Władza w „ręcach” ludu

Autor

Szymon Kaczmarek

Ja, to nie powiem, lubię kulturę i sztukę ludową. Ba, nawet góralską muzykę. Nie tylko tę z Podhala, ale i z Himalajów, Andów, czy gór Atlas w północnej Afryce. Lubię ludowe tradycje, stroje i obrzędy. Nie znoszę jedynie, gdy lud uświadamia sobie, że ma w swoich ręcach władzę. Lud do wzięcia władzy w swoje ręce przekonywał Włodzimierz Ilicz, mniej więcej sto lat temu. I przekonał, czego skutki odczuwamy do dziś.

Pomijam oczywisty powód irytacji z czasów, gdy realną władzę w naszym kraju sprawowali intelektualni imbecyle z partyjnymi legitymacjami. Było, minęło. O wiele gorzej wygląda sprawa dziś i to na o wiele niższych szczeblach. A nawet na tych najniższych. Otóż bowiem, wyobraźmy sobie sytuację z teraźniejszości: muszę dokonać przeglądu technicznego swojej granatowej strzały kupionej niedawno, za całkiem marne pieniądze. Strzała ma swoje lata, ale nie ma przeglądu. Jadę więc, drżąc z niepewności, na miejsce zwane Punktem Kontroli Pojazdów. Jestem umówiony telefonicznie na 8.00 rano! Jest ósma czterdzieści, a ludu nie ma. Pojawia się ów lud z ręcami pełnymi władzy około 10.30. „Musiałem coś załatwić” oznajmia radośnie. Ja nie musiałem. Ja musiałem czekać. Bo ja, szary człowiek, muszę. A lud może. Może dokonać przeglądu, ale nie musi. Niby tylko słowna zabawa, a ileż w niej pokory wobec władzy ludu. Patrzy onże lud na ciebie robaku, patrzy i raduje go władza. Ty drżyj i uśmiechaj się przymilnie, a on być może, łaskawie przystawi wytęskniony stempelek. Jeśli akurat ma humor. 

Lud ma władzę w mięsnym, kiedy wciska nam ochłap mający być pięknym kawałkiem rostbefu. Ma ją również w urzędach, biurach, sekretariatach, punktach usługowych… Wszędzie tam, gdzie czegokolwiek potrzebuje zwykły człowiek. Pełen władzy lud odgrywa na tobie swoje frustracje i żale do świata całego. Im jesteś lepszy od ludu, tym bardziej cię nienawidzi i władzę okazuje. Z satysfakcją patrzy na wygibasy i ukłony jakie wyprawiasz, próbując władzy schlebić, w wątłej nadziei na sprawne załatwienie twojej sprawy.

Czasami, gdy lud ma kark jak byczek rzeźny i łysą dynię wypełnioną nieświeżym powietrzem, do uzyskania władzy wykorzystuje prymitywną siłę. Sytuację taką najczęściej zaobserwujemy w miejscach piwopoju, podczas imprez masowych, lub weekendu. Władzę opartą na znaczącej przewadze masy ciała, lud okazuje wyłącznie wobec słabszych w sposób oczywisty i gdy jest w stadzie. Poczucie władzy ma znaczący wpływ na utratę poczucia przyzwoitości, że o zwykłym wstydzie nie wspomnę. Będąc osobą o wątłej dość posturze, w wieku zaawansowanym, wobec takiej władzy bywam najczęściej bezbronnym, choć zawsze pozostają negocjacje.

Trudniej jednak jest, gdy ludem okazuje się znajomy, przyjaciel, lub, co zupełnie do bani, rodzina. Znacie przecież sytuacje, gdy niespodziewanym przełożonym, w wyniku niesprawiedliwego oczywiście awansu, zostaje kolega, lub koleżanka z pracy. I tu następuje zazwyczaj metamorfoza jak u motyla. Nowy szef z brata-łaty przeistacza się w cudowny sposób w drobiazgowego pedanta pamiętającego najdrobniejszą urazę sprzed wielu lat. Lud nie zapomina, lud przechowuje na swoim twardym dysku kaździuteńkie słowo, krzywe spojrzenia, czy inną pierdółkę. Ale to on teraz ma władzę, a ty drżyj nieboraku.

Zdecydowanie najgorzej wygląda sytuacja, gdy ludowi z władzą pomyli się służba. Dobitne przykłady obserwujemy w urzędach od najniższego, do najwyższego ze szczebli. Zagadnienie owo zasługuje jednak na obszerniejsza opowieść, lecz rok dopiero się zaczyna i czasu mamy sporo.

W ten nowy rok wkraczając, apeluję zatem do Czytelników Szlachetnych: Patrzmy ludowi na ręce w których dzierży władzę! Jakąkolwiek i gdziekolwiek. Wszak już wiadomo, że Lenin głosił bzdury…

P.S. Przegląd moja strzała przeszła jak burza, więc niby nie ma się czego czepiać, ale nie byłbym przecież sobą…

 

1( 122)
Styczeń'19
gajda