Święta, święta i... po postanowieniach

Święta powinny być czasem pełnym przyjemnych spotkań, odpoczynku i spokoju. Natomiast początek nowego roku startem z nową energią, głową pełną pomysłów i postanowień zmian na lepsze. To oczywiście tylko teoria. Większość z nas po szalonym czasie przygotowań i kilkudniowym siedzeniu przy stole ma dość, a wymyślonych pod wpływem chwili postanowień nie wypełnia. Jak sobie z tym poradzić i czy warto postanowienia robić rozmawiamy z dr n med. Moniką Mak, specjalistą psychologii klinicznej, adiunktem Katedry Psychiatrii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego oraz prywatnie praktykiem jogi i mindfulness.

Autor

Hanna Promień

Minęły święta, odpoczęliśmy? Jesteśmy zrelaksowani i gotowi
na nowy rok?

Trudno powiedzieć, to zależy od indywidualnego podejścia do codzienności w ogóle. Każdy przeżywa te święta trochę inaczej, zwracając uwagę na inne aspekty, zarówno materialne, jak i bardziej duchowe. Jeśli ten czas świąteczny wpisał się w nasz grafik naturalnie, to nie powinniśmy być mocno zmęczeni. Jeśli jednak traktowaliśmy to jako wielkie wydarzenie, wydatkowaliśmy mocno nasze siły i energię na te właśnie dni, to mogło nam później tych sił nie wystarczyć, żeby się świętami cieszyć. Zwłaszcza jeżeli przy tym ucierpiały też mocno portfele.

Zmieniamy się podczas świąt? Stajemy się bardziej perfekcyjni i lecimy za marketingowymi trendami?

Ogólne tendencje i trendy możemy oczywiście obserwować na portalach społecznościowych czy w galeriach handlowych. Wydaje mi się, że święta obchodzimy coraz dłużej, bo pierwsze czekoladowe mikołaje pojawiły się zaraz po zniczach. Bazując na rozmowach z ludźmi pozwolę sobie na hipotezę, że to jest trochę męczące i sprowadza święta do bardziej konsumpcyjnego wymiaru. Z każdej strony atakują nas reklamy,
w których jesteśmy przekonywani bez czego się nie obędziemy, by spędzić super święta, jak perfekcyjnie je zorganizować i co kupić bliskim. Marketingowcy wiedzą najlepiej, że babcia z pewnością ucieszy się z syropu, a tata z kolejnych skarpet. Co do perfekcjonizmu mam wątpliwości, to nie jest cecha, która pojawia się chwilowo. Ja dostrzegam raczej pewien społeczny przymus wykonania pewnych czynności, np. wysprzątanie domu jak w programie telewizyjnym, udekorowanie największą ilością lampek, zupełnie jak to zrobił Chevy Chase w filmie „Witaj Święty Mikołaju”. Szczerze przyznam, że kiedy studiowałam, przyjeżdżałam do domu w ostatniej chwili, by uniknąć czyszczenia małą szczoteczką kabiny prysznicowej. Moim zdaniem była czysta, ale to było tylko moje zdanie (śmiech).

Jednak wydaje się, że mobilizacja i spięcie przed samymi świętami jest zdecydowanie największa. Chyba trudno jest odpocząć w Boże Narodzenie.

Tutaj trzeba zadać sobie pytanie czy my potrafimy dobrze rozplanować swój czas. Niby mówi się, że przygotowania trwają 1,5 miesiąca, a potem okazuje się, że czasu nie ma. Czas jest pojęciem bardzo umownym, w naszym mózgu nie ma narządu czy struktury, które potrafiłyby go zmierzyć. Jak okazuje się, czas świąteczny był przedmiotem sporej ilości badań, prowadzonych zwłaszcza przez amerykańskich naukowców. Między innymi możemy się dowiedzieć, że ludzie zwykle planują zakupy świąteczne o wiele wcześniej. Jednak zaczynają je robić co najmniej 4 dni później, niż mieli to w zamierzeniu. Poniekąd jest to spowodowane tym, że gdy wracamy do przeszłości i myślimy o tym jak przebiegały nasze zakupy rok, dwa czy pięć lat wcześniej, subiektywnie w naszym mózgu ten okres ulega skróceniu. Wygląda na to, że najpierw analizujemy nasze doznania, a dopiero później wymyślamy czas. Odpowiada za to struktura mózgu, zwana wyspą, dzięki której możemy posługiwać się wewnętrzną osią czasu i chronologicznie układać na niej doznania, w zależności od tego jak bardzo były intensywne, bądź nudne. Bardzo często to się przekłada na duże błędy szacowania w zarządzaniu czasem. No ale nie dajmy się zwariować, dotyczy to każdego. Ważniejszym aspektem jest to jak sobie radzimy z ewentualnym stresem.

