Autor

Dariusz Staniewski

* Kolejny produkt z Zachodniopomorskiego zasilił Europejską Sieć Regionalnego Dziedzictwa Kulinarnego. Tym razem wyróżniono „miód Czcibora”. Jego historia jest dość skomplikowana. W 1972 roku z okazji tysięcznej rocznicy bitwy pod Cedynią, nieistniejące już Nadodrzańskie Zakłady Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego w Dębnie, wypuściły na rynek dwa nowe gatunki miodów pitnych. Jednym z nich był trójniak Czcibor. Potem trunek ów gdzieś zniknął. Dawną recepturę po kilkudziesięciu latach odtworzył jeden z zachodniopomorskich pszczelarzy z gminy Cedynia. Teraz miód został wpisany został na Listę Produktów Tradycyjnych. Pszczelarz ma nadzieję, że na 1050. rocznicę bitwy pod Cedynią (w 972 roku wojska księcia Mieszka I rozgromiły siły możnowładców niemieckich, m.in. Hodona) dojrzały Czcibor będzie gotowy. Hurrra!!! Oczywiście znana to prawda nie od wczoraj, że każda armia korzysta z rożnych metod, aby zdyscyplinować żołnierzy do walki. Efekt ów uzyskuje również dzięki tzw. popychaczom – alkoholowi lub narkotykom (np. amfie). Z tego pierwszego słynęli Ruscy, z drugiego alianci i Niemcy. Będąc „pod wpływem” wojak jest gotowy do wielkich czynów, nie zwraca uwagi na niebezpieczeństwo, a śmierć go może w d… pocałować. Wielokrotnie to opisywano w literaturze. A my, Polacy, wcale nie byliśmy lepsi. Jest wiele przykładów z historii, że za wieloma z naszych bohaterskich czynów stał alkohol. Wracajmy więc do miodu. Nie wiadomo czy historycy zajmowali się tym aspektem bitwy pod Cedynią. Ale wojowie wtedy na pewno nie raczyli się tylko i wyłącznie źródlaną wodą. Jak pisał pewien ówczesny kronikarz (strzępki jego dzieła odnaleziono ostatnio w jednym z kościołów na południu województwa): „Natenczas czara zacnego miodu nie tylko ku uciechom niewieścim sprzyjała, bo u męża chuć rosła, ale i zapał ku bitwie wzmacniała i hardym czyniła”. No to gdzie ci Germanie chcieli do nas startować? Z tym swoim marnym schnapsem czy jakimś innym wynalazkiem ziołowym na bole trzewiów? A nasze woje, chłopy na schwał, pociągnęły po łyku miodu, jak Asterix i Obelix cudowny napój i nie było co zbierać z wroga na polu bitwy. Szkoda, że potem miód był coraz bardziej wypierany przez gorzałkę i wino (bo przecież piwo, to był wtedy taki napój, jak oranżada czy inna cola dzisiaj). Nie może więc dziwić potem zmienne szczęście Polaków na polach bitew. Miodu dajcie, miodu!

* Powróciła sprawa Frygi  – rzeźby, która stała kiedyś na szczecińskim placu Zamenhofa w centrum miasta. Kontrowersyjnej, nie da się ukryć. Jedni wybrzydzali na nią, inni się nią zachwycali. Ale nie da się też ukryć, że jakaś pechowa też była, bo ciągle z niej albo farba odpadała, albo fragmenty konstrukcji. Nie pomagały nocne rekonstrukcje i podmalowywanki. W końcu czerwono –żółte talerze Frygi (bo instalacja przypominała wielką, dziecinną zabawkę - bąka) usunięto z placu i wylądowała ona w miejscu nieznanym. Rzeźba kosztowała 200 tysięcy złotych, a miasto toczy spór sądowy z wykonawcą o zwrot pieniędzy. Trwa to już od prawie trzech lat. Nie wiadomo było jednak co się z Frygą stało. Zagadkę rozwiązał teraz jeden ze szczecińskich radnych. Ruszył na trop Frygi i odnalazł ją w magazynie na parkingu Straży Miejskiej. Według jego relacji jest ona w opłakanym stanie. Co dalej więc zrobić z tą rzeźbiarską katastrofą? 

Otóż jest pewne rozwiązanie. Nie ma co nad Frygą już płakać, szat rozdzierać, szukać pieniędzy na renowację, ani miejsca gdzie mogłaby znowu stanąć. Lepiej ją po prostu… zakopać gdzieś na terenie Szczecina. Potem usunąć informacje o lokalizacji z wszelkiej dokumentacji a świadkom i uczestnikom tego wydarzenia zabronić (pod groźbą kary oraz jakiejś klątwy jak np. tej z grobowców faraonów) ujawnienia miejsca spoczynku Frygi w  jakichś pamiętnikach czy domowych przekazach. I wyobraźmy sobie teraz taką sytuację. Za jakieś 100 lat ktoś Frygę przypadkowo odkopuje. I co wtedy? Gigantyczna sensacja archeologiczna! Na skalę światową! A może już wtedy na galaktyczną? W każdym razie szał! Gigantyczna reklama Szczecina! Fryga jest wymieniana jako jedna z wizytówek naszej cywilizacji obok Biblii Gutenberga, „Mony Lizy”, rzeźb Michała Anioła, Statuy Wolności, wieży Eiffla, kamieni ze Stonehenge, „Requiem” Mozarta, piramid, mumii  – Otziego („człowieka z lodowca” w Alpach) oraz Lenina, czy też puszki „paprykarza szczecińskiego” oraz 10 największych przebojów disco polo. Fryga i Szczecin przyciągają uwagę całego świata. Rzeźba staje się nieodkrytą tajemnicą na miarę „trójkąta Bermudzkiego” i zaginionej Atlantydy, przedmiotem niewiadomego przeznaczenia (dla niektórych kultu religijnego lub pozostałością obcej cywilizacji) wygenerowanym przez ludzkość, zamieszkującą tereny u ujścia Odry w pierwszej połowie XXI wieku. Dzięki niej powstają dziesiątki a może setki prac naukowych, doktoratów, dysertacji. Staje się ikoną pop kultury, powstaję na jej temat tysiące programów telewizyjnych, książek, sztuk teatralnych, piosenek, oper, seriali i filmów np. nowej wersji przygód Indiany Jonesa, „Z Archiwum X”, czy też „Ojca Mateusza”. Czyż to nie piękna wizja? Jak śpiewał jeden z członków sławnej angielskiej trupy komików Monthy Pythona: „always look on the bright side of life”, czyli „zawsze patrz na jasną stronę życia”.

 

 
2( 123)
luty'19