Renata i Piotr Pihanowie: Historie jeżowe

Renata i Piotr Pihanowie uwielbiają zwierzęta. Wychowali się w domach, w których naturę traktuje się z szacunkiem. W swoim mieszkaniu mają koty, króliki i jeże. Zajmowanie się tymi ostatnimi, to dla nich misja. Państwo Pihanowie prowadzą bowiem Jeżarnię, czyli szczecińskie pogotowie dla jeży. Pomagają chorym, rannym i osieroconym zwierzętom z wielkim zaangażowaniem oraz miłością, a ich dewiza brzmi: „ratować, leczyć, wypuszczać”. 

Autor

Karolina Wysocka

Niezwykła przygoda małżeństwa trwa już prawie dziesięć lat, a znajomi pary podpowiadają pani Renacie, by napisała książkę. Faktycznie, jest o czym, bo historia tej jeżowej miłości to zdecydowanie coś wspaniałego. – Mam już nawet wymyślony tytuł: „Nasze życie z jeżami” – śmieje się Renata Pihan.

Hilton dla jeży

Państwo Pihanowie mieszkają w bloku przy ul. Reduty Ordona. Dla jeży mają przeznaczony specjalny pokój. To prawdziwe królestwo kolczastych braci mniejszych. Znajduje się tam m.in. specjalny regał z kilkunastoma kojcami. Co ciekawe, mebel nazywany „Hiltonem” to prezent od darczyńcy. Prócz niego, w pomieszczeniu znajdują się także m.in. inkubator, szafki magazynowe oraz blaty robocze. Każdy pokoik dla malucha jest opisany. Znajduje się nad nim coś w rodzaju karty pacjenta – informacja o imieniu, dacie przyjęcia oraz wadze jeża. Państwo Pihanowie do swojego zajęcia podchodzą bardzo profesjonalnie, mimo, że oboje zajmują się zwierzętami w wolnym czasie, pomiędzy pracą. 

– Poświęcamy jeżom cały wolny czas. Najpierw zwierzęta, później my. Są u nas na pierwszym miejscu – zapewnia pani Renata. Co więcej,  małżeństwo pomaga jeżom z miłości, ale Pihanowie mają na to urzędowy papier: certyfikat Opiekuna Jeży nr 27 wydany przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Dodatkowo, współpracują też z zaprzyjaźnionym weterynarzem, Polskim Stowarzyszeniem Ochrony Jeży „Nasze Jeże” oraz szczecińskim oddziałem TOZ-u.

Początki kolczastej miłości

Wszystko zaczęło się pewnego chłodnego dnia. – Pierwszego jeża znalazły nasze koty. Kręciły się niespokojnie po balkonie, spoglądając na ogród. Poszłam zobaczyć, co się dzieje i zobaczyłam tam małego jeża. Było to 100 gram nieszczęścia. Ogrzałam go, nakarmiłam, poczytałam o jeżach w internecie i postanowiłam mu pomóc – wspomina pani Renata. Początkowo obawiała się reakcji męża, bo w domu były już zwierzęta, ale kiedy jeżyk spojrzał na swojego przyszłego opiekuna czarnymi oczkami, przepadł także i pan Piotr. – To była miłość od pierwszego wejrzenia – śmieje się Renata Pihan. Wieść o tym, że małżeństwo z bloku przy Reduty Ordona zajmują się małymi zwierzętami rozeszła się pocztą pantoflową. Znajomi i zupełnie przypadkowe osoby zaczęły przynosić kolejnych pacjentów, a dziś Jeżarnia ma już prawie dziesięć lat. Przez ten czas przewinęło się przez nią aż 600 jeży. Pani Renata przyznaje, że bez wsparcia męża nie dałaby rady prowadzić sama pogotowia.

Codzienność z wesołą gromadką

Każdy jeż to zupełnie inna historia. Pierwszy pacjent został nazwany Pan Jeż. Kolejnym państwo Pihanowie nadawali już imiona mające związek z miejscem, w którym konkretny maluch został znaleziony. Mieli
u siebie np. rodzinkę znalezioną przy urzędzie skarbowym. Rodzeństwo najpierw dostało nazwisko – Skarbówki. Później małżeństwo postanowiło jednak nadać im tematyczne imiona. – Dziewczynki miały na imię: Stówa, Dycha i Złotówa, a chłopcy: PIT, VAT i CIT – wspomina pan Piotr. 

A jak wygląda zwykły dzień państwa Pihanów? – Wstajemy o piątej rano, sprzątamy, doglądamy i karmimy zwierzęta. Później idziemy do pracy. Wracamy i znów sprzątamy oraz zajmujemy się zwierzętami. Oczywiście, jeśli trafiają nam się bardzo chore, ranne jeże, to wtedy poświęcamy im jeszcze więcej czasu. Doglądamy je co kilka godzin, nawet w nocy – podkreśla pani Renata. 

– Na potrzeby zwierząt zużywamy 10 kg gazet na tydzień i 4 kg karmy dziennie – dodaje mąż „jeżowej mamy”. Jak widać, prowadzenie pogotowia to ciężka praca, jednak państwo Pihanowie nigdy nie odmawiają pomocy kolczastym przyjaciołom. Przyglądanie się temu, jak zdrowieją i się rozwijają, to dla nich wielka motywacja. – Wystarczy, że spojrzymy w te oczka, na te noski i siła się znajduje – mówi pani Renata, a pan Piotr kiwa głową z aprobatą. 

