Filip Zaborowski: playlisty słucham w wodzie

– W wodzie przepływam więcej kilometrów, niż pokonuję pieszo. Często nawet więcej przepływam niż... jadę samochodem, bo mieszkam blisko pływalni w której trenuję – mówi Prestiżowi Filip Zaborowski, pływak MKP Szczecin, jeden z czołowych kraulistów w Polsce, uczestnik Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro.

Autor

Jerzy Chwałek

galeria

Pływanie uprawia od 7 roku życia, a na basen trafił dlatego, że miał wadę postawy, na którą lekarstwem miały być zajęcia na basenie.

– Właśnie wtedy pani od zajęć korekcyjnych zaleciła mi pływanie – wspomina Filip. – Bardzo szybko nauczyłem się pływać, więc przechodziłem do kolejnych grup zaawansowania. Złapałem bakcyla i szybko uczyłem się kolejnych stylów pływackich, lubiłem też nurkować. Kiedy znalazłem się w grupie dla najbardziej zaawansowanych, rodzice zapisali mnie do sekcji sportowej – wspomina.

Ta mieściła się w przy klubie Flota Gdynia, w czasach gdy Filip z rodzicami mieszkał w Sopocie. Gdy podjął regularne treningi musiał podporządkować się sporym, jak na niespełna dziesięciolatka obowiązkom.

– Wstawałem o 4:40 rano, żeby zdążyć na trening zaczynający się o godzinie 5:50. Nie było łatwo, ale mogłem liczyć na rodziców. Tata odwoził mnie na pływalnię, czekał aż skończę trening, a później zawoził do szkoły. Po latach widzę, jak dużo mi poświęcił i coraz bardziej to doceniam.

Gdy zaczął naukę w gimnazjum w Gdyni miał stamtąd bliżej na pływalnię, ale bez pomocy rodziców i tak ciężko byłoby podołać wyzwaniom logistycznym. 

Będąc w 3 klasie gimnazjum, a był to rok 2010, przeprowadził się do Szczecina, tylko dlatego, żeby móc trenować u Mirosława Drozda, wychowawcy mistrzów świata: Mateusza Sawrymowicza i Przemka Stańczyka.

– Wiedziałem, że podobnie jak oni mam predyspozycje do pływania średnich i długich dystansów, dlatego chciałem ćwiczyć u pana Drozda, najlepszego szkoleniowca w Polsce. Nie wierzyłem, że od razu po przyjściu do Szczecina, jeszcze jako junior, będę mógł trenować w grupie z medalistami mistrzostw świata, ale trener się zgodził. To był dla mnie szok oraz duża radość. Pamiętam jak trzy lata wcześniej siedziałem z trąbką przed telewizorem i kibicowałem im, gdy walczyli o medale mistrzostw świata. 

Samotność pływaka

Trening pływaka jest bardzo monotonny. W samotności pokonuje dziesiątki kilometrów, bez możliwości kontaktu z kolegami, jaki dają gry zespołowe. Często zdarzało się, że z tego powodu, nawet wybitni zawodnicy po zakończeniu kariery zmagali się z depresją.

– W trakcie treningu nie możemy z nikim porozmawiać, głowę cały czas mamy zanurzoną – mówi Filip. – W ciągu dwóch godzinnego treningu są dłuższe przerwy trwające 2-3 minuty ale jest ich najwyżej pięć. Czasami zdarza się tylko jedna lub pauzy trwające zaledwie po 30-40 sekund. Później mamy kolejne kilometry do pokonania, podczas których jesteśmy skazani tylko na siebie – dodaje.

Czy przychodzą wtedy jakieś myśli do głowy? – Oczywiście. Analizuję w głowie mój dzień, co mam jeszcze do zrobienia po treningu, ale mogę to zrobić tylko w trakcie luźniejszych ćwiczeń na basenie – zaznacza Filip. – Bo jeśli zadania są mocniejsze i muszę uzyskać większą intensywność, a trener stoi blisko i mierzy stoperem czas każdego odcinka, to skupiam się na dokładnym wykonywaniu każdego elementu, jak równomierny oddech czy odbicie od ściany basenu. Bardzo często podczas długiego wytrzymałościowego treningu... nucę sobie w głowie piosenki. Najśmieszniejsze jest to, że potrafię przez pełne dwie godziny nucić na okrągło jakiś krótki fragment i refren. W pamięć zapada zwykle ta piosenka, którą usłyszę jako ostatnią przed wejściem do wody. Najgorsze jest to, jeśli przed wejściem na pływalnię z radia usłyszę utwór którego nie lubię. Zostaje w głowie, a ja zaczynam to nucić, gdy już pływam. Wtedy staram się zmienić playlistę. Nie wiem czy wszyscy pływacy tak mają – śmieje się Filip.  

Ulubionym gatunkiem pływaka jest żywa muzyka elektroniczna house. Daje mu dodatkowego „kopa” i nastraja bojowo również przed wyścigiem na zawodach. – Nie ograniczam się do jednego wykonawcy, ale ulubieni to: ZHU, Flume, C-Bool czy Major Lazer – konkretyzuje swoje upodobania muzyczne.

