Młody wilk chirurgii plastycznej

Piotr Burszewski to lekarz, specjalista chirurgii plastycznej. Jeden z najmłodszych specjalistów w tej dziedzinie oraz jeden z najmłodszych w kraju koordynatorów Oddziału Chirurgii Plastycznej i Rekonstrukcyjnej w 109. Szpitalu Wojskowym. Dodatkowo członek zespołu Art Medical Center. Członek Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej. Od zawsze związany ze Szczecinem.

 

Autor

Hanna Promień

W liceum dałeś się poznać, jako miłośnik siatkówki, badmintona, humanista z zacięciem aktorskim, satyrycznym i dziennikarskim. Gdzie w tym wszystkim miejsce na medycynę?

Pomysł na medycynę zrodził się z rozsądku i ciekawości, chociaż to oczywiście duże uogólnienie. Od zawsze imponowali mi lekarze i lekarki, którzy w obliczu dramatycznych okoliczności, zagrożenia czyjegoś zdrowia potrafili dzięki swojej wiedzy i umiejętnościom zapanować nad sytuacją. Nie mniej pomysł pojawił się gdzieś pod koniec liceum, jako ambitny projekt sposobu na życie. Nie jest to może typowa motywacja, ale każdy ma swoją prywatną, często daleką od stereotypowych.

A czemu właśnie medycyna?

Na to pytanie w pełni poznałem odpowiedź po trzecim roku, gdy pierwszy raz spotkałem się z pacjentem, któremu chciałem pomóc. Zaufanie jakim mnie obdarzył i wiara, że to ja mu pomogę dało mi wiatr w żagle. Do dziś mnie to zachwyca.  

Czysty altruizm czy kwestia prestiżu i pozycji także?

Trochę wszystkiego, ale oczywiście w różnych proporcjach. 

A kiedy stwierdziłeś, że akurat chirurgia plastyczna?

I tym razem to decyzja z końca tym razem studiów. Na początku myślałem o pediatrii, później była chirurgia dziecięca, gdy uświadomiłem sobie, że zdolności manualne, to coś w czym się wyróżniam, a na końcu pojawiła się chirurgia plastyczna. To jest bardzo indywidualna specjalizacja, w której bierzesz odpowiedzialność za wszystko, co robisz. Jesteś oczywiście częścią zespołu, ale odpowiedzialność od początku do końca jest Twoja – od pierwszego nacięcia aż do ostatniego szwu. Bywa to stresujące, ale bardzo satysfakcjonujące. 

Dostajesz coś brzydkiego i robisz z tego coś ładnego?

Nigdy nie używam takiego pojęcia jak brzydota. W tej specjalizacji wystawianie takich ocen to prosta droga do upadku. Każdy pacjent ma niepowtarzalny, osobisty problem, indywidualną dolegliwość, konkretny defekt. Staram się temu zaradzić. Pojęcie piękna i norm estetycznych przyjętych przez społeczeństwo jest kwestią umowną. W chirurgii plastycznej efekt idealny to najczęściej taki, który przede wszystkim ucieszy pacjentkę czy pacjenta. Nie zawsze nasza ingerencja musi być zauważalna, czasami wystarczy taka poprawa defektu, której nikt z boku nie dostrzeże. Sukces osiągamy, jeśli coś pacjenta drażniło, coś się nie podobało i dzięki nam przestało takim być. 

Ale chirurgia plastyczna kojarzy się głównie z naciąganiem skóry na twarzy czy powiekach i powiększaniu piersi, a wtedy jest efekt „wow”.

Możliwości chirurgii plastycznej zdecydowanie wykraczają poza ten schemat. Chociaż byłbym naiwny gdybym uważał, że chirurgia estetyczna nie jest jedną z najważniejszych gałęzi. Praktyka pokazuje jednak, że 95% zgłaszających się do lekarza pacjentów ma wyraźny problem. Problem, który można opisać i zdiagnozować. W pozostałych przypadkach najważniejsza będzie rozmowa. By efekt ostateczny był najlepszy, a oczekiwania pacjenta i możliwości lekarza muszą być zgodne. Osiągnąć to można jedynie przez merytoryczną i profesjonalną rozmowę. Bywa jednak, że oczekiwania wybiegają znacząco poza możliwości medycyny lub są nieadekwatne do problemu i wtedy też trzeba umieć to przedstawić.

To znaczy, że medycyna plastyczna łączy się z psychologią?

Siłą rzeczy bardzo.

A miałeś pacjentkę, której musiałeś powiedzieć, że przesadza?

Zdarzyło mi się w bardzo delikatny sposób tłumaczyć pacjentce, że dana operacja nie pomoże. Kobiety przychodzą czasami ze zdjęciami i oczekują identycznego efektu jak na fotografii, a tego zrobić się nie da. Nie można wsadzać pacjentek w szablon i działać według ustalonego schematu. Jeszcze raz powtórzę, że każdy przypadek należy zawsze traktować indywidualnie. Do takich rozmów potrzebne jest doświadczenie, wiedza i zaufanie, o które walczymy od pierwszych sekund konsultacji.

