Masz wiadomość: miłość

W czasach kiedy doba stała się za krótka, część naszego życia przenieśliśmy do sieci. Internet stał się miejscem, w którym robimy wiele rzeczy, m.in. poznajemy ludzi i szukamy miłości. Do randkowania on line miałam zawsze sceptyczny stosunek. Trwało to do momentu, kiedy z braku czasu na poznanie kogoś nowego i za namową znajomych, zalogowałam się na Tinderze. 

Autor

Aneta Dolega

galeria

Aplikacja, o której słyszałam głównie negatywne opinie („tam wszyscy szukają wyłącznie łatwego i szybkiego seksu”) wydała mi się najprostsza w obsłudze. Do tematu podeszłam z dystansem, doskonale wiedząc czego chcę, a co mi nie odpowiada i na tej podstawie stworzyłam swój profil. Trzy zdjęcia, imię i zero opisów. Zaznaczyłam tylko kto mnie interesuje, w jakim przedziale wiekowym i określiłam teren „poszukiwań”. Na efekty długo nie musiałam czekać, telefon cały czas wibrował od polubień. Tinder wysyłał mi zdjęcia potencjalnych partnerów, a ja odhaczałam tych, którzy mi się nie podobali i czasem dawałam lajka tym, którzy wydali mi się interesujący. I tu następuje ciekawostka: wśród prezentowanych mi panów znalazło się paru dobrze mi znanych… mężów, ojców, partnerów… przemilczałam temat. 

Większość wiadomości jakie dostawałam to były faktycznie zaproszenia do niezobowiązujących przygód. Pojawiały się też osoby, które po prostu chciały mnie poznać. Jednak ta forma randkowania nie pociągnęła mnie za bardzo i szybko się tym znudziłam. Dodatkowo, w międzyczasie, nastąpiły pewne zmiany w moim życiu, więc decyzja o rezygnacji z Tindera nie była trudna. Wrażenia po tym romansie z randkowania on line mam raczej dobre. Nic mnie przykrego nie spotkało a wręcz przeciwnie. Dlatego pomysł, by pokazać jasną stronę tej sfery życia wydał mi się interesujący. Okazało się, że są ludzie którzy na tej podstawie stworzyli trwałe, oparte na uczuciu związki. Jeśli się bardzo chce, to można. Oto kilka z tych historii. Każda z nich jest prawdziwa, inspirująca, tylko imiona bohaterów zostały zmienione, na ich prośbę.

Agnieszka i Marc

Miejsce pierwszego spotkania: Tinder

Zanim zaczęłam spotykać się z moim chłopakiem, używałam Tindera od kilku miesięcy. Zawsze byłam bardzo podekscytowana poznawaniem ludzi w ten sposób. Traktowałam to zupełnie na luzie, nie miałam konkretnych oczekiwań. Przyjechałam do Hamburga, sama. Byłam nowa w mieście, więc chciałam wychodzić i poznawać ludzi. Tinder był moim łącznikiem. Niektóre z tych spotkań były kompletną wtopą, niektóre jednorazowym romansem, a z niektórymi w ten sposób poznanymi chłopakami jestem w koleżeńskim kontakcie do dziś. Czasem Tinder mnie rozczarowywał, lecz głównie był świetną rozrywką. 

Nigdy nie lubiłam czatu i w ten sposób przeprowadzanych rozmów. Wymienianie się częstymi i krótkimi wiadomościami mnie nudzi. Gdy ktoś mnie interesował, chciałam się spotkać choćby następnego dnia. Tak też było z moim chłopakiem. Bardzo podobał mi się na zdjęciach, zainteresował mnie tym czym się w życiu zajmuje i ładnie pisał. Na pierwszą randkę poszliśmy po tygodniu. A już po drugiej poczułam, że mi zależy i traktuję sytuację poważnie. Jednocześnie wiedziałam, że on jest świeżo po rozstaniu. Starałam się niczego nie oczekiwać, nie chciałam naciskać, sama postanowiłam dać sobie czas. Spotykaliśmy się tak wiele miesięcy, coraz częściej, intensywniej, oboje straciliśmy zainteresowanie innymi ludźmi, nawet zamieszkaliśmy obok siebie. Poznałam jego znajomych, on moich. Dałam mojemu uczuciu dojrzeć, aż w końcu wiedziałam, że jestem po uszy zakochana. W strachu, ale dzielnie, mu to wyznałam. Tym samym czując piętno sytuacji, bo ten romans już nie miał racji bytu. Chciałam go kochać otwarcie i planować wspólne podróże. Po kilku dniach przyszedł do mnie i wyznał, że tak naprawdę też tego chce. Dalej sprawy toczyły się swoim spokojnym tempem, które nam dobrze robiło. Dziś po czterech latach związku mieszkamy ze sobą, kochamy się na zabój, a Tindera wspominamy ze szczególnym sentymentem.

