Szczecin bankietuje

Autor

Dariusz Staniewski

galeria

Golfiści to tak dziwna nacja, że nie uprawiają swojego ukochanego sportu tylko w dwóch przypadkach: kiedy na polu trwa burza i kiedy nie żyją. Choć są pewne teorie wskazujące, że jakieś rozgrywki trwają na niebiańskich polach. Szczecińscy golfiści również wykorzystują każdą okazję, aby pomachać kijem na świeżym powietrzu. Najczęściej zimowe miesiące spędzając w ciepłych krajach. Ale patrząc na końcówkę lutego tego roku jeszcze dwa, trzy lata i nie będą musieli wyjeżdżać. Podchodząc do sprawy nader profesjonalnie Sławomir Piński –  szef Binowo Park Golf Club postanowił zorganizować „suchą zaprawę” przed nadchodzącym sezonem golfowym. W tym celu w siedzibie szczecińskiego Business Clubie w Czerwonym Ratuszu odbyło się spotkanie szkoleniowo-towarzysko-organizacyjne. Oprócz planów binowskiego klubu na ten rok zaprezentowano także nowinki, jakie pojawiają się w golfie (zmiany w przepisach) oraz techniki uderzeń i ćwiczenia poprawiające pozycję. Do tego catering przygotowany przez restaurację działającą w binowskim klubie oraz tradycyjna lampka wina. I znowu zapełnią się pola ludźmi biegającymi z kijami za małą białą piłeczką. A dla rolników, będzie to znak, że przyszła wiosna i czas wyciągaćz garaży i stodół swoje stalowe rumaki oraz rozpocząć pierwsze prace – orkę, bronowanie i kultywatorowanie, wałowanie gleby, siew, sadzeni (dobrze, że jest Wikipedia).

Niewiele osób w Szczecinie chyba nie zna niejakiego Jarosława Gaszyńskiego. No może kilka w Podjuchach. Otóż rzeczony Jarosław jest znanym i uznanym fotografikiem oraz fotoreporterem ozdabiającym swoimi pracami np. comiesięczne wydania magazynu „Prestiż”. Oprócz tego jest smakoszem dobrego jedzenia i zacnych trunków, choć jak sam publicznie oraz na Facebooku twierdzi, że alkoholu, to on do ust nie bierze. Ale, że jest człowiekiem do rany przyłóż i nie odrywaj, to grupa dobrych znajomych Jarosława postanowiła mu urządzić, z okazji urodzin przyjęcie – niespodziankę. Jarek tego wieczoru miał do wykonania zadanie dla „Prestiżu” – zrobienia zdjęć ceremonii zamordowania jakiejś ryby w jednym ze szczecińskich lokali sushi. Ale zwabiony przez pewną atrakcyjną restauratorkę kroki swe skierował najpierw do przytulnej siedziby znanych szczecińskich artystów na Starym Nowym Mieście. I trzeba było widzieć minę jubilata (był tak samo zaskoczony jak niemieccy żołnierze w czasie II wojny światowej kiedy okazało się, że zimą w Rosji są mrozy). Był mini koncert, toasty i konsumpcja a ulicami Starego Nowego Miasta echo długo niosło jeszcze odgłosy radosnych śpiewów. 

Od wielu lat (ale zazwyczaj raz, no góra dwa razy, do roku) w szczecińskiej restauracji na Kuncu Korytarza na Zamku Książąt Pomorskich zbiera się przedziwne grono, aby na masową skalę delektować się… śledziami. To uczestnicy tzw. Nocy Śledziożerców, którzy sami przygotowują wymyślne potrawy z tej ryby. A fantazję mają niebywałą, bo niewielu może się przecież pochwalić, że jadł tort śledziowy, albo budyń ze śledzia? Właściciel restauracji Bolesław Sobolewski sam słynie z przygotowywania śledzi
o wybornych smakach i ma ich trochę w menu. Ale nie odmawia gościny innym fanom ryby z której niegdyś Szczecin słynął. W ostatnią niedzielę lutego swoje pomysły zaprezentowali m.in. Eugeniusz „Gieno” Mientkiewicz –  koneser i znawca serów, współautor telewizyjnego programu o tym produkcie spożywczym, jego tajemnicach, rodzajach, zapomnianych przepisach itp. znany lokalny nauczyciel i dyrektor szkoły a jednocześnie satyryk i karykaturzysta, czyli Sławomir Osiński, księgarz i antykwariusz Jacek Gałkowski oraz fotoreporter „Kuriera Szczecińskiego” Ryszard Pakieser, którego chudość znacząco wyróżniała od kilku innych uczestników uczty. A jak mawiają wędkarze – „ryba lubi pływać”, nie dziwi więc, że wszystkie potrawy były podlane trunkami o słusznej mocy. I nie ma się co oblizywać nadaremno. Za chwilę post, to śledź zagości na niejednym stole, obok ciemnego chleba i ziemniaka „w mundurku”. Dosyć już tych ostryg, homarów, przegrzebków i innego kawioru. 

 
 
 
3( 124)
Marzec'19
gajda