Ty jesteś młodym lekarzem, pacjentki mają do Ciebie to zaufanie, o którym mówisz?

Mimo różnych głosów i opinii lekarze wciąż są osobami, które obdarza się wielkim zaufaniem. Ale o to musimy dbać. To oczywiste, że pacjenci chcą iść do lekarzy najbardziej doświadczonych, znanych i cenionych, ale tak naprawdę najważniejszy jest pierwszy kontakt. Ta pierwsza wizyta i wrażenie jakie po niej zostaje, daje pacjentowi odpowiedź, czy zaufa lekarzowi ponownie i odda swoje zdrowie w jego ręce. Dlatego trzeba podchodzić do każdego w sposób, w jaki samemu chce się być obsłużonym – profesjonalnie, ale z wyczuciem i normalnością. To owocuje i wtedy wiek czy rozpoznawalność w mieście nie ma znaczenia. Na szczęście nie mogę narzekać na ilość pacjentów i pacjentek, choć jestem młody i nowy na rynku. Wiem, że mam dobrą opinię wśród osób, które leczyłem i operowałem, a kolejka się wydłuża i z tego jestem bardzo zadowolony.

A miałeś taką sytuację, że ktoś z pacjentów, albo w branży potraktował Cię z góry? Masz dopiero 33 lata.

W branży się nie zdarzyło, ale jak w każdej grupie zawodowej do nowych osób podchodzi się dość sceptycznie. Pacjenci chcą pomocy i możliwość jej uzyskania jest dla nich najważniejsza. O wiek mnie jeszcze nikt nie zapytał. Zdaję sobie jednak sprawę, że czeka mnie wiele lat pracy, zbierania doświadczeń i kształtowania dobrej marki. Dlatego, gdy trafia się pacjent z przypadkiem, który przerasta moje możliwości nie mam najmniejszego problemu, by zaproponować kogoś, kto w rozwiązaniu tego problemu pomoże lepiej. 

Czemu mówisz, że jesteś nowy w Szczecinie, skoro tu się urodziłeś i uczułeś?

Swoją specjalizację zdobywałem w Gryficach. Egzamin zdałem niecały rok temu, więc jestem raczej nowy w branży. Przez 7 lat mnie nie było w Szczecinie, ale to tutaj jest mój dom. Poza tym z wielkim zadowoleniem stwierdzam, że są tu świetne perspektywy zawodowe. Dla mnie chociażby dzięki temu, że od trzech lat ściśle współpracuję i współtworzę zespół Art Medical Center z doktorem Śliwińskim specjalistą chirurgii ogólnej i chirurgii plastycznej na czele. 

Będąc w Gryficach ciągle jedną nogą pozostawałeś w naszym mieście.

W Gryficach zajmowałem się leczeniem pacjentów ciężko oparzonych oraz tą częścią chirurgii plastycznej, którą obejmują procedury NFZ. Obowiązkiem każdego lekarza jest ciągły rozwój, więc i ja chcąc się rozwijać postawiłem też na inny kierunek. 

Ale co zrobiłeś? Przyszedłeś do doktora Śliwińskiego, przedstawiłeś się i powiedziałeś, że chcesz się od niego uczyć i przyjeżdżać kilka razy w tygodniu z Gryfic do Szczecina?

Mniej więcej tak. Powiedziałem, że jestem chirurgiem plastycznym i chcę się nauczyć czegoś nowego. Pracowałem w Gryficach i jednocześnie dojeżdżałem do Szczecina. No i się udało. Tak rozpoczęła się moja współpraca z jednym, według mnie, ale i nie tylko, najlepszych ośrodków chirurgii plastycznej w kraju, a może i Europie. 

Odwaga, tupet czy ambicja?

Tupet nie, bo ja z pokorą podchodzę do życia, ale odwaga, pracowitość i wiara we własne siły na pewno. Ambicja też, bo to paliwo do rozwoju.

Ambicja, która teraz zaowocowała?

Nie pierwszy już raz, bo później wystartowałem w konkursie na Koordynatora Oddziału Chirurgii Plastycznej w Szpitalu Wojskowym w Szczecinie. Zaproponowałem swój pomysł na poprowadzenie oddziału i okazało się, że moja oferta wygrała. Władze szpitala obdarzyły zaufaniem młodego lekarza. Nie mniej po kilku miesiącach naszej współpracy myślę, że wszyscy są z tego zadowoleni.

Młody chirurg rewolucjonista?

Ewolucjonista. Nie wprowadziłem ani rządów twardej ręki, ani nie użyłem miotły kadrowej. Wprowadziłem kilka zmian, które poprawiają funkcjonalność oddziału. Zaprosiłem do współpracy chirurga ręki oraz chirurga onkologa, również młodych lekarzy, którzy świetnie pracują. Rozszerzyłem w ten sposób ofertę i możliwości tego miejsca. Uregulowałem sprawy konsultacji i harmonogram zabiegów. Ja nie boję się nowych technik, dużych operacji czy ambitnych zabiegów, ale absolutnie nie wzbraniam się też od tych najprostszych. Każdy kto zgłasza się po pomoc, chociażby z najmniejszym problemem będzie miał udzieloną pomoc. To mogę zagwarantować.