To znaczy, że nie uczymy się na błędach?

Niestety niezbyt dobrze. Świadomość, że funkcjonujemy w jakiś sposób daje nam pewną kontrolę nad sobą. Może trochę generalizuję, ale wiele badań, a także obserwacji wskazuje, że ludzie mają tendencję do bycia w trybie „zdartej płyty”, czyli stałego powtarzania pewnych zachowań, schematów. Co ciekawe, jesteśmy w stanie dobrze to zaobserwować
u innych, kiedy znajomy po raz kolejny serwuje sobie jakąś życiową wtopę, a my przecież od początku wiedzieliśmy, że zmierza ku katastrofie. Jednak jeżeli chodzi o własną osobę… Niektóre przysłowia mają dobre umocowanie w psychologii, a to o słomce w oku bliźniego jest jednym
z nich. Wbrew pozorom nie jesteśmy zbyt racjonalni i logiczni. Nie wszystko jednak stracone, bo tu na pomoc przychodzi nam wiedza na temat błędów poznawczych oraz trenowanie się w myśleniu krytycznym, a także uważność. Kiedy mamy świadomość pewnych swoich niezbyt adaptacyjnych zachowań, łatwiej nam je kontrolować.

Więc jak na tej „zdartej płycie” w styczniu zrobimy te same postanowienia noworoczne?

Badania pokazują, że przynajmniej 3/4 społeczeństwa robi jednak te postanowienia. Mniejsze, większe, poważniejsze lub zupełnie luźne. Tutaj także można wrócić do nieszczęsnego uczenia się na błędach, bo w wielu wypadkach te postanowienia wcale nie są dotrzymywane. Kolejny
i kolejny rok. Chociaż w naszych głowach one mają wielką moc, czynimy je przecież w wyjątkowym czasie, na przykład w noc sylwestrową, kiedy jest tak bardzo uroczyście. Wtedy wpadają nam do głowy pomysły w stylu „to ostatni dzień palenia”, albo „od jutra się odchudzam” – zwykle te postanowienia dotyczą zdrowego stylu życia. Niestety od tego „magicznego jutra” wchodzi na scenę kwestia motywacji, która jest obecnie bardzo chwytnym, wręcz mocno marketingowym tematem. Na rynku mamy coraz więcej mówców motywacyjnych, książek o motywacji, szkoleń motywacyjnych. Mam ostatnio wrażenie, że społeczeństwo podzieliło się na tych zmotywowanych oraz na tych, którzy pielęgnują prokrastynację. Jedno i drugie jest dosyć modne. Gdyby jednak sięgnąć do neurobiologii dowiemy się, że tak, jak trudno uczynić kogoś spragnionym lub głodnym, tak nie można uczynić kogoś zmotywowanym. Prawdziwa motywacja pochodzi z wewnątrz. My możemy jej jedynie stworzyć dobre warunki. Może zaraz ktoś powie, no ale zaraz, zaraz, chodzę do pracy, bo dostaje kasę. Zgoda, dokonałam pewnego skrótu myślowego, ale temat jest zbyt szeroki, by dokładnie wszystkie zależności wypunktować. Niemniej jednak za realizację postanowień noworocznych nikt nam nie płaci.

A styczeń to dobre warunki do postanowień i motywacji?

Niestety w większość przypadków to tylko przypływ chwili jest bodźcem, chociaż grunt całkiem niezły. Amerykanie zrobili w siłowniach badanie dotyczące częstotliwości przychodzenia i ilości zakupionych karnetów w konkretnym czasie. Okazuje się, że okres poświąteczny i ponoworoczny to czas bardzo wzmożonego odwiedzania wszelkich klubów fitness i siłowni. W lutym ludzi chętnych na ćwiczenia w takich miejscach robi się coraz mniej. Im dalej od daty postanowienia, tym ilość delikwentów mniejsza.

A czy te postanowienia, które zrobiliśmy, których nie udało się nam spełnić powodują w nas jakiś dyskomfort?

