Autor

Dariusz Staniewski

* To wydarzenie nie spotykane do tej pory w Szczecinie. W Urzędzie Miejskim odbyła się pierwsza aukcja tzw. „majątku ruchomego”, pochodzącego ze spadków, które zgodnie z prawem (gdy np. nie ma osoby dziedziczącej) trafiły do gminy. Na pierwszej aukcji można wylicytować na przykład blisko stuletni kredens za 900 złotych, pianino Zimmermanna za 250 zł, umywalnię z marmurowym blatem za sto złotych, stylową niciarkę za 300 złotych czy maszynę do szycia Singera za 280 złotych. Miasto ma w magazynach nadal około 160 przedmiotów. Ale to nie koniec. Bo w sądzie toczy się jeszcze ponad 50 spraw. Miasto zapowiedziało, że podobne aukcje będą się odbywać cykliczne, super! Bo według nieoficjalnych wiadomości (ale za to z dobrze poinformowanych źródeł) w magistrackich magazynach znajdują się prawdziwe cacuszka! Jakie? M.in. Bursztynowa Komnata, „Portret młodzieńca” pędzla niejakiego Rafaela Santi, dwa nagie miecze spod Grunwaldu, peruwiańskie kipu z zamku w Nidzicy (które ma być wskazówką do ukrytego skarbu Inków), złoto III Rzeszy, Arka Przymierza (która wbrew temu co nakręcił Spielberg nie jest przechowywana w magazynach armii USA ani w jednej z etiopskich świątyń), skarb Templariuszy i Święty Graal. Zaprawdę, przepastne są magazyny szczecińskiego Urzędu Miejskiego i niejedną jeszcze tajemnicę kryją. Ważne, że dzięki licytacjom tych skarbów miasto zyska potężny, ba, gigantyczny, zastrzyk gotówki, który przeznaczy na wiele nowych inwestycji! Dzięki nim (trawestując sławne hasło z lat 70. ubiegłego wieku, czyli epoki gierkowskiej), „Szczecin będzie rósł w siłę a mieszkańcy będą żyli dostatniej”. No i co krytycy rządzących miastem? Zatkało kakało?!

* We wrześniu ubiegłego roku konar z połamanego dębu rosnącego w centrum Goleniowa zniszczył dwa samochody. Właściciele aut wystąpili o odszkodowania. Ale pieniędzy nie dostali, bo według ubezpieczyciela na drzewie rosło za dużo żołędzi! Drzewo było zdrowe, ale jego konar uległ złamaniu najprawdopodobniej pod ciężarem żołędzi, które na nim wyrosły! Na tej podstawie ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania. Poszkodowani twierdzą, że drzewo chyba nie do końca było zdrowe, bo kilka tygodni później, zostało wycięte. A może w ten sposób pozbyto się tzw. corpus delicti, czyli dowodu rzeczowego w tej sprawie? Drzewa nie da się zbadać, bo został po nim niewysoki pieniek. Sprawą ma się zająć sąd. I to może być bardzo ciekawa sprawa, która przejdzie do historii polskiego sądownictwa. Przecież to będzie prawdziwy pojedynek biegłych i ekspertów z rożnych dziedzin! Jak zbadają czy żołędzie były za ciężkie, ile ich było i czy rzeczywiście spowodowały uszczerbek na dębowym zdrowiu? Czyje argumenty i analizy zwyciężą? Na te pytania może odpowiedzieć chyba tylko wróżbita Maciej oraz sędzia Anna Maria Wesołowska.

* Prezes Pogoni Szczecin listem otwartym do kibiców i społeczeństwa przedstawił swoje orędzie dotyczące stadionu „Portowców”. 10 marca piłkarze Pogoni rozegrają ostatni mecz na stadionie w obecnym kształcie. Będzie to spotkanie z Zagłębiem Lubin. Po meczu rozpoczną się prace rozbiórkowe stadionu. Na pierwszy ogień pójdzie wysoka trybuna do 14 sektora. Prezes ogłosił także, że na czas przebudowy obiektu klub wystąpił do PZPN z wnioskiem o zwolnienie z obowiązku przyjmowania kibiców drużyny gości – dzięki temu wszystkie pozostałe miejsca na stadionie udostępnić kibicom Portowców. Prace budowlanymi uniemożliwią także parkowanie samochodów na terenie obiektu. Ale pojawia się w związku z tym wszystkim pewien pomysł? A może prezes Pogoni nie powinien zamawiać firmy, która ma zająć się wyburzeniem stadionu? Bo np. załóżmy, że Pogoń mecz z Zagłębiem przegra. To znając impulsywność, zadziorność, pasję, zapalczywość szczecińskich kibiców, to mogą oni być tak wnerwieni porażką, że sami rozpoczną prace rozbiórkowe stadionu! Wszystko pójdzie w strzępy z siłą tsunami! Nie zostanie kamień na kamieniu jak np. ze starożytnej Troi czy Aleksandrii. Dołączą do nich na pewno kibice z innych drużyn jak się dowiedzą, że przez dłuższy czas nie mają po co przejeżdżać do Szczecina, aby kibicować swoim „na żywo”. No i na koniec swój akces w rozwaleniu obiektu przy ulicy Twardowskiego zadeklarują kierowcy samochodów, które do tej pory mogły parkować w okolicy stadionu oraz ci, których czekają utrudnienia komunikacyjne w trakcie budowy. I tak zbiorowe wnerwienie przyczyni się do błyskawicznej rozbiórki, zaoszczędzeniu funduszy, rozwojowi tężyzny fizycznej u niektórych (bo takie rozwalanie, to jednak będzie kosztować trochę wysiłku). Ale odnajdźmy też pozytywy tej sytuacji – bo może wspólna praca, trud i przelany pot zaowocują zadzierzgnięciem nowych przyjaźni np. między kibicami zwaśnionych drużyn lub między kibicami i kierowcami. Bo przecież, my Polacy, potrafimy się łączyć w chwilach nieszczęść, trudnych i pełnych zagrożeń. I w ten sposób jeden przestarzały i mało funkcjonalny obiekt może być przyczynkiem do naprawy Rzeczpospolitej.

A jak zakończy się ta cała rozpierducha stadionu, to wtedy prezes Pogoni ustawi (na tle ruin) długie ławy uginające się od kufli pełnych szczecińskiego piwa, plater z kanapkami z paprykarzem oraz stert pasztecików. Wszyscy zgodnie zasiądą, radośni, przyjaźni, z bejsboli rozpalą ogniska i wspólnie zaśpiewają najbardziej patriotyczną z patriotycznych polskich pieśni – „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina, starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna”. Aż się łza w oku kręci...

I w tym momencie się obudziłem. O matko, ależ to był koszmar! Włączyłem szybko telewizor, zacząłem skakać po kanałach szukając serwisów informacyjnych i… odetchnąłem. Okazało się, że wszystko jest w porządku! Nadal trwa wojna Polski z Polską i wszyscy się nienawidzą ze wszystkimi. Otarłem pot z czoła i odetchnąłem głęboko. Na szczęście jest jeszcze coś stałego i pewnego na tym świecie.

 
3( 124)
Marzec'19