Brzoza na gigancie

Gdy była dzieckiem nie potrafiła ani chwili usiedzieć w domu. Tata pieszczotliwie nazywał ją „powsinogą”. Dorosła i… niewiele się zmieniło. Pracuje tylko po to, by jeździć po świecie. Kasia Brzozowska opowiedziała nam o swoich wojażach i przyznała: – Nie umiem niczego w życiu planować, wyjazdu również. Zazwyczaj kupuję bilet na samolot, a później życie pisze dalszy plan podróży, która nie zawsze jest łatwa i przyjemna – przyznaje. 

Autor

Andrzej Kus

galeria

Sama o sobie mówisz, że jesteś: powsinogą, łajzą, włóczykijem. Skąd się wzięły u ciebie takie określenia?

Jak większość historii i moja zaczyna się w dzieciństwie. Gdy byłam mała, byłam prawdziwym diabłem wcielonym. Trudno było ze mną wytrzymać, tupałam nogami i wrzeszczałam aby postawić na swoim i miałam zmienne nastroje. W jednej chwili byłam uroczym aniołkiem, jak ze zdjęcia, by za moment wybuchnąć wrzaskiem i sterroryzować całą rodzinę. Kiedy wpadałam w szał, rodzice nazywali ten stan „godzinkami” i wszyscy wiedzieli, że lepiej zejść mi wtedy z drogi. Zaczęłam wówczas marzyć o ucieczce do Afryki gdzie nikt mnie nie znajdzie. I właśnie wtedy rozpoczęły się moje pierwsze, małe podróże. Gdy inne dzieci po prostu siedziały na własnych podwórkach pod okiem rodziców, którzy co jakich czas wyglądali przez okno, my z siostrą same łaziłyśmy do sklepu po cukierki, penetrowałyśmy inne podwórka, znikałyśmy na całe dnie. Gdy po takich eskapadach wracałam do domu tata witał mnie słowami: o, powsinoga wróciła! A ja to lubiłam i cieszyłam się gdy tak mówił. Mówił tak potem wiele razy dodając jeszcze żartobliwie słowa łajza i włóczykij, gdy jako nastolatka jeździłam autostopem po Mazurach czy innych częściach Polski. I tak na stopa pojechałam na koncert U2 w Warszawie czy Depeche Mode w Pradze i w wiele innych miejsc. Prawdziwy przełom nastąpił jednak gdy miałam chyba 13 lat i zobaczyłam teledysk Duran Duran do piosenki „Save a prayer”. Widać na nim było egzotyczny kraj, słonie kąpiące się w rzece, dzieci bawiące się na plaży, posągi Buddy i wielką, hipnotyzującą skałę. Zakochałam się
w tym obrazie i przysięgłam sobie, że kiedyś tam pojadę. Gdy po latach odkryłam, że teledysk kręcono na Sri Lance, zaczęłam o tym kraju śnić, marzyć i czułam, że kiedyś stanę na Lwiej Skale, niczym wokalista Duran Duran (śmieje się).

Uwielbiasz podróże. Jaki wyjazd zagraniczny był dla ciebie pierwszym? Wiedziałaś po nim, że to stanie się twoją największą pasją? 

Pierwszy prawdziwy wyjazd to oczywiście Indie. Nie mogło być inaczej! Jako wieczna hipiska, osoba, dla której mistrzem jest Mahatma Gandhi i wegetarianka od 30 lat, chciałam  poczuć zapach tego kraju, poznać smak hinduskich potraw i odwiedzić tamtejsze świątynie. Na Sri Lankę nie mogłam pojechać, bo kraj lizał rany po zakończonej co dopiero wojnie domowej a prezydentem wyspy był człowiek odpowiedzialny
za zbrodnie wojenne. Większość wpływów z turystyki trafiała wówczas do rządu, który niesprawiedliwie traktował Tamilów. Mam taką zasadę, że nie jeżdżę do krajów, które pieniądze z turystyki wydają na niehumanitarne cele. Sri Lanka musiała poczekać, ale Indie wystarczająco mnie zachwyciły i zaskoczyły, abym poczuła, że podróżowanie to mój ulubiony stan.

