Miłość jak narkotyk

Uczucie miłosne ma wiele twarzy. Dla jednych to romantyczne uniesienie, dla drugich taniec zmysłów, a dla innych – chemia. Co ciekawe, w tym ostatnim jest więcej prawdy niż na pozór może się nam wydawać. Badania naukowców wykazują, że u ludzi zakochanych aktywuje się ten sam ośrodek mózgu, co u osób uzależnionych od narkotyków. Czy miłość można więc nazwać „naturalnym środkiem odurzającym”? Postanowiliśmy odpowiedzieć na to i wiele innych pytań z pomocą eksperta.

Autor

Karolina Wysocka

Zgodnie z koncepcją doktora Liebowitza, miłość i uzależnienie od narkotyków są tak blisko ze sobą spokrewnione, że niemal tożsame. Silne uczucie dostarcza organizmowi podobnych bodźców jak  zakazane środki. Co więcej, zakochany mózg produkuje substancje, które wpływają na nasze emocje, nastroje.

Na uczuciowym haju

– Odurzenie miłością i narkotykiem uaktywnia tę samą część mózgu, tzw. jądro ogoniaste. Podnosi się poziom adrenaliny, dopaminy, oksytocyny – tłumaczy szczeciński psychiatra i psychoterapeuta Marek Juraszek, prowadzący poradnię Artmedical. Osoby owładnięte silnym uczuciem, podobnie jak narkomani, nie potrafią się skupić na zadaniach dnia codziennego. Substancje, jakie produkuje ich mózg przypominają te, które biorą osoby uzależnione od środków odurzających. Zakochani czują i zachowują się tak, jakby byli na nieustannym narkotycznym rauszu. Psychoterapeuta Marek Juraszek zauważa podobieństwo miłości nie tylko do odurzenia substancjami zakazanymi, ale też fazy maniakalnej w chorobie afektywnej dwubiegunowej. – Zakochany ma podwyższony nastrój, podejmuje ryzykowne, bezmyślne decyzje, kupuje prezenty, szaleje – podkreśla specjalista i dodaje: – Towarzyszy mu euforia, błogostan, oderwanie od rzeczywistości, brak racjonalnego myślenia. Podobnie jak osoba uzależniona od narkotyków, człowiek odurzony miłością ma zniekształcony obraz rzeczywistości.

– Miłość to ślepota, bo zakochany nie widzi wad u osoby, w której jest zakochany. Wszystko jest kolorowe, pięknie. Nie widzimy szarości – mówi psychiatra. Zakochany nie odbiera sygnałów ze świata zewnętrznego, czuje się wolny od trosk i myśli tylko o obiekcie westchnień.

Miłosny syndrom ostawienia

Z czasem przychodzi kryzys, jak to bywa u osób uzależnionych od substancji odurzających. – Kiedy mija ten stan, podobnie jak gdy mija działanie narkotyku, zaczynamy dostrzegać pewne rzeczy, szarość dnia codziennego – wyjaśnia Marek Juraszek, po czym dodaje: – Po jakimś czasie następuje przejście do bardziej racjonalnego uczucia. 

Jednak nie u wszystkich szaleństwo zakochania zamienia się w stabilny związek. Kiedy miłosne odurzenie zaczyna wygasać, niektórym relacja z konkretną osobą przestaje wystarczać. – Zaczynają szukać kolejnych doznań lub nowych partnerów – zaznacza specjalista. 

Co z drugą osobą? Jeśli dalej jest odurzona miłością, pojawia się kłopot. – Gdy ktoś jest np. ślepo zakochany, kiedy druga osoba znika lub obiekt jest nie do osiągnięcia, pojawia się syndrom odstawienia, jak po odstawieniu środków psychotropowych – tłumaczy psychiatra. U nieszczęśliwie zakochanych, podobnie jak u narkomanów, którzy zaprzestają przyjmować daną substancję, może wystąpić zespół abstynencyjny.

– Tak, jak występuje syndrom odstawienia narkotyków, jest też syndrom odrzuconej miłości – mówi Marek Juraszek. U ludzi przechodzących ten stan, pojawiają się skrajne odczucia i zachowania. – Osoba, która to przechodzi, miota się, jest pobudzona, emocjonalnie rozchwiana, ma dolegliwości bólowe. Może mieć nawet skłonności samobójcze – tłumaczy ekspert.

W takich sytuacjach wiele osób prosi o pomoc specjalistę. Co ciekawe, prócz terapii i odpowiednich leków, zaleca się im suplementację witaminy D3. Badacze potwierdzają jej pozytywny wpływ na zmniejszanie stanów depresyjnych, załamań oraz przygnębienia. – Jest nazywana witaminą życia – mówi  szczeciński psychiatra. Tym samym znów wróciliśmy do tematu chemii. Czy można więc nazwać miłość „naturalnym narkotykiem”? – Tak, jak najbardziej – odpowiada Marek Juraszek.

 

2( 123)
luty'19