Stojąc nad rosołem

Autor

Szymon Kaczmarek

Rosół gotuję. Bo rosół na chwile dobre i złe, na pluchę i wiatr, dobrą zupą jest. Stoję więc nad rosołem i myślę. Prawie jak Beata Kozidrak. Tylko ona siedziała i myślała. Swoją drogą, jak można gotować rosół na siedząco? Ale ja stoję i myślę... Aby doszło do procesu twórczego, skutkującego dziełem artystycznym, muszą być spełnione dwa warunki.

W najbliższej okolicy twórcy, powinno się z łatwością wyczuwać Wolność i Miłość. I to po obu stronach barykady. Nie ma twórczości bez Wolności i Miłości! Zarówno twórcy, jak i odbiorcy. 

Mój dostojny choć posiwiały PESEL jasno dowodzi, iż mogę pamiętać zamierzchłe czasy, gdy wątły na organizmie i zagłodzony artysta, dokonywał dramatycznych wyborów: zjeść i wypić, czy być twórcą wolnym i niezależnym? Sam, niejednokroć stając wobec powyższego, na obiad miałem spacer po mieście. Nie, jak dziś – rosół. Chyba się jednak polepszyło? Przed podobnymi dylematami stawali, co niepojętym się wydaje, ci do których twórczość swą artyści kierowali. Mam tu na myśli Szanowną Publiczność, wobec której zasada Wolności i Miłości obowiązuje w nie mniejszym stopniu, niż wobec twórców. To bowiem ja, czytelnik, widz, słuchacz, mam niezbywalne prawo wyboru, co czytam, co oglądam, czego słucham! To mnie dotyczy Miłość do książki, filmu, piosenki, lub obrazu. Oczywiście wobec tych, które w moim przekonaniu na tę Miłość zasługują. Oczywiście, że zdarza się ślepa miłość do artysty, pozwalająca na bezkrytyczne wielbienie wszystkich jego dzieł, lecz są to przypadki skrajne i pozostawmy je samym sobie. I niech sobie grają na sylwestra w Zakopanem. 

Dodam warzyw. Sporo, to będzie na sałatkę. Te z rosołu najsmaczniejsze są na sałatkę warzywną. I cebulkę nad gazem opalę. Cebulka zwęglona troszeczkę, to w rosole nieodzowność. Od dłuższego czasu szczecińskie sceny artystyczne, na przekór powszechnej opinii malkontentów, oferują naprawdę bogaty asortyment „towaru”. Bywają dni, w których odbiorca ma trudny wybór i żadnej możliwości uczestnictwa we wszystkich wydarzeniach. Jakże często zdarza się sytuacja, w której ciekawy spektakl, wernisaż, lub koncert ma mniej widzów niż by tego oczekiwali organizatorzy, bowiem konkurencja była zbyt wielka. Klęska urodzaju? Być może, ale jeśli tak, to niech sobie trwa. Niech trwają w swej miłości do sztuki widzowie kochani, dobrodzieje dzięki którym artysta może być wolnym i twórczym. Bo szczecińscy artyści wydają się wolnymi być. Oczywiście, że czasem trzeba zagrać na evencie, czy jakiejś akademii ku czci czegokolwiek. Wszak nie samą sztuką artysta żyje. Na ogół jednak mamy do czynienia z propozycjami niezależnymi, inspirującymi i ponad wszelką wątpliwość twórczymi. Niepokoi mnie jednak dość niechętne stanowisko lokalnych mediów wobec równie lokalnych, artystycznych zdarzeń. Rozumiem ostrożność w promowaniu imprez komercyjnych, nie rozumiem jej jednak do końca. Szczeciński artysta występujący w niewielkim klubie naprawdę nie robi tego, by kupić sobie kolejny ekskluzywny samochód. Myślę, że bardziej zbiera na rosół. A tak naprawdę, to najczęściej robi to z miłości do Sztuki, bez jakiegokolwiek wynagrodzenia, co wydaje mi się karygodnym. 

W garnku mrugają oka. Pachnie w domu rosołem. Tą smakowitą mieszaniną posiekanej natki pietruszki, przypalonej cebuli i świeżo zmielonego pieprzu. Pewien Poeta zwykł mawiać: „gdy mam w domu rosół – jestem wesół.” Szczeciński artysta mawia: „Jestem wesół gdy mam tłok na widowni”. Nie zawodzisz szczecińska Publiczności. Wiem, przecież widzę. I za to Ci pokłon serdeczny. W imieniu i w ogóle. Bądź wciąż wolna i rozmiłowana w sztuce. Twoją siłą jest silna szczecińska Sztuka. Twoja obecnością i talerzem rosołu... 

 
2( 123)
luty'19