Historia o kobiecie

Porusza się w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Na wszystko zapracowała ciężką pracą i determinacją. Przez cały czas jednak prowadziła ją pasja i miłość do tego czym się zajmuje. Uwielbia pracę z ludźmi. Tatiana Staroń jest z wykształcenia pedagogiem. Była dyrektorem Zespołu Szkół SCE w Szczecinie, wychowawcą świetlicy środowiskowej, wychowawcą na obozach dla dzieci ze środowisk zagrożonych patologią społeczną, mediatorem sądowym spraw rodzinnych, karnych i nieletnich. Propaguje kształcenie i wychowanie w duchu tzw. „szkoły demokratycznej”. Obecnie jest Kanclerzem Szczecińskiej Szkoły Wyższej Collegium Balticum, prowadzi też zajęcia, warsztaty, treningi. Silna, uśmiechnięta, atrakcyjna blondynka.

Autor

Aneta Dolega

galeria

To będzie bardziej historia o kobiecie niż o szefowej szacownej uczelni. Czy to się wyklucza, czy może wręcz pokazuje, że panie wiele potrafią? Dowiedzmy się…

Bunt, grzechy, uniwerek

Nic nie zapowiadało, że kiedyś zwiąże się ze szkołą zawodowo. Była zbuntowaną nastolatką, która szkoły po prostu nie lubiła. – Nie znosiłam systemu, ram narzucanych odgórnie. Odnosiłam wrażenie, że w szkole niewiele można się nauczyć czy dowiedzieć. Zresztą do dziś tak myślę – mówi z uśmiechem. – Szukałam swojego miejsca na świecie, więc siłą rzeczy popełniałam typowe grzechy młodości. Do tego bardzo szybko weszłam w dorosłe życie.

Wspomniane „grzechy młodości” nie sprowadziły jej na tzw. złą drogę a ukształtowały. Nasza bohaterka potrafiła wyciągnąć wnioski z popełnianych przez siebie błędów. – Przy dwójce malutkich dzieci skończyłam szkołę, ukończyłam studia, dostałam pracę w Instytucie Filozofii na US – wymienia. – Przez cały czas miałam wsparcie rodziców, bliskich i ludzi, których spotkałam na swojej drodze. Bez nich byłoby mi bardzo trudne. Jestem im bardzo wdzięczna za pomoc, chociaż niektórych z nich nie ma już w moim życiu, nasze drogi się rozeszły. 

Praca na uniwersytecie dodała Tatianie skrzydeł. Oprócz zajęć dydaktycznych na jednej z prywatnych uczelni, zajmowania się dziećmi w domu i zaczęła pracę w świetlicach środowiskowych, co zaprowadziło ją na kurs mediatora sądowego i pracy w jego charakterze. A to wszystko jeszcze przed ukończeniem 35 roku życia! Kolejne kroki do przodu i finalnie została kanclerzem Collegium Balticum. – Nie była to łatwa droga, czasami przypominała dramat psychologiczny, był też moment z tego okresu, którego scenariusz przypominał thriller – śmieje się. – Finalnie dobro wygrało, a wspólnie z przyjaciółmi pokonaliśmy „Mordor”, jestem bardzo wdzięczna za wsparcie, przyjaźń i pomoc – stanowiliśmy prawdziwą Drużynę Pierścienia.

Panie, do szkół!

Stoi na czele Collegium Balticum, niepublicznej uczelni, która kształci nie tylko przyszłych pedagogów. Bardzo mocno wierzy w to co robi, wspiera też kobiety w ich dążeniu do zdobywania jak najlepszego wykształcenia. – Coraz więcej kobiet znajduje zatrudnienie w takich obszarach jak bezpieczeństwo wewnętrzne czy informatyka – wymienia jednym tchem. – Popatrzmy na służby więzienne, graniczne czy nawet wojsko. W ostatnich latach jest w nich coraz więcej kompetentnych pań. Jeśli chodzi o informatykę, to ciągle jeszcze pokutuje niesprawiedliwe przeświadczenie, że kobiety mniej się sprawdzają w kontekście choćby zdolności matematycznych. Moim zdaniem za taki typ myślenia odpowiadają niestety szkoły…

W Collegium Balticum wśród studentów przeważają panie. – Ważne jest dla nich podnoszenie kwalifikacji w swoim zawodzie – stwierdza Tatiana. –  Kobiety potrafią połączyć życie rodzinne, czyli obowiązki ze studiami. Twardo rezygnują ze swojego czasu wolnego. Wiem o tym dobrze, bo nie tylko prowadzę zajęcia, ale rozmawiam o tym z naszymi studentkami, staram się je wspierać, motywować na ścieżce rozwoju zawodowego.