Portale randkowe to katalogi ludzi, z których można co najwyżej wywnioskować czy warto się z kimś spotkać czy absolutnie nie. Myślę, że trzeba z nich korzystać z przymrużeniem oka, podchodzić do tego z dystansem, cieszyć się tak łatwą możliwością poznawania nowych ludzi. No i w końcu nie oczekiwać, że ktoś okaże się takim jakim my chcemy by był.

Justyna i Karol

Miejsce pierwszego spotkania: forum muzyczne pewnego zespołu rockowego

Wtedy na forach istniały czaty, w których użytkownicy często pisali o swoich życiowych żalach. Karol coś napisał tam o sobie, a ja odpisałam mu w wiadomości prywatnej. Chwilę potem rozpoczęła się dyskusja o nas samych, zaczęliśmy się poznawać. Ta wymiana zdań i myśli trwała około trzech miesięcy. Poznaliśmy się wtedy dość dobrze i postanowiliśmy przejść na kontakt telefoniczny. Chęć spotkania wydała się naturalna, jedyną barierą była odległość i finanse. Mieszkaliśmy na dwóch krańcach Polski, dzieliło nas 700 km. Natomiast finanse... hmm… Karol dopiero rozpoczął jedne studia, natomiast ja nadal byłam w liceum i jak łatwo się domyślić nie mieliśmy większych środków i możliwości na podróżowanie po Polsce. Prawdę mówiąc oboje długo oszczędzaliśmy i dopiero po odłożeniu pewnych środków zdecydowaliśmy się na spotkanie w połowie drogi. W końcu postawiliśmy na tym, że chcemy tego w pełni i zdecydowaliśmy się na studia w jednej miejscowości, tak by dać związkowi szansę.

Baliśmy się pierwszego spotkania twarzą w twarz, nie wiedzieliśmy jak ono wypadnie. Obecność drugiej osoby była dla nas bardzo istotna i tego nam najbardziej brakowało po kilku miesiącach rozmawiania. Dodatkowo nie znaliśmy miasta, w którym się znaleźliśmy. Siedzieliśmy w hostelu i słuchaliśmy muzyki, nie mając zbytnio ochoty na chodzenie po mieście. Nawet pizza, którą zamówiliśmy do pokoju pochodziła z restauracji położonej 30 metrów od nas (śmiech). Jedyna rzecz, która nas nie stresowała to reakcja na wygląd drugiej osoby. Nie retuszowaliśmy siebie na zdjęciach zamieszczonych na forum, co jest aktualnie powszechne. Dlatego też spotkanie nie było dla nas zbytnim zaskoczeniem. Byliśmy wobec siebie szczerzy, dlatego fotografie też takie były i oddawały po prostu nas takimi jakimi jesteśmy.

Miłość pojawiła się już wcześniej. Wyznaliśmy sobie uczucie jeszcze przed spotkaniem. Chcieliśmy tego związku i tej relacji. Spotkanie było kolejnym krokiem. Oczywiście rodziły się pewne obawy jak to będzie wyglądało i jakie będą tego dalsze konsekwencje. Nie wiedzieliśmy jak połączyć nasze drogi życiowe, a także plany ze studiami i miejsce zamieszkania. Docelowo wiedzieliśmy przecież, że nie możemy mieszkać ciągle osobno (na dwóch krańcach Polski). Aktualnie jesteśmy ponad 7 lat ze sobą, z czego ponad 2 lata w małżeństwie. Spodziewamy się dziecka (uśmiech). Jesteśmy zadowoleni z dotychczasowego naszego życia i nie zmienilibyśmy w nim ani jednej historii.

Nie wiem czy powinniśmy doradzać innym by spróbowali poszukać miłości w sieci. Ludzie się przecież różnią i różne historie mogą się zdarzyć. My dopasowaliśmy się idealnie. Postawiliśmy na maksymalną szczerość i zaufanie. Niemniej historie o wykorzystaniu finansowym czy nawet seksualnym zapewne mają miejsce w rzeczywistości. Radzilibyśmy ostrożność i dobre poznanie siebie przed spotkaniem twarzą w twarz. 

2( 123)
luty'19
gajda