Przyznajesz, że pracujesz po to by mieć na podróże. Czym zajmujesz się w Szczecinie? 

Łatwiej byłoby zapytać, kim nie jestem. Mam własną firmę eventową, związaną również z animacjami dla dzieci. Bywam Dj-em, wodzirejem, prelegentem filmowym. Piszę też bajki dla dzieci, które następnie wystawiam ze swoimi przyjaciółmi. Prowadzę warsztaty teatralne dla dzieci, chodzę na szczudłach, prowadzę przyjęcia weselne i eventy integracyjne dla firm. Moja praca wymaga ode mnie szybkiego nawiązywania kontaktów z ludźmi i otwartego umysłu, a te cechy przydają się
i świetnie sprawdzają w podróżach. 

Gdzie do tej pory udało się pojechać? 

Nie jestem tak wytrawnym podróżnikiem, jak wielu moich znajomych, czy idoli i wiele jeszcze przede mną. Udało mi się jednak odwiedzić: Grecję, Włochy, Indie, Tajlandię, Indonezję, Sri Lankę i Jordanię. Jak mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia a z każdą nową podróżą coraz trudniej jest wracać do domu. Czuję, że kiedyś zabraknie mi na to siły i zostanę gdzieś w Azji na dłużej.

Czego z każdego z wyjazdów nigdy nie zapomnisz? Który z nich był dla ciebie najciekawszy?

To bardzo trudne pytanie, więc odpowiedź na nie będzie niejednoznaczna. Nigdy nie zapomnę podróży do Indonezji, która po prostu zmiażdżyła mnie swoją różnorodnością i niezwykłością. W ciągu miesiąca przemieszczania się po tym kraju miałam wrażenie, że odwiedzam co najmniej kilka, różnych państw! Tam każda wyspa jest inna. I tak np: Muzułmańska Java, nieco surowa i wyniosła, z przepięknymi wulkanami, ludowym teatrem cienia, zapierającymi dech świątyniami. Cudowne, hipisowskie Bali, kraina jak z baśni, pełna niezwykłych budowli i posągów. Nawet David Bowie w swoim testamencie napisał, że chciałby aby jego prochy zostały rozsypane właśnie tam! Turystyczne wyspy Gili, czy „mordercza” i duszna stolica kraju Jakarta. Na pewno tam wrócę, bo to ogromny kraj, a ja go ledwie liznęłam. Najbliższa sercu była jednak podróż na Sri Lankę. Znaleźć się w miejscu, o którym marzyło się tak długo, to z niczym nieporównywalne uczucie. Poza tym to była moja pierwsza samotna podróż do Azji. To tam poczułam, że czas zatoczył koło a gdy stanęłam na szczycie Lwiej Skały płakałam ze szczęścia jak dziecko. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, tam poczułam się naprawdę spełniona.

Jakie spotkały ciebie największe zaskoczenia, a jakie rozczarowania?

Otwartość i szczerość ludzi. Gdy lecieliśmy do Indonezji nie wiedzieliśmy jacy będą żyjący na Javie muzułmanie. Na miejscu okazało się, że to przyjaźni ludzie, z którymi możemy spokojnie dyskutować o dzielących nas różnicach, a nawet się kłócić i to przy piwie. Na Karimunjavie był problem z jedzeniem wegetariańskim i trochę bidowaliśmy. Wtedy manager hotelu, z którym się zaprzyjaźniliśmy zaproponował, że ugotuje nam wegetariańskie żarcie, tylko mamy mu wytłumaczyć jak. Nie musiał tego robić, ale chciał, bo nas polubił, a my polubiliśmy go. Przygotował nam skromny ale smaczny obiad i był szczerze wzruszony jak jedliśmy. 