Kobieta nie zadaniowa

Mama, babcia, opiekunka psa, kota, agamy brodatej i gekona lamparciego. Do tego oczywiście kobieta pracująca. Wygląda na to, że Tatiana Staroń jest synonimem kobiety wielozadaniowej. Sama jednak nie stosuje wobec siebie takiego określenia i walczy z tym mitem jak tylko potrafi. – Kobietom przypisuje się masę zadań czy ról – zaczyna. – Świat chce w każdej z nas widzieć wykształconą, szczęśliwą, spełniającą się w swojej roli matki-opiekunki, wspierającą i dbającą o ognisko domowe żoną, dobrze żebyśmy w tzw. międzyczasie odnosiły sukcesy zawodowe. Powinnyśmy oczywiście świetnie zarabiać. Musimy być zadbane, wypoczęte, zadowolone, wysportowane, mieć interesujące hobby, zawsze i bez końca wyglądać świeżo, młodo. Współczesna kobieta ma wykazać się przedsiębiorczością totalną – aby połączyć wszystkie te życiowe role i zadania. Ja w taki model kobiety nie wierzę, nie wierzę aby było to możliwe i bezkosztowe.

W książce Richarda E. Nisbetta „Geografia myślenia” przedstawiona jest filozofia życiowa ludzi Zachodu i ludzi Wschodu. Jedni polegają na sobie samych i budują życie wokół siebie, drudzy rozumieją i korzystają z bycia w nieustannej relacji z innymi - budowania wspólnoty. Wbrew zachodniemu stylowi życia bliżsi są jednak Tatianie ludzie Wschodu. – Według tej teorii jestem człowiekiem Wschodu, co nie znaczy, że nie polegam na sobie. Wręcz przeciwnie – mówi. – Zdaję sobie sprawę z tego i doceniam to, że żyję w świecie relacji z innymi ludźmi. To daje mi poczucie bezpieczeństwa i wolność, bo wiem, że polegając i ufając sobie, polegam i ufam innym. Nie jestem sama, nie muszę być siłaczką, nie ma potrzeby abym była „Superwoman”. Daje mi to ogromną wolność.

Spełniona niekoniecznie szczęśliwa

Feministka. Jest nią, nawet jak nie mówi tego wprost. Zresztą to chyba naturalne, by jako kobieta, wspierać inne kobiety. To, że sama godzi karierę zawodową z życiem rodzinnym nie oznacza, że każda z pań musi tak postępować. To kolejny stereotyp, z którym się spiera. – Nie uważam, że aby kobieta „była spełniona” musi posiadać rodzinę, dzieci i w tym samym czasie być aktywna zawodowo – podkreśla stanowczym głosem. – Rozumiem i wspieram kobiety, które chcą w wybranym fragmencie swojego życia poświęcić się tylko rodzinie, ale rozumiem również te, które oddają dzieci pod opiekę babć, niań czy przedszkoli i realizują się zawodowo lub naukowo. Przez to, że ciągle mierzymy się ze stereotypem, że musimy posiadać rodzinę i dzieci, jesteśmy poddawane osądowi zewnętrznemu, gdy zbyt późno decydujemy się na urodzenie dziecka. Często podejmujemy tę decyzję błędnie, a potem boimy się same przed sobą przyznać do tego, że lepiej czujemy się w pracy niż w domu. Boimy się przyznać do tego, co sprawia nam prawdziwą radość w życiu i tak wchodzimy w role, które są nam kulturowo i społecznie przypisane, a nie mają nic wspólnego z naszymi pragnieniami i potrzebami. Kochane kobiety, dziewczyny wchodząc w dorosłe życie: myślcie o tym co Wam jest potrzebne do życia i szczęścia, bo wtedy uszczęśliwicie ludzi, z którymi przebywacie. Jeśli zdarzy się tak, że los każe Wam pełnić kilka ról jednocześnie, proście o pomoc i wsparcie najbliższych, nie musicie wszystkiego robić same, to niewykonalne, niepotrzebne
i niczemu nie służy.

Słowo na koniec

„W zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą. Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny. Bądź uważna, staraj się być szczęśliwa”. – To mój ukochany tekst z liceum, „Dezyderata”, Maxa Ehrmanna  – uśmiecha się Tatiana. – Serio, nie odpuszczajmy wiary w siebie i otwartości na świat. Nawet jeśli musimy odpuścić na jakiś czas jakiś projekt, zadanie, poczekać z wypełnieniem ważnej roli życiowej bo nie dajemy rady, to normalne, to naturalne – może tak się zdarzyć. Bądźmy dla siebie łagodne i wyrozumiałe, nie wszystko musi nam wychodzić, mamy prawo do błędów i zaniedbań, do zaniechań. Mówi to Wam matka czwórki dzieci, babcia, kobieta pracująca, która ma tylko kilka weekendów wolnych
w roku!

 
3( 124)
Marzec'19