No to święta!

O świętach Bożego Narodzenia napisano już chyba wszystko. Tradycyjnie spędzane nadal mają się dobrze, chociaż coraz częściej wykorzystujemy ten czas, żeby odpocząć od wszystkich i od wszystkiego, czasami także od zimowej aury. Coraz częściej planujemy w tym okresie urlopy. Ruszamy w góry albo tam gdzie jest ciepło. Bohaterowie naszej sesji wybierają jednak celebrowanie w domu, w gronie najbliższych, pod wspólną choinką, na wesoło, przy jednym stole. Chociaż na ten stół udaje im się przemycić rzeczy dość nietypowe…

Autor

Aneta Dolega

W międzynarodowym sosie

Rodzina Turostowskich

Isobel Perera-Turostowska, na co dzień zarządza administracją i marketingiem w Gabinetach Dentus i jest przewodniczącą komitetu Interact szczecińskiego oddziału klubu Rotary. Na plan zdjęciowy zabrała za sobą część swojej barwnej i uroczej rodziny: męża, stomatologa i wielkiego miłośnika golfa, dr Cezarego Turostowskiego, jego mamę Marię, swoją mamę Ilonę oraz dwa zwariowane i bardzo fotogeniczne yorki Caddy i Nala.

We krwi Isobel płynie polska i portugalska krew, z domieszką brytyjskiego klimatu, gdyż urodziła się i dorastała w Anglii. I taki też jest jej dom, kolorowy, pełen ludzi i śmiechu. – Kiedy mieszkałam na Wyspach Brytyjskich święta spędzałam zazwyczaj w Polsce, dlatego też ta forma jest mi najbliższa i najlepiej znana – mówi Isobel. – Aktualnie święta organizujemy w naszym domu, tu w Szczecinie. Jako rodzina trzymamy się razem, dlatego zawsze odwiedza nas siostra mojego męża z rodziną, nasze kochane mamy, nasza ukochana córka Maya. Święta mają dla nas szczególne znaczenie, bardzo nas do siebie zbliżają. To moment, kiedy jesteśmy wszyscy razem. Te będą szczególnie ważne. Nasza córka Maya w tym roku rozpoczęła w Anglii studia i jej przyjazd na Boże Narodzenie do Szczecina będzie długo wyczekiwanym momentem i najlepszym prezentem.

Na stole wigilijnym w domu Isobel oprócz polskich tradycyjnych dań (obowiązkowo barszcz i kluski z makiem – według przepisu obu mam), zawsze znajdzie się miejsce na risotto z grzybami, tradycyjne włoskie ciasto z bakaliami panforte (to inwencja mamy Isobel, wielbicielki słonecznej Italii), angielski słodki pudding oraz wino, idealnie dobrane przez pana domu. –  Z tej okazji sprowadzam z Anglii przysmak zwany Christmas Crackers – mówi Isobel – To cukierki lub inne słodkości zapakowane w kolorowy papier, który przy rozwijaniu wydaje charakterystyczny trzask. Aby się dostać do środka potrzebne są dwie osoby, które ciągną opakowanie z dwóch stron. W środku można znaleźć, oprócz słodkości, papierową koronę, karteczkę z żartem lub jakiś inny śmieszny drobiazg. W trakcie rozpakowywania zawsze jest dużo śmiechu, a korony lądują na głowach domowników.
 

Fizyka świąt

Rodzina Adamowiczów

Grzegorz Adamowicz, fizyk, pomysłodawca Miasta Nauki i jedna z osób tworzących powstające Morskie Centrum Nauki. Do swojej pracy podchodzi jak do misji, pokazując, z pomocą pięknej żony Marty,  a także ostatnio córeczki Julii, że nauka to też zabawa. Jest zakochany w fizyce oraz w swojej rodzinie.

– Co roku sobie obiecujemy, że w czasie świąt wyjedziemy gdzieś, gdzie jest ciepło, odpoczniemy i naładujemy akumulatory… ale ten moment jeszcze nie nastąpił – śmieje się Grzegorz. – W każdym bądź razie szefem w temacie organizacji świąt jest moja żona.

Marta dodaje: – Co roku święta spędzamy u moich rodziców i babci oraz u Grzegorza rodziców i babci. Jeden dzień tu, drugi dzień tam. Bardzo zależy nam by znaleźć czas dla obu rodzin, by Julia mogła spędzić czas z obiema prababciami. Sami nie bierzemy udziału w przygotowaniach, przynosimy ze sobą zazwyczaj jedną rzecz.