Trudne rozstania

Rozstania zawsze są trudne, nawet jeśli przez miejsce przewinęły się setki podopiecznych. – Zawsze jest płacz. Szczególnie trudno nam się rozstać z tymi, które wychowujemy od noworodka, uczymy „jeżowego życia” lub z tymi, które trafiły do nas bardzo poranione i po długiej rehabilitacji wyzdrowiały – mówi ze smutkiem w oczach pani Renta. Jeże w mieszkaniu państwa Pihanów traktowane są jak członkowie rodziny, choć małżeństwo nie zapomina, że to dzikie zwierzęta. – Naturą jeży jest wolność – tłumaczy pan Piotr. A czy wśród podopiecznych byli i tacy, którzy szczególnie zapadli w pamięć swoim opiekunom? Koralik – mówi bez zastanowienia pani Renata. – I Dziwna! – dodaje pan Piotr. Pierwszy z nich był najmniejszy i najsłabszy z miotu. Całego jego rodzeństwo umarło, jednak on przetrwał. – Był opóźniony, łysy, ale chciał żyć. Walczyliśmy o niego rok. Dostał zdrowego towarzysza i przy nim nauczył się żyć. Pięknie budował gniazda. W końcu przeszedł hibernację i po niej był już w pełni zdrowym jeżem – podkreśla ze wzruszeniem Renata Pihan. Dziwna z kolei została znaleziona na ulicy Dziwnej w Dziwnowie. Była malutka, ważyła niewiele, ale ją także udało się uratować. – Wychowaliśmy ją na jeżycę – podkreśla z dumą pani Renata. Co ciekawe, wydaje się, że historia zatoczyła koło. Jakiś czas po tym, jak Dziwna wyzdrowiała i została wypuszczona na wolność, w tym samym miejscu co ją, znaleziono małe jeżyki. Państwo Pihanowie śmieją się, że to ich „jeżowe wnuki”.

Spotkanie trzeciego stopnia

Renata i Piotr Pihanowie podkreślają, że chore i ranne zwierzęta same wychodzą prosić o pomoc. 

Co zrobić, gdy na drodze spotkamy kolczastego biedaka? – Nie należy się ich bać. Chory, słaby jeż nie zrobi nikomu krzywdy – zapewnia pani Renta i dodaje: – Najpierw należy zwierzę zabezpieczyć. Podnosząc go, włożyć ręce pod brzuszek, a następnie schować malucha w to, co jest pod ręką, np. do czapki, pod kurtkę lub owinąć szalikiem. Jeż powinien mieć ciepło. Później najlepiej od razu do nas zadzwonić – mówi Renata Pihan. Jeśli certyfikowani opiekunowie jeży nie będą się mogli od razu zająć maluchem, dobrze jest dać mu coś do picia i jedzenia. – Najlepiej wodę, lub choremu: wodę z miodem i mokrą kocią karmę – podkreśla pani Renata. – Ważne, by nie dawać im mleka, bo go nie strawią. 

To może je nawet zabić! – dodaje pan Piotr. A co z jabłkami? Jak wiadomo, to częsty mit. Pani Renata podkreśla, że od dawna z nim walczą. Pan Piotr jednak przekornie się uśmiecha. – W każdym micie jest ziarno prawdy. Jeże są łasuchami. Jeśli nie ma w pobliżu wody, to nie pogardzą słodkim sokiem z jabłka. Co więcej, często przebywają w sadach. Wiedzą, że pierwsze owoce, które spadają są robaczywe. Wgryzają się więc w jabłko, by dostać się do białka, a dokładniej robaka. Stąd ten mit – mówi z przekonaniem „jeżowy tata”.

Zajeżony Szczecin

Państwo Pihanowie nie tylko prowadzą Jeżarnię, ale też popularyzują temat kolczastych przyjaciół w mediach społecznościowych. Prowadzą również lekcje w różnych instytucjach oraz organizują Bieg Jeża. – Działamy dwukierunkowo. Po pierwsze, opieka i przywracanie naturze. Po drugie, edukacja społeczna – wyjaśnia pan Piotr. Jak wspomóc pogotowie dla jeży? Państwo Pihanowie przyznają, że mają wielu przyjaciół, którzy im pomagają, ale zbierają fundusze na lepszy sprzęt rehabilitacyjny i szukają osób, które chciałby zostać opiekunami maluchów, które przeszły już leczenie, jednak potrzebują jeszcze trochę czasu, by całkowicie wyzdrowieć. Chętnie przyjmują również szare gazety, karmę dobrej jakości, ręczniki papierowe i chusteczki nawilżane: wszystko dla jeży. A dlaczego warto pomagać kolczastym maluchom? – Jeże to przyjaciele ogrodników i działkowców. Jedzą owady, ślimaki, gąsienice i larwy. Gdyby nie jeże, robaki, by nas zjadły. W nocy one nam pomagają – podkreśla pani Renata, po czym dodaje – Prowadząc Jeżarnię, odwdzięczamy się za im za to, co dla nas robią, kiedy śpimy. 

 

1( 122)
Styczeń'19
gajda