Jak przyszedłeś zespół na oddziale był zgrany, miał swoje przyzwyczajenia i standardy. Załoga ucieszyła się, że przyszedł młody energiczny szef?

Czy załoga się ucieszyła tego nie wiem, na pewno wszyscy byli przejęci jak to będzie funkcjonowało, bo każdy boi się zmian. Ja takich obaw nie miałem, bo pracowałem przez wiele lat ze wspaniałym zespołem w Gryficach i wiedziałem, że sobie poradzę. Teraz po kilku miesiącach mam wrażanie, ze zespół jest zadowolony z tego jak współpracujemy, jak się rozwijamy i ilu mamy pacjentów. Moim zdaniem wszystko zmienia się na plus. Zbieramy bardzo pozytywne opinie od pacjentów opuszczają nasz oddział po zabiegach. Od komendy szpitala również (śmiech).

Mówi się, że grupa lekarzy specjalistów jest dosyć zamknięta i niechętna na wejście nowych. Masz poczucie, że to rzeczywiście trudne wgryźć się w to środowisko?

Przejść tą ścieżkę samemu jest bardzo trudno. Mi pomogła głównie ciężka praca oraz życzliwe osoby, które do siebie przekonałem. To pozwala mi rozwijać się krok po kroku i pracować na własne nazwisko. Trzeba dać innym podstawy do zaufania, przekonać ciężką pracą – inaczej niczego się nie osiągnie. Każdego dnia żmudnie pracuję na to, co mam. 

Ta żmudna praca to przyjazdy z Gryfic do Szczecina kosztem czasu prywatnego, kosztem żony, dzieci, przyjemności i snu?

Rzeczywiście czasami tak bywało. Ten wysiłek czasami mnie przytłaczał, ale wiedziałem po co to robię. Nie spodziewałem się aż takiego efektu końcowego, ale byłem przekonany, że ciężka praca zaowocuje. To zaprocentowało nawet bardziej niż mogłem sobie wymarzyć.

Jesteś najmłodszym szefem oddziału?

Nie wiem czy są gdzieś prowadzone takie statystyki, ale wydaje mi się, że w tym momencie chyba jestem najmłodszym koordynatorem oddziału chirurgii plastycznej w Polsce, a może i w ogóle najmłodszym koordynatorem (uśmiech). Ale z komitetu Guinnessa jeszcze nie dzwonili (śmiech).

To znaczy, że czas na młodych?

Całym sercem jestem za tym. Oczywiście najważniejsza jest wiedza i doświadczenie, ale poznałem już kilku młodych ordynatorów i wiem, że pracują na najwyższych obrotach, ze wszystkich sił starając się wykonywać swoje zadania jak najlepiej. Robią dodatkowe studia, zmieniają pewne zasady trwające od lat, podnoszą standardy. Wiem z doświadczenia, że podejmując takie wyzwanie, jakim jest prowadzenie oddziału nie ma czasu na huczne świętowanie, bo radość jest, ale bardzo szybko zastępuje ją mobilizacja i poczucie odpowiedzialności. 

Zapadła Ci szczególnie w pamięć jakaś historia, która zmieniła Twoje postrzeganie, jako lekarza?

Najbardziej zapamiętałem pacjentkę, której wcale nie zoperowałem. Ta historia zdefiniowała i ukształtowała we mnie lekarza jakim jestem. Przyszła do mnie kobieta z prośbą o zakwalifikowanie do usunięcia niedużej, ale nowotworowej zmiany skórnej na twarzy. To był listopad, więc zaproponowałem jej termin przed świętami, żeby do Bożego Narodzenia ten dość pilny problem szybko rozwiązać, a rana miała czas się ładnie wygoić. Pani stwierdziła jednak dość chłodno, że to jej nie odpowiada i że przyjdzie kiedy indziej. Wtedy, jako bardzo młody lekarz trochę się zirytowałem i pomyślałem, że to bardzo nierozsądne i, że przecież wiem lepiej, że potrzebna jej szybka pomoc. Na szczęście tylko pomyślałem, bo po chwili pacjentka dodała, że musi być teraz w domu, bo to ostatnie święta jej śmiertelnie chorej córki. W tym momencie nauczyłem się raz na zawsze, że pacjentów się nie ocenia, bo nigdy nie wiemy, jaka historia idzie za człowiekiem. Nie wiemy czemu podejmują jakąś decyzję. Lepiej jest myśleć, że robią coś, bo mają powód, niż zakładać, że wiem od nich lepiej. 

Jesteś na początku, na środku czy na szczycie swojej drogi?

Na pewno jestem jak na swój wiek jestem w bardzo wysokim punkcie swojej kariery. Mam nadzieję, że nareszcie trochę stabilnym, bo ostatni rok był trochę zakręcony. Uwielbiam to co robię i chciałbym jak najdłużej się tym cieszyć.

 
11( 121)
Grudzień'18
gajda