– Dzieje się tak dlatego, że moja mama jest pasjonatką gotowania – śmieje się Grzegorz. – Nasza córka twierdzi, że jest najlepszym kucharzem na świecie i powinna zostać szefem kuchni. 

Po czym dodaje: – Sam uwielbiam jeść i bardzo mi jest bliska maksyma, która brzmi: „Nie jem po to żeby żyć, żyję po to żeby jeść”. Gdybym nie był fizykiem, na pewno byłbym kucharzem.

Przy okazji fizyki i gotowania pada pytanie o modną kuchnię molekularną. – To bardzo marketingowa nazwa, tak naprawdę niewiele ma wspólnego z fizyką – stwierdza Grzegorz. – W tej kuchni wykorzystywana jest raptem jedna metoda i jeden środek. Samo słowo „molekularny” brzmi po prostu chwytliwie.

Prezenty to moment z którego cieszą się najbardziej dzieci. Mała Julia jest wyjątkowo cierpliwa w tym temacie. – Mam wszystko zaplanowane, wiem zawsze co chcę zostać! – woła podekscytowana. – Chciałabym, żeby od razu można było je zabrać spod choinki, ale babcia decyduje kiedy można, więc cierpliwie czekam. Kocham prezenty!

 
 

Awantura o ziemniaczki

Rodzina Wiatrów

Sześć zwariowanych osób. Na czele tej gromadki stoi Gabriela Wiatr, świetna dziennikarka, która pracowała m.in. dla Głosu Szczecińskiego, Kuriera Szczecińskiego, Radia ABC i była korespondentką Radia Wawa. Aktualnie rzecznik prasowy Marszałka Olgierda Geblewicza. Obok niej mąż Andrzej, kolekcjoner map, dwie córki, Kasia i Kalina, przyszła pani doktor na Polskiej Akademii Nauk oraz dwóch synów: studiujący we Wrocławiu Krzysztof oraz najmłodszy z gromadki, pasjonat autobusów Kacper.

– W naszym domu, na święta zawsze jest wesoły chaos – uśmiecha się Andrzej. – Ja jestem tym, który przynosi świeżą choinkę, którą później wspólnie wszyscy ubieramy. Następnie zaczyna się pakowanie prezentów. Dzieciaki długo wierzyły, że prezenty podrzuca święty Mikołaj. Dopiero kiedy pokończyły 13, 14 lat postanowiliśmy z Gabrysią powiedzieć im prawdę. W kuchni niepodzielnie rządzi Gabriela, czasem z pomocą dzieci, o ile zdążą dojechać do domu na święta, prawdziwy barszcz z buraków to domena Andrzeja. – Robię wszystko, oprócz pierogów – stwierdza Gabrysia. A Andrzej dodaje: – Pierogi kupujemy ze sprawdzonych źródeł. Mi bardzo smakują te z Siadła Dolnego. Są jeszcze pierogi, które poleciła mi Róża Król i które szczególnie lubią szczecińscy Żydzi. Pochodzą od jednej zaprzyjaźnionej pani. Mogę polecić.

Okazuje się, że u Wiatrów na świątecznym stole, wśród tradycyjnych dwunastu, pojawia się jedno szczególne danie, trochę niepasujące do reszty… – To nasza jedna bezsensowna potrawa, którą muszę przyrządzać – śmieje się udając oburzoną Gabrysia. – Dzieci nie pozwalają mi zrobić świąt bez tego niezrozumiałego dla mnie dania. A są to ziemniaczki nadziewane pieczarkami, podawane z sosem czosnkowym. Akcja z ziemniaczkami ewoluowała do tego stopnia, że wymuszono na mnie, by potrawa pojawiała się nie tylko na Boże Narodzenie, ale także na Wielkanoc.

– Ostatnio mama nas oszukała i musieliśmy je sami robić – żali się Krzysztof. – Wyszły tak obrzydliwe, jak nigdy. Mama jest mistrzynią ceremonii i to ona generalnie wprowadziła do naszego domu ziemniaczki. W tym roku my zrobimy majonez i będzie on sojowy!

 
autor: Aneta Dolega
foto: Malina Majewska
scenografia manimali–warsztat kreatywny:
Malina Majewska, Paula Mańkowska
wizaż: Agnieszka Ogrodniczak

11( 121)
Grudzień'18
gajda