Raczej tak. Dosyć często słyszę komunikaty: „I znowu mi się nie udało”, „To bez sensu, i tak nic nie osiągnę”, czy tym podobne. Zresztą Nowy Rok to nie jest jedyny czas, kiedy czynimy postanowienia. Szczególnie dotyczące spraw, które czynią nasze życie upierdliwym, czyli często sprawy związane ze zdrowym stylem życia, relacjami międzyludzkimi czy funkcjonowaniem zawodowym. Tutaj z pomocą przychodzi nam nauka, która pokazuje, że możemy siebie trochę zmotywować odpowiednim rozkładem wzmocnień. Często stawiamy sobie zbyt odległe cele – schudnę 20 kg w ciągu roku, albo za rok będę najbardziej asertywną osoba na świecie. Osoba, którą będziemy za rok, to w naszym umyśle ktoś bardzo nieokreślony. W jednym z badań respondenci deklarowali ilość paskudnej substancji, którą są gotowi wypić. Jeżeli deklaracja dotyczyła „tu i teraz” zwykle było to pół łyżeczki, natomiast jeśli miałoby
to zdarzyć się za kilka tygodni, ilość rosła w szklanki. Możemy to zaobserwować u siebie. We wrześniu bardzo ubolewałam nad weekendowymi zajęciami, które zgodziłam się poprowadzić pół roku wcześniej. Im bliżej był weekend tym bardziej się zastanawiałam, o czym ja wtedy myślałam i dlaczego nie była to prokrastynacja. Dlatego jeżeli chcemy zrealizować jakieś postanowienie, nie powinno być ono zbyt dalekosiężne, a już na pewno szczegółowo zaplanowane i podzielone na etapy. No chyba, że ktoś jest artystą malarzem.

Czyli drobne kroczki i małe postanowionka?

Tak, zdecydowanie lepsze są małe elementy, które tworzą z czasem większa całość. Warto wspomnieć tu o tzw. układzie nagrody, który jest zbiorem struktur mózgu i odpowiada między innymi za motywację. Stymulacja dopaminą powoduje radość naszego układu nagrody, a co za tym idzie również naszą. Tutaj chciałabym na moment powrócić do kwestii prezentów świątecznych. Zbadano, że niespodziewanie i nieregularność nagrody powoduje dużo większe wyrzuty dopaminy, nawet czterokrotnie. Proponuję więc oszczędzić pieniądze na świątecznych prezentach, a obdarować kogoś miesiąc później, zupełnie bez okazji. Dopamina nie kłamie. 

Co zrobić żeby się utrzymać w naszym pomyśle.

Najlepiej nie zarzynać motywacji, ona nie jest cechą stałą. Motywacja fluktuuje, zmienia się w zależności od konstelacji czynników wewnętrznych i zewnętrznych. Pamiętajmy, że wcale nie jest źle się polenić od czasu do czasu. Wielu ludzi w trybie dążenia do bliżej nieokreślonej szczęśliwości, w propagandzie nachalnego sukcesu i optymizmu, ma poczucie winy, że traci czas, że nie wykorzystuje każdej chwili na rozwój osobisty. To jest patologia. Tak jak nie możemy być cały czas szczęśliwi, bo to po prostu niemożliwe, tak nie możemy być ciągle zmotywowani.

Lubimy się nagradzać, ale lubimy się także pocieszać. Co jeśli mieliśmy postanowienie i nam się nie udało? Jak poprawić sobie nastrój, albo zlikwidować żal. Poza lampką czerwonego wina, którego miałyśmy nie pić, albo czekoladą, której miałyśmy nie jeść?

Pójść do psychologa (śmiech). Ludzie też stawiają sobie zbyt wiele wymagań, które są odległe w czasie. Uzależniają swoje dobre samopoczucie od czynników zewnętrznych, zarówno materialnych jak i związanych z innymi ludźmi. Za mało jesteśmy obecni tu i teraz. Szczerze powiem, że tak naprawdę mamy tylko tę właśnie chwilę. Przeszłość już minęła, nie ma sensu jej mielić w głowie bez końca, przyszłość jest zagadką, a paradoksalnie nasz umysł spędza najwięcej czasu w przeszłości i przyszłości, zamiast tu i teraz. Nie chodzi oczywiście o to, żeby pozbyć się wszystkiego, usiąść pod drzewem i zostać Buddą. Wiadomo, że mamy różne zobowiązania wobec pracodawcy, banków, codzienności. Jednak uzależnianie naszego szczęścia od przyszłych wydarzeń, albo analizowanie przeszłości, by koniecznie jakieś zdarzenia naznaczyć winą za stan obecny, jest pewnego rodzaju iluzją. W niczym nam to nie pomoże, a zaszkodzić owszem może. Natomiast praktyka uważności pomaga nam zmienić podejście do stresu, lepiej kontrolować emocje i zwrócić uwagę na to, co w naszej głowie powodują myśli. Po jakimś czasie może się okazać, że wcale nie jest nam potrzebne poprawianie nastroju, a żal za porzuconymi postanowieniami się po prostu nie pojawi.

 
1( 122)
Styczeń'19