Skarbce z cudami motoryzacji

Jacek Kosiński oraz Rafał Lipecki od lat dbają o eksponaty Muzeum Techniki i Komunikacji. Każdego roku starają się wzbogacać ekspozycję o kolejne, rzadkie m.in. motoryzacyjne perełki. – Pojazdów mamy kilkaset. Większość z nich jesteśmy w stanie uruchomić maksymalnie po dwóch dniach pracy – przyznają.

Autor

Andrzej Kus

galeria

10 lat temu powstało Muzeum Techniki i Komunikacji „Zajezdnia Sztuki” w Szczecinie. Mało kto się spodziewał, że zaledwie po ośmiu latach będzie mogło pochwalić się takimi zbiorami. Muzealna sala zachwyca, ale oglądając pojazdy czy motocykle z okresu PRL oraz prototypy nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to wszystko jest zaledwie kroplą w morzu niesamowitych eksponatów. Setki innych znajdują się magazynach na Pogodnie. Czekają na odzyskanie blasku i generalny remont. Piecze nad nimi trzyma dwóch pasjonatów zatrudnionych w muzeum: Jacek Kosiński oraz Rafał Lipecki. 

– Nie wszystkie, ale większość pojazdów, jakie tu mamy jesteśmy w stanie uruchomić po maksymalnie dwóch dniach pracy – przyznają. – Mamy tutaj samochody, motocykle, tramwaje, autobusy. Cuda, których nie zobaczymy już na polskich drogach. Część odkupiliśmy, sporo otrzymaliśmy w darowiźnie. Jesteśmy odpowiedzialni za ich zabezpieczenie, w ramach możliwości remontujemy je. Nie mamy na to zbyt wiele czasu, bo jesteśmy na co dzień potrzebni także w muzeum. Przyjeżdżamy do magazynów raz w tygodniu. 

Pojazdy ustawione są w kilkunastu wielkich halach. Po dachem jednej z nich widzimy Warszawę 201. 

– Pochodzi z początku lat 60. ubiegłego wieku – opowiada Jacek Kosiński. – Jest w oryginalnym stanie, sprawna i odpala. Trzeba w niej tylko zrobić hamulce.

Tuż obok stoi jeden z ostatnio zakupionych eksponatów: Syrena R20. 

– Powstała z myślą o rolnikach. Jest w bardzo ładnym stanie, była już odrestaurowana. Jeździ, skręca, hamuje, ma działające światła. Do Szczecina zwieźliśmy ją na lawecie. Z muzeum do magazynów przyjechaliśmy już na kołach – opisuje Rafał Lipecki. – Kolejnym świetnym eksponatem jest Tarpan z 1990 roku. Nie ma możliwości zarejestrowania go jako samochódu zabytkowego. Remont zasponsorował nam Orlen Gaz, ma zamontowaną butlę, co nie pozwala na rejestrację na żółtych tablicach. Tarpanów jest już bardzo niewiele, szczególnie w takim stanie. 

Kolejne hale kryją następne skarby. Widzimy w nich m.in. Smyka, który zanim trafił do magazynu przeszedł naprawdę długą drogę. 

– Wcześniej był w rękach pracownika Polmo, który go lekko przerobił: wsadził do niego silnik od Fiata 126p, zamontował hamulce hydrauliczne. Później trafił do sali tradycji w Polom. Do nas natomiast od komornika, wraz z resztą  pojazdów z sali tradycji

Jest też jeszcze jedna Warszawa, które przez 15 lat stała na Krzekowie pod gołym niebem. Niestety, jej wygląd nie zachwyca. 

– Zadzwonił do nas poprzedni właściciel i powiedział, że chce nam ją oddać, jednak nie ma na nią żadnych papierów. Powiedzieliśmy, że chętnie ją weźmiemy. Zaproponował, że nam ją przygotuje i da znać. Stała
w chaszczach, do połowy miała zakopane koła. Po tygodniu dzwoni sąsiad i mówi, byśmy przyjechali bo ktoś ją zabiera i podaje się jako muzeum. Gdy właściciel powiedział, że zadzwoni na policję – uciekli. Zdążyli ją odkopać. Jeszcze tego samego dnia ją przetransportowaliśmy do nas.

Najstarsze eksponaty pochodzą z 1926 roku. Są to dwa tramwaje Bremeny, które zawsze jeździły w swoim towarzystwie. Pierwszy z nich, pług, odśnieżał torowiska. Drugi, solarka, posypywał sól po szynach. Stoją w jednej hali z wagonem tramwajowym 5N. 

– Możemy też się pochwalić Polonezem Caro Domobil. Ma on na dachu homologowaną przez FSO nadstawkę turystyczną. Podnosi się ją na siłownikach gazowych. Jest wówczas miejsce dla trzech osób, kolejna zmieści się na dole. Na nadstawkę posiadamy również oryginalną część namiotową – mówią pasjonaci. – Samochód, z zamontowaną złożoną nadstawkę spala zaledwie 0,5 litra paliwa więcej. 

Jest także jeden z dwóch w Polsce Starów, który był wozem dowodzenia milicji. Muzeum otrzymało go w prezencie z komendy wojewódzkiej w Opolu. Nie ma co prawda w nim już sprzętu łączności, jest całe pozostałe wyposażenie: kanapa, krzesła, lodówka, umywalka, zbiornik na wodę. 

– Komendant policji twierdzi, że samochód ten służył kiedyś ZOMO – mówi Kosiński.

Za następnymi drzwiami widzimy m.in. Dąbiankę. Pod tą nazwą kryje się młockarnia wyprodukowana w latach 1957-1959. Powstała w istniejących przed laty fabryce maszyn rolniczych w Szczecin Dąbiu.

Nie sposób nie zwrócić uwagę na gigantyczne radzieckie pojazdy gąsienicowe przeznaczone do przewozu czołgów. Stoją już na zewnątrz, nie mieszczą się pod dachem.

– Platformy można rozkładać wyłącznie na wodzie, ponieważ po uruchomieniu siłowników uderza o nią z impetem. Nie próbowaliśmy tego, nie było możliwości. Jeden z pojazdów za to odpalaliśmy, warkot silnika jest imponujący. 

Widać, że muzealnicy traktują pracę jak wielką pasję. Mogą opowiadać o niej godzinami. Mają związane z nią pewne marzenia. 

– Chcielibyśmy zdobyć jeszcze polskie przedwojenne motocykle. Co prawda mamy ich sporo, ale do kompletu Sokołów brakuje modelu 500. Istnieje również przedwojenna SHL-ka, której nie mamy w zbiorach. No i samochody: brakuje Smutka, czyli pierwszego Żuka. To nie koniec listy życzeń. Marzymy o oryginalnym Fiacie rajdowym, który podobno nie dotrwał do naszych czasów. Tak samo Polonez Coupe. Czasami się zdarza, że ktoś w garażach znajduje zachowane auta. Strasznie byśmy chcieli, by było tak i tym razem. Mamy Fiata 508, stoi w muzeum. Dostaliśmy go w darowiźnie. Jest w całości oryginalny, ale wymaga sporego wkładu finansowego i dużo pracy. Należałoby „wsadzić” w niego z 70 tysięcy złotych. Gdybyśmy tylko mieli czas, miejsce, w którym moglibyśmy go wyremontować oraz oczywiście fundusze nadalibyśmy mu nowego blasku. 

 
1( 122)
Styczeń'19
gajda