Ślub od pierwszego wejrzenia

Autor

Andrzej Kus

galeria

Historia Adriana Szymaniaka i Anity Szydłowskiej świadczy o tym, że miłość można znaleźć praktycznie wszędzie. Para poznała się w programie telewizyjnym „Ślub od pierwszej wejrzenia”. Niewiele osób oglądających program wierzyło w trwałość tego związku. Tymczasem okazało się, że decyzja, jaką podjęli była jedną z najlepszych w ich życiu. 

– Byłem zmęczony już spotkaniami, gdzie po tygodniu czy dwóch okazywało się, że nic wielkiego z tej znajomości nie będzie. Zawsze śmialiśmy się z kolegami, że zapewne dopiero w tym programie poznam miłość mojego życia – wspomina Adrian. – Po jednej z imprez, było to w Święto Trzech Króli, czyli w styczniu ubiegłego roku, wróciłem do domu i zobaczyłem w telewizji informację o naborze do nowej edycji programu. Nie zastanawiając się długo wysłałem swoje zgłoszenie, dołączyłem też zdjęcia. Później potoczyło się już bardzo szybko: po tygodniu byłem po spotkaniach z ekspertami. 

– Nie zależało mi na tym, by pokazywać się w telewizji. To nie miało dla mnie żadnego znaczenia – dopowiada Anita. – Do tej pory nie dokonywałam dobrych wyborów, więc postanowiłam potraktować to jako kolejną szansę. Była to spontaniczna decyzja, kierowałam się również ciekawością, kim będzie partner wybrany przez grono naukowców. 

Biorą ślub, ale… z kim?

Specjaliści z programu dobrali ich w pary. Nie przeszkodziło im nawet to, że żyją na różnych krańcach Polski: Adrian w Szczecinie, Anita w Krakowie. Po wielu castingach poznali przełomową wiadomość: 17 marca wezmą ślub. 

– Gdy koledzy dowiedzieli się, że biorę ślub w programie oczy wyszły im na wierzch. Przecież wiedzieli, że nie jestem w żadnym związku, wszystko dzieje się tak szybko. Od zawsze przysparzam im wiele emocji, ale tą informacją przeskoczyłem nawet „trzydziestkę” na 85 osób. Gorzej z moją mamą, która nie mogła się pogodzić z moją decyzją i za wszelką cenę chciała mnie od niej odwieść. Pewnego razu miałem jechać ze świadkiem po garnitur, Mirek jest spoza Szczecina. Gdy jechał do mnie, w pewnym momencie przerwał rozmowę, bo miał drugi telefon. Przez pół godziny próbowałem się później do niego dodzwonić i wciąż miał zajęte. Okazało się, że te 30 minut rozmawiał z moją mamą, która namawiała go do tego, by przekonał mnie do rezygnacji. On zachował się jak prawdziwy przyjaciel i powiedział: „Pani Małgosiu, jeśli da mi pani gwarancję, że w ciągu najbliższego roku Adrian będzie w stanie poznać kogoś, z kim ułoży sobie resztę życia – namówię go do tego”. Tym sposobem uciął temat. 

Także Anita przed ślubem miała zabawne sytuacje. Gdy opowiedziała w swoim otoczeniu o tym, że podejmuje się szalonego wyzwania porównali je do…

– Sekty – śmieje się. – Tak uważali głównie ci, którzy nie mieli nigdy styczności z programem i nie wiedzieli o co w nim chodzi. To było dla nich coś dziwnego. Wręczyłam zaproszenia na ślub, a nie wiedzieli, że z kimś jestem. Wychodzą za mąż za człowieka, którego nie znam i nigdy nie widziałam. To było dla nich coś przerażającego.

Gry planszowe w prezencie ślubnym

17. marca bez wątpienia Adrian i Anita zapamiętają do końca życia. Właśnie wtedy, niedaleko Kielc, odbyła się zaplanowana uroczystość. Oboje, jak zapewniają, byli pewni swojej decyzji do samego końca. Anity goście przyjechali z Krakowa, do pokonania mieli zaledwie dwie godziny. Adrian – ze Szczecina do województwa Świętokrzyskiego – wyjechała z najbliższą rodziną już dzień wcześniej. Podróż trwała 14 godzin. –  Akurat tego dnia był atak zimy. Do Łodzi jechaliśmy płynnie, później już 20 kilometrów na godzinę. Był moment, że pomyślałem, że to znak i trzeba wracać – śmieje się Adrian. Ostatecznie udało się dotrzeć do urzędu stanu cywilnego. Pierwszy dojechał pan młody, chwilę później dotarła ubrana w suknię ślubną panna młoda. Czekał również prowadzący ceremonię, który niezwłocznie rozpoczął swoje powinności i zapytał
o to, czy Anita chce poślubić Adriana, a Adrian Anitę. Odpowiedź z dwóch stron padła ta sama: „Tak, chcę”. 

