Chaos, miłość, zdjęcia

„To co możesz zobaczyć w moich portretach, to że nie bałam się zakochać w tych osobach”. Wybitna amerykańska fotografka Annie Leibovitz znana jest przede wszystkim z fotografii gwiazd filmowych, którzy przed nią nie mają żadnych tajemnic i godzą się na wszystkie pomysły artystki. Karolina Nowaczyk weszła również w aktorski świat – głównie teatralny i widać, że pomiędzy jej aparatem a modelem, rozgrywa się romans.

 

 

Autor

Aneta Dolega

galeria

Skąd u Ciebie zainteresowanie fotografią i co Ciebie w niej interesuje najbardziej? 

Pamiętam, że zaczęłam robić zdjęcia jeszcze w gimnazjum i tak już zostało. Nie pamiętam dokładnego momentu. To było bardzo naturalne. Najbliższe są mi fotografie, których bohaterami są ludzie. Inspirują mnie różnego rodzaju bodźce wizualne, których na co dzień jest bardzo wiele. Lubię obserwować, przyglądać się osobom. Inspirują mnie gesty, przestrzenie, podróże, rozmowy, filmy. Moją wielką pasją jest teatr, który bez wątpienia również na mnie wywiera duży wpływ.

No właśnie, jak pracuje się z artystami, szczególnie z aktorami?

Dorastałam w teatrze, więc obcowanie z aktorami jest dla mnie czymś naturalnym. Za każdym razem jest to spotkanie z indywidualnością, więc nie ma tutaj miejsca na szablonowe działania. To rozwija i sprawia, że praca za każdym razem jest ciekawa i pełna niewiadomych. To jest szczególna grupa modeli i myślę, że odpowiedź na to pytanie zajęłaby bardzo dużo prestiżowego miejsca... (śmiech) 

Trochę go mamy… 

Od kiedy pamiętam teatr był moją pasją. Chciałam zostać aktorką. Już w szkole podstawowej zaczęłam chodzić na zajęcia teatralne i snułam plany na przyszłość. Zajęcia prowadziła aktorka Teatru Polskiego w Szczecinie, śp. Danuta Chudzianka, która wprowadziła mnie w teatralny, sceniczny ale i zakulisowy świat. Byłam w teatrze codziennie. Oglądałam wszystkie spektakle, po naście razy. To zawsze było dla mnie niesamowite miejsce, te spotkania miały w sobie coś z magii. Zostałam takim teatralnym „dzieckiem” otoczonym przez cały zespół opieką i wsparciem. Gdy miałam 16 lat brałam udział w spektaklu „Na czworakach”, w reż. śp. Ryszarda Majora (Teatr Polski w Szczecinie). Do późnych nocnych godzin próbowaliśmy. Obserwując pracę całego zespołu aktorskiego, ale i znakomitego reżysera, pamiętam jakie przemyślenia i wnioski towarzyszyły mi po każdej próbie. I nie mam na myśli tutaj tych stricte teatralnych bądź tylko dobrych. To uniwersalne wartości. Wystarczy tylko uważnie słuchać, przyglądać się i analizować. To teatr w dużej mierze mnie ukształtował. Rozwinął mnie i pomagał w dokonywaniu właściwych wyborów. Pozwolił zbudować kręgosłup moralny i szybciej wejść w dorosłość. Żyć świadomie. Odbyłam tam dużo lekcji i zderzyłam się, co w założeniu teatru śmiesznie zabrzmi, z prawdziwym światem.

I na swoich ulubionych modeli wybrałaś aktorów.

Przez zawód jaki uprawiają, są otwarci na różne pomysły. Mają dużą świadomość swojego ciała oraz mimiki. To bez wątpienia duży plus. Są komunikatywni i nie mają w sobie wstydu, więc łatwo nawiązać z nimi rozmowę, zbudować swego rodzaju relację, która jest potrzebna aby powstały zamierzone zdjęcia. Bez większego problemu realizują sugestie. Artyści są przyzwyczajeni, że ktoś robi im zdjęcia, że są podglądani. Wydawałoby się, że czują się jak ryby w wodzie, ale jest też druga strona medalu. Praca z fotografem to intymne spotkanie (pomijając wielkie sesje zdjęciowe). Bez sceny, kostiumu, rekwizytów, innych kolegów w pobliżu. Nie ma postaci i tej formy, którą można się zasłonić. Czasami to „bycie po prostu” okazuje się nie lada wyzwaniem. Oczywiście dużo zależy od samego artysty. Od tego jaki jest, bądź jaki nie. Każdy aktor to indywiduum, więc nie będę generalizować. Jest oczywiście kilka uniwersalnych kluczy, którymi można te szuflady otworzyć i znaleźć bądź schować to co potrzebne lub nie. Trzeba tylko wiedzieć, którym kluczem.

Gdzie można obejrzeć Twoje zdjęcia poza siecią?

W mieszkaniach nabywców i u mnie na komputerze, tudzież tablecie (śmiech). Przychodzi mi do głowy sporo miejsc, ale po głębszym zastanowieniu wszystko sprowadza się do sieci. Chyba zaczęło się to trochę zacierać, ale gdyby zmaterializować to co wirtualne, to byłabym całkiem zadowolona. Czasami gdzieś tam na ulicy, albo w gazecie, ale to zupełnie inna fotograficzna historia. Jeżeli pytasz o jakieś stałe ekspozycje, galerie, albumy czy inne znaczące publikacje, to wszystko przede mną. Będę nad tym pracować. Cieszę się, że zadałaś mi to pytanie. Zdeterminowało ono 10 kolejnych w mojej głowie. Dziękuję. (uśmiech)

Czym się zajmujesz na co dzień? Studiujesz na Akademii Sztuki?

Tak, to prawda... ale nie zajmuję się tym na co dzień (śmiech). Żartuję oczywiście, bo zajęcia mam od poniedziałku do piątku, więc faktycznie zajmuje to sporo mojego czasu. Kiedy tylko to możliwe, między zajęciami, wchodzę do szkolnego studia i pracuję nad swoim warsztatem. Od samego początku nauki towarzyszyła mi praca, z którą ciężko pogodzić bycie studentką. Dlatego mój dzień przenika się z nocą, by ponownie stać się jednocześnie dla mnie nowym dniem do działania. Na co dzień oprócz zleceń fotograficznych, zajmuję się organizacją wydarzeń kulturalnych oraz ich promocją. Taki event menager. Prowadzę szczecińską filię fundacji Teatru Czwarte Miasto. Przed Akademią Sztuki ukończyłam animację kultury oraz liczne kursy i szkolenia, m.in. z social media, więc zajmuję się również obsługą kont na Facebooku oraz Instagramie. Niedawno zostałam zaproszona do współpracy przy tworzeniu ciekawego projektu, w którym będę musiała połączyć swoje wszystkie umiejętności. Już teraz wiem dwie rzeczy. Pierwsza: to niewykonalne, druga: dam radę. Można powiedzieć, że na co dzień łączę swój artystyczny pierwiastek chaosu i luzu z dyscypliną i zorganizowaniem. To taka „Walka karnawału z postem”. Trudne, ale Bruegel'om  się udało. 

I Tobie też tego życzę. Dziękuję za rozmowę.

 
2( 123)
luty'19
gajda