierowcy, nigdy nie podważałem jego zdolności i predyspozycji, ale patrząc na sport nieco bardziej chłodno niż fani ścigania się po torach, stwierdzam, że to jednak właśnie Święty Mikołaj z logo Orlenu na czerwonym kubraczku, Kubicy w tym wypadku, piękny prezent podarował. Sto milionów złotych przekazanych do Williamsa za dwa lata startów Pana Roberta w tej stajni na światowych torach F1 to w końcu suma niemała, a pewnie kiedy patrzą na nią przedstawiciele innych dyscyplin to wydaje się kwotą wręcz kosmiczną. I myślę, że przy okazji świątecznego biesiadowania, warto zastanowić się i podyskutować, czy lepiej robić takie prezenty, nawet tak wspaniałym jak Robert Kubica zawodnikom, czy może lepiej za tę sumę wychować kolejne pokolenia mistrzów w kilku olimpijskich dyscyplinach sportu. Wesołych Świąt!

 
11( 121)
Grudzień'18