Polak skakać potrafi

Historia niejednokrotnie pokazała, że Polacy lubią podskakiwać, zaskakiwać albo przeskakiwać bariery nieprzekraczalne dla innych. Miniony rok w sporcie potwierdził, że skakanie to wciąż nasza specjalność.

Nieważne, czy latem, jesienią czy zimą, na śniegu czy na parkiecie. Zaczął na początku roku Kamil Stoch podczas Turnieju Czterech Skoczni i nie dał podskoczyć nikomu, bo wygrał wszystkie cztery konkursy. Zadziwił tym nawet Niemców, bo wcześniej właśnie Sven Hannawald zrobił to jako jeden jedyny w ciągu 65 lat. A, że Stoch to profesjonalista jakich mało,  to formę utrzymał i zdobył swój trzeci złoty medal olimpijski na skoczni w Pjongczang, a wraz z kolegami brązowy w turnieju drużynowym. W rozpoczętym niedawno nowym sezonie wielką metamorfozę przeszedł Piotr Żyła i skacze jak nigdy wcześniej w życiu.

Jesienią znakomicie skakali polscy siatkarze na mistrzostwach świata, bo właśnie skoczność jest jednym z elementów najbardziej potrzebnych siatkarzowi. Potwierdzeniem polskiej skoczności był fakt, że właśnie atakujący, czyli ten który najczęściej skacze do zbicia piłki, w tym wypadku Bartosz Kurek, został wybrany najlepszym zawodnikiem imprezy. Zdobyciem złotego medalu i stylem gry zadziwiliśmy siatkarski świat, gdyż wydawało się, że po laniu na najważniejszych imprezach w dwóch ostatnich latach, nie podskoczymy Brazylijczykom, Rosjanom czy Włochom. Jednak trener z Belgii Vital Heynen okazał się nie mniejszym szarlatanem i magiem niż śp. Hubert Wagner, który 42 lata temu ze swoją drużyną wywalczył olimpijskie złoto.

Sukcesy Stocha i siatkarzy zdominowały wyczyny polskich sportowców, z którymi mogli się równać tylko lekkoatleci, którzy z mistrzostw  Europy w Berlinie wrócili z siedmioma złotymi medalami. Zawiedli nie po raz pierwszy piłkarze, muszący się wykazać znacznie większą ilością walorów niż tylko skakanie do piłki. Nasze gwiazdy nie do końca przed mistrzostwami świata  koncentrowały się tylko na piłce – jedni myśleli o transferach, inny otwierał butik z ciuchami.  Kilku przyleciało na ostatnie zgrupowanie przed mundialem śmigłowcem, zwracając przy tym wyjątkową uwagę na fryzury, ubrani niczym gwiazdy Hollywood.

Żeby nie było, że czepiam się tylko zachowań piłkarzy, to przyczepię się jeszcze do braku systemu szkolenia piłkarzy w Polsce, na takim poziomie jak w Niemczech, Anglii czy Francji. Odpowiedzialni za polską piłkę twierdzą, że mamy system szkolenia, a ja twierdzę, że tak nie jest.

Siatkarze którzy sięgnęli po mistrzostwo świata nie wypadli sroce spod ogona. Dwóch z nich (Bartosz Kwolek i Jakub Kochanowski) rok temu zdobyli mistrzostwo świata juniorów, a po roku okazali się najlepsi z drużyną seniorów. Świadczy to o dobrej pracy z młodzieżą, naturalnym przejściu do wieku seniora czyli istnieniu prawidłowego systemu szkolenia. W piłce nożnej tego brak.

Oby awans drużyny młodzieżowej U-21 – prowadzonej przez znanego w Szczecinie Czesława Michniewicza, do finałów mistrzostw Europy, był oznaką, że i w kwestii szkolenia młodych piłkarzy coś się zmienia.

Życząc sukcesu drużynie Michniewicza, mam nadzieję, że wszyscy wielokrotnie będziemy skakać w Nowym Roku z radości, ciesząc się z sukcesów polskich sportowców. 

 

Autor

Jerzy Chwałek
1( 122)
Styczeń'19
gajda