Klarnet, suknia i teatr

Autor

Aneta Dolega

galeria

Są parą w życiu prywatnym i zawodowym. Ona – absolwentka Akademii Muzycznej w Gdańsku w klasie klarnetu, wydziału muzykologii paryskiej Sorbony i Szkoły Aktorskiej w Paryżu, wielokrotnie doceniana jako dramaturg. On – wybitny francuski wirtuoz klarnetu i uznany pedagog jednej z najstarszych uczelni muzycznych świata, Konserwatorium Królewskiego w Brukseli. Koncertował w największych salach z najwybitniejszymi artystami, zespołami kameralnymi i orkiestrami. Patrycja Fessard i Jean-Marc Fessard współtworzą wspólnie ze szczecińskim Teatrem Kameralnym jeden z najoryginalniejszych festiwali muzyczno-teatralnych Euromusicdrama. 

To koncerty muzyki teatralnej interpretowane przez muzyków o międzynarodowej renomie, orkiestrę Filharmonii Szczecińskiej, ale także wydarzenia na pograniczu obu dziedzin sztuki z udziałem wybitnych aktorów, a także koncerty-wykłady, sympozja i warsztaty teatralno- muzyczne.

Jak Państwo trafiliście do Teatru Kameralnego?

Jean Marc Fessard: Jestem nie tylko pasjonatem muzyki, ale również zapalonym teatromanem i podczas moich pierwszych pobytów w Polsce w czasie wizyt w teatrze zwracałem uwagę w pierwszej kolejności na muzykę i scenografię. Zauważyłem, że ważność muzyki
w teatrze zaczyna zanikać. Dawniej było tak, że wielcy kompozytorzy jak Lutosławski, Penderecki czy Darius Milhaud pisali muzykę teatralną. Aktualnie jest ona wykonywana głównie na scenach muzycznych. Nagranie, komputery wypierają żywych muzyków ze scen teatralnych. Z drugiej strony dla naszej aktorsko-muzycznej pary napisano dużo prapremierowych utworów, które są hybrydą teatru i muzyki. W Teatrze Kameralnym i w osobie Michała Janickiego znaleźlismy patrona sztuki, pod jego skrzydłami równie dobrze rozwijają się aktorzy jak i muzycy, np. współpracujący z nami świetny pianista Michał Francuz.

Patrycja Fessard: Co ważne, w Teatrze Kameralnym jest znakomita akustyka, tak dobra, że nie słychać przejeżdżających obok tramwajów (śmiech). To miejsce ma magię, w środku miejskiego hałasu istnieje niesamowita przestrzeń, idealna pod uprawianie teatru instrumentalnego i przeróżnych jego hybryd. Pierwsza edycja festiwalu odbyła się tutaj, co było oczywiste, kiedy poznaliśmy to miejsce. W następnym roku do festiwalowych partnerów dołączyła Filharmonia a następnie Teatr Polski.

Jak doszło do Waszego spotkania z Michałem Janickim a także jak sami się poznaliście?

P.F.: Piętnaście lata mu napisałam spektakl poetycko-muzyczny „Szklany kosz”, który otrzymał nagrodę na Festiwalu Kobiet Twórców w Brukseli. Po nim Michał Janicki zaprosił mnie jako aktorkę i autorkę tego tekstu do Szczecina do teatru, który wtedy mieścił przy pl. Żółnierza. Wraz ze mną pojawił się mój mąż, który zastąpił wielkiego pianistę improwizatora. Okazało się, ze świetnie radzi sobie również z muzyką teatralną. Natomiast Jean-Marca poznałam na konkursie muzyki kameralnej im. Johanessa Brahmsa w Gdańsku. Byłam osobą, która prezentowała ten konkurs. Jako, że jestem też zapaloną klarnecistką podeszłam wtedy do nieznanego mi jeszcze mojego przyszłego męża i powiedziałam mu, że jestem zachwyconą jego grą i zapytałam go o stroiki. A on mi na to: „ale ma pani piękną suknię!” (śmiech). Tak się poznaliśmy. Połączyła nas wspólna pasja i miłość do muzyki… no i moja suknia.

JM.F. Pomysł na festiwal pojawił się po pierwszym koncercie w murach Teatru Kameralnego. Wszyscy byli zachwyceni akustyką tego miejsca. Po czymś takim postanowiliśmy działać dalej. Swoje archiwa dla nas otworzyło francuskie radio, Comedie Francaise, radio Teatru Dramatycznego w Berlinie. Mieliśmy konferencje, wykłady, koncerty, Telewizja Polska zainteresowała się żywo naszym projektem, ponieważ pierwsza edycja była zorganizowana z festiwalem Ars Musica w Brukseli. Drugą edycję zrobiliśmy już przy udziale Filharmonii a trzecią przy współpracy z Teatrem Polskim. Z roku na rok festiwal się rozrasta i potrzebujemy co raz więcej miejsca.

Jakim kluczem kierujecie się przy organizacji festiwalu i jaka jest jego główna idea?

Wychodzimy od muzyki teatralnej, którą znajdujemy w archiwach. Okazuje się, że się ten rodzaj muzyki świetnie komponuje się ze słowem, oszczędnie dawkowanym, ale bez nadbudowanej scenografii, przy użyciu zaledwie kilku elementów. Jako twórcy festiwalowi chcemy żeby teatr wybrzmiewał akustycznymi dźwiękami, chcemy żeby więzi muzyki z teatrem powróciły do bazy. Tworzymy świat, którego nie znajdziemy w Internecie czy telewizji.

Na co dzień mieszkacie we Francji w Wersalu. Jak z tej perspektywy wygląda Polska pod względem kultury a jak Francja?

P.F. Kultura francuska jest mocno nastawiona na literaturę. Polska to kraj muzyki, ponieważ nie istniałaby bez Chopina i Paderewskiego. Francja przetrwała Wielką Rewolucję dzięki literaturze. To tutaj jest najwięcej noblistów z tej kategorii. Jest tak, że teatr, Molier to Francja a Polska, pomimo tego, że we Francji są świetni muzycy i sale i szkoły, nadal wibruje muzyką klasyczną. Widać powrót do muzyki klasycznej. Pełne uczelnie muzyczne, pełne sale koncertowe.

MJ.F. Zabawna jest taka sytuacja, że w Warszawie lotnisko nosi nazwisko Fryderyka Chopina a we Francji nie ma np. Debussy’ego tylko Charles de Gaulle. To świadczy o tym jak kultura dla Polaków jest ważna. We Francji mówmy o tym jak o potrzebie, która idzie ze środka, z wewnątrz. Oznacza to samo co w Polsce „z potrzeby serca.

Dziękuję za rozmowę.

11( 121)
Grudzień'18