Z twoich relacji wynika, że każda podróż to jest pójście na żywioł. Nie masz wszystkiego dopięto na ostatni guzik, nie wiesz co będziesz oglądała, nie wiesz też co ciebie tam spotka. 

Nie umiem niczego w życiu planować, podróży również. Zazwyczaj kupuję bilet na samolot i mniej więcej wiem, które miejsca chcę zobaczyć. W podróży często kieruję się intuicją, przypadkiem. Idę na dworzec
w danym mieście i nie mam wcześniej kupionego biletu, więc wybieram kierunek, na który akurat mogę kupić bilet. Czasami rzucam monetą. Gdy spodoba mi się jakieś miejsce zostaję w nim dłużej, ale przecież nie wiem tego, zanim się w nim nie znajdę. Lubię ten stan, gdy niczego nie muszę i mogę decydować z dnia na dzień co zrobię jutro. Dzięki temu spotyka mnie w podróży dużo niespodzianek i zaskoczeń. 

Przygotować się do tych podróży jednak musisz, w mniejszym bądź większym stopniu. Jak dobierasz kierunki w które chcesz pojechać?

Moje przygotowania do podróży naprawdę trwają niezbyt długo. I czasami czuję się nieswojo gdy oglądam mapę z podróży kogoś innego
i ta mapa jest idealnym, przemyślanym kołem. Mapy z moich podróży wyglądają często jak bazgroły trzylatka. Po prostu tak mam i już. Nie wiem czy to dobre i na pewno nie poleciłabym tego nikomu, ale mi to odpowiada i daje szczęście. Wychodzę z założenia, że każdy musi swoją podróż zaplanować sam, bo każdy jest inny i ma inne priorytety.
Nie ma recepty na idealną podróż, idealna jest taka, podczas której dobierasz tempo do siebie. Gdy wybieram miejsca, do których chcę pojechać kieruję się literackim lub filmowym tropem. To moje małe zboczenie
i uzależnienie. I tak Sri Lankę wymarzyłam sobie po obejrzeniu teledysku Duran Duran, Indonezję po obejrzeniu filmu Petera Weira „Rok niebezpiecznego życia”, Jordanię z miłości do Harrisona Forda, Maroko, ta podróż przede mną, bo tam bywał i żył jeden z moich ulubionych pisarzy Paul Bowles i tam toczy się akcja jego kilku genialnych powieści, tam też zresztą kręcono „Pod osłoną nieba” Bertolucciego. Przede mną jeszcze wiele, wiele miejsc. Marzy mi się Australia bo od dawna jestem fanką „Pikniku pod wiszącą skałą” czy Diabelska Wieża z „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” Spielberga, czyli USA.

Z kim podróżujesz po świecie? Nie masz obaw przed każdym z wyjazdów? Z pewnością musi im towarzyszyć duża dawka adrenaliny. 

Zazwyczaj podróżuję z moim partnerem i dwójką przyjaciół. Znamy siebie na wylot i nawet jak mamy siebie czasem dość, co zdarza się  podczas długich podróży, dajemy na luz i dajemy sobie dzień wolnego od siebie. Wiele razem przeszliśmy i mamy dla siebie dużo wyrozumiałości. To wspaniali ludzie, którzy też kochają podróżować. Jest jeszcze nasz kumpel Valentin z Francji, którego spotkaliśmy podczas pobytu w Indonezji. Dołączył do nas i okazało się, że mamy wiele wspólnego. Gdy tylko możemy planujemy naszą podróż tak, aby się z nim spotkać gdzieś na trasie w Azji i trochę razem pobyć. Na Sri Lankę pojechałam sama bo to były przede wszystkim moje marzenie i chciałam tego dokonać w pojedynkę. Mój partner i przyjaciele byli w tym samym czasie na Filipinach. Po tym doświadczeniu wiem, że samotne podróże są bardziej intensywne, trochę jak samotne wyjścia do kina. Podróże z przyjaciółmi są łatwiejsze, ale ja czasami lubię jak jest pod górkę.

Zdarzyły ci się kiedyś jakieś niebezpieczne sytuacje?