Często widzimy jak pływacy wychodzący do finałowych wyścigów na największych zawodach, jeszcze przed samym startem mają słuchawki na uszach. – Podczas takich imprez na 20 minut przed wyścigiem musimy zgłosić się do call roomu, gdzie następuje kontrola czepka, okularów i stroju – zdradza Filip kulisy „pływackiej szatni”. – Sędziowie również sprawdzają nasze słuchawki, a konkretnie czy nie widnieje na nich zbyt duże logo. Jeśli tak, jest ono zaklejane. Wszystko po to, żeby uniknąć ewentualnego konfliktu producenta słuchawek z firmami, z umowami sponsorskimi organizatora. Słuchawki mogę mieć na uszach, aż podejdę do słupka startowego. To trochę jak z bokserami, którzy w drodze do ringu słuchają swoich ulubionych kawałków, żeby zmotywować się przed walką. Tyle, że do nich muzyka dociera z głośników.

Spełnione marzenie z dzieciństwa

Filip uczestniczył w Igrzyskach Olimpijskich, był finalistą mistrzostw świata w sztafecie i mistrzostw Europy na 400 metrów stylem dowolnym na długim basenie, a te imprezy są dla pływaków najważniejsze i najbardziej prestiżowe. Czy czuje się pływakiem spełnionym?

– Zrealizowałem swoje największe marzenie, jakie miałem od dziecka, czyli start na Igrzyskach Olimpijskich, ale nie czuję się spełniony w pływaniu. Mam sporo do pokazania i osiągnięcia. Byłem w finałach dużych imprez, ale marzy mi się medal którejś z nich. Chciałbym to zrobić. Rodzice i najbliżsi wiedzą, ile wysiłku kosztuje osiągnięcie poziomu do którego doszedłem. Dla zwykłego kibica wyznacznikiem klasy sportowca jest medal, albo przynajmniej poprawianie rekordów życiowych.
To jest dla mnie motywacją do dalszej pracy. Jadąc na wielką imprezę nie nastawiam się na zdobycie medalu, ale na poprawienie rekordu życiowego, a byłoby wspaniale, gdyby to zapewniło medal. 

Przed Filipem tegoroczne mistrzostwa świata w koreańskim Gwangju, a za rok Igrzyska Olimpijskie w Tokio, w których chciałby bardzo wystartować. Aktualnie głowę zajmują mu przygotowania do tych imprez. Nie wie jeszcze do kiedy będzie czynnie pływał, ale pomysłów na życie po zakończeniu kariery ma kilka. 

Ukończył studia licencjackie na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym na kierunku fizjoterapia. Od października zamierza podjąć studia magisterskie. – Coraz bardziej ciągnie mnie kierunek trenerski, bo moja wiedza o pływaniu jest coraz większa. Już mam za sobą małą praktykę, bo gdy trener musi wyjechać i nie może prowadzić treningu, to ja przejmuję dowodzenie naszą 8-osobową grupą – mówi.

Szkolenie wojskowe

Jesienią ubiegłego roku przeszedł dwutygodniowe szkolenie wojskowe w 43. Batalionie Saperów Marynarki Wojennej w Rozewiu. – Min nie rozbrajałem – mówi z uśmiechem. – Trafiłem do batalionu saperów
z przydziału. Bardzo chciałem przejść to szkolenie, głównie dlatego, żeby móc reprezentować nasz kraj w Światowych Igrzyskach Wojskowych – dodaje.

Najprawdopodobniej taką szansę dostanie już podczas tegorocznej imprezy w chińskim Wuhan. W przyszłości nie wyklucza związać się z wojskiem na stałe. – W jednostce w Rozewiu bardzo mi się podobało. Jeśli w przyszłości wrócę do Trójmiasta, to nie wykluczam, że wstąpię do Marynarki Wojennej w Gdyni. Podczas szkolenia pływania nie było, ale mieliśmy dużo zadań typowo wojskowych. Pierwszy raz w życiu trzymałem karabin maszynowy. Był lekki strach, szczególnie gdy załadowałem magazynek ostrą amunicją. Z każdą kolejną serią strzelań szło mi coraz lepiej. W ostatniej trafiałem same dziewiątki, ale z dwoma dziewczynami, które też chcą być w armii; Kasią Komorowską i Anetą Stankiewicz nie wygrałem, bo to reprezentantki Polski w strzelectwie – wspomina.

Połówka wyłowiona z wody

Paulina, druga połowa Filipa została także „wyłowiona” z wody. Jest byłą pływaczką i koleżanką z klubu. Później została triathlonistką. Razem chodzili do szkoły średniej, a później na ten sam kierunek studiów. – Chyba dobrze się złożyło, że jesteśmy razem – wyznaje Filip. – Dobrze rozumie na czym polega życie zawodowego pływaka i z czym jest związane. Wie, że jeśli jestem bardzo zmęczony, to nie chce mi się nigdzie wyjść, albo... sprzątać czy zmywać naczyń. Gdy wyjeżdżam na zgrupowanie, nie jest zadowolona, ale godzi się na taką rozłąkę. Rozumie, że pływanie to moje życia. Sama była sportsmenką i wie, że pewne sytuacje są nieuniknione.

 

Filip Zaborowski

Urodzony w 1994 w Gdyni. Od dziewięciu lat mieszka w Szczecinie  |  Pływak specjalizujący się w stylu dowolnym  |  Wzrost: 188 cm

Waga: 77 kg

Klub: MKP Szczecin

Osiągnięcia:  

  • Start na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro (2016)  - 28 miejsce na 400 m st. dow.  
  • MŚ w Barcelonie (2013) 1- 0 miejsce na 800 m st. dow.
  • MŚ w Budapeszcie (2017) – 7 miejsce w sztafecie 4x200 m st. dow.
  • ME w Londynie (2016) – 7 miejsce na 400 m st. dow
  • Rekord życiowy na 400 m st. dow. – 3.47,28

 

3( 124)
Marzec'19
gajda