Niestety tak i to podczas podróży na ukochaną Sri Lankę. Kiedy znalazłam się w górach, w małej wioseczce niedaleko herbacianych pól okazało się, że jestem jedyną turystką w tej okolicy. Choć nie jestem bojaźliwa ani przewrażliwiona budziłam wśród mieszkańców niezdrową sensację i czułam się z tym nieswojo. Było tam przepięknie i chciałam zostać tam dłużej mimo złej aury tego miejsca. Klimat trochę jak w azjatyckim Twin Peaks. Pewnego wieczoru uciekł mi ostatni autobus z miasteczka, które zwiedzałam do wioski, w której znajdował się mój hotel. Złapałam więc taksówkę. Zmierzchało a my jechaliśmy krętymi, pustymi drogami wysoko w górach. W pewnym momencie kierowca zaczął dotykać moich ramion i nóg. Wyraziłam sprzeciw, ale on nic sobie z tego nie robił i co jakiś czas to powtarzał. Kalkulowałam w myślach co robić i przez całą drogę szykowałam się na najgorsze. Oceniałam jego siłę fizyczną bo myślałam, że za moment się zatrzymamy i będę musiała o siebie walczyć. Żegnałam się w myślach z moim partnerem i z wszystkimi, których kocham. Kierowca zaczął proponować mi dziwne rzeczy. Bałam się zareagować ostro i kategorycznie, bo nie byłam pewna jak na to zareaguje. Cały czas pytałam dlaczego to robi? Przecież jest buddystą? Podróż trwała dwie godziny. Ostatecznie nic się nie stało. Gdy wysadził mnie przy zejściu do hotelu padał deszcz. Ryczałam całą drogę do budynku. Gdy dotarłam przemoczona na miejsce okazało się, że
w hotelu nie ma prądu przez burzę. Nie mogłam z nikim o tym porozmawiać. Zasnęłam tak jak stałam. Czułam się jakby urwał mi się film. Rano spakowałam się i uciekłam stamtąd w inną część Sri Lanki. 

Zobaczyłaś już kawałek świata. W którym zakątku najbardziej chciałabyś mieszkać? 

Azja to moje miejsce na ziemi. Smaki, zapachy, ludzie, krajobrazy i to duszne, gorące wilgotne powietrze, które mnie kręci. Tam nie potrzebuję pić pięciu kaw dziennie, aby się obudzić i od wschodu słońca, czyli 6-7 rano jestem na chodzie. Uwielbiam ten ruch, harmider, azjatycki chaos
i luz. Tam mogę chodzić boso i mieć jedną walizkę ciuchów. Marzy mi się mały hotelik na Bali, gdzie mogłabym przyjmować przyjaciół i turystów z całego świata. Może kiedyś…

Jaki obierasz następny kierunek? Czy jest w ogóle miejsce gdzie nie odważyłabyś się pojechać? 

Maroko to kolejna moja podróż. Kiedy wy będziecie czytać ten numer Prestiżu, ja będę spacerowała ulicami Fezu czy Tangieru szukając śladów Paula Bowlesa. Nie podróżuję do krajów, w których trwają wojny domowe, rządzą autokraci a pieniądze z turystyki trafiają do skorumpowanych, nieuczciwych polityków. Do miejsc gdzie mafia zabija niewinnych ludzi i korumpuje policję i gdzie łamane są prawa mniejszości. Dlatego kraje takie jak Meksyk czy Birma, o których marzę, muszą poczekać. Nie ma miejsc, do których bałabym się pojechać, pomijając te, w których trwają wojny oczywiście. Jestem osobą, która lubi ryzykować. Dla mnie podróż musi być intensywna, zaskakująca. Nie lubię zbyt długo pozostawać w jednym miejscu, bo w środku nieustannie coś każe mi biec do przodu i dalej. Boso, w deszczu, z plecakiem i szeroko otwartymi oczami. Taka ze mnie łajza i powsinoga.

 
3( 124)
Marzec'19
gajda