– Do programu szedłem z pewnym postanowieniem: idę tam z czystą kartą. Nie wiedziałem, kogo przyjdzie mi poślubić. Zakładałem różne scenariusze: w podróży poślubnej będę zachowywał się jak gentelman, nawet jak nie znajdziemy wspólnego języka. Nie chcę nikogo urazić czy sprawić przykrości. To jest czas na poznanie się, nie miejsce na jakiekolwiek oczekiwania. Pierwsze wrażenie przecież może być błędne, nie zawsze muszą mu towarzyszyć większe emocje, czy zafascynowanie. Inny scenariusz zakładał, że będzie fajnie i poznam świetną kobietę. Trzecia opcja, że będzie fantastycznie i poznam kogoś, z kim może wyjdzie coś więcej. Wyszedł jeszcze inny: poznałem inteligentną i piękną dziewczynę na całe życie.  

Również Anita zakładała, że podróż poślubna wcale nie musi należeć do najlepszych. Swoich ślubnych gości poprosiła więc o prezenty w postaci książek oraz gier planszowych, za którymi przepada. 

– Gdy weszłam do urzędu pamiętam tylko dużo świateł i dalej miałam czarną dziurę. Dopiero gdy oglądałam program w telewizji przypomniałam sobie, jak tam było. Przypomniałam sobie naszą pierwszą rozmowę, moment gdy nastąpiło rozluźnienie, nawiązanie znajomości. Podróż na salę weselną. Tam okazało się, że buzie nam się nie zamykają, nawiązaliśmy wspólny język. Rzeczywiście poprosiłam gości o planszówki. W razie czego byłoby jak zabić czas, również czytając książki. 

Okazało się, że nie będą potrzebne. Następnego ranka młoda para wyleciała w podróż poślubną do Grecji. Tam dopiero naprawdę mogli się poznać, porozmawiać i przez cały swój pobyt utwierdzić w przekonaniu, czy rzeczywiście chce spędzić z sobą resztę życia. 

– Tak naprawdę wszystko trwało trzy miesiące. Z tego wszystkiego powstało 12 odcinków programu. Podczas podróży poślubnej cały czas mieliśmy podłączone mikrofony, były z nami kamery. Zachowywaliśmy się jednak normalnie, niczego nie udawaliśmy. Powoli się poznawaliśmy i coraz bardziej zaczynaliśmy sobie ufać.  Dla mnie przełomowym momentem był nasz wyjazd do miejscowości Argos na ruiny zamku. Spacerowaliśmy tam, były tam rozpadające się schody, ale można było na nie wejść. Anita ma lęk wysokości. Poprosiłem, by mi zaufała i weszła tam ze mną. Zrobiła to. 

…I żyli długo i szczęśliwie

Anita i Adrian bez wątpienia zostali ulubioną parą programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Niezwykle kulturalni, sympatyczni, dający się lubić. Tak, jak w życiu codziennym. Nietrudno było więc odgadnąć, jaką podejmą decyzję po powrocie z podróży poślubnej. Postanowili, że nie chcą rozwodu. Nie przeraziła ich nawet odległość między Szczecinem a Krakowem. 

– Mieszkałam w Krakowie, Adrian w Szczecinie. Tak było cały czas. Nie było to jednak przeszkodą do tego, byśmy kilka dni w tygodniu spędzali ze sobą. Adrian jeździł do mnie, ja do niego. Spotykaliśmy się również gdzieś w Polsce. Spędzaliśmy ze sobą naprawdę mnóstwo czasu, tak jest do dzisiaj. Wciąż jestem związana z Krakowem, choć większość czasu spędzam w Szczecinie. Oboje mamy swoje prace, nie chcemy z nich rezygnować. Wszystko uda się pogodzić, tym bardziej, że do Krakowa latają już z Goleniowa samoloty. 

Kilka tygodni temu sympatyczna para obchodziła pierwszą, papierową rocznicę swojego ślubu. Druga będzie już diametralnie inna, zdecydowanie lepsza. Towarzyszyła im bowiem będzie jeszcze jedna osoba, która bez wątpienia skradnie serca obojgu… rodziców. 

– Spodziewamy się dziecka, będziemy mieli synka. Nie możemy się już jego doczekać – podsumowuje Anita. – Program dał nam naprawdę wiele. Przygoda zaowocowała decyzją zmieniającą całe życie.

 

 

Na czym polega program „Ślub od pierwszego wejrzenia”?

Formuła programu „Ślub od pierwszego wejrzenia” jest dosyć skomplikowana. Z tysięcy zgłoszeń, które spływają do programu wybieranych jest sześć osób. Wyboru dokonuje komisja złożona z trójki specjalistów: antropologa, psychologa oraz psychoterapeutki. Analizują dokładnie oczekiwania singli wobec przyszłych partnerów oraz ich charaktery. Na podstawie dokładnej analizy dobierają uczestników w pary, które mają następnie wziąć ślub. Tutaj nie ma znaczenia nawet odległość uczestników. Pary mogą znaleźć się
w różnych końcach Polski. Wesele organizowane jest kilka tygodni później. Wszystkiemu towarzyszą kamery, które rejestrują poszczególne etapy, a następnie z nagranego materiału powstaje 12 odcinków programu. „Smaczkiem” wszystkiego jest to, że uczestnik i uczestniczka eksperymentu po raz pierwszy widzą się… przed kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego. Mają dosłownie kilka minut na podjęcie decyzji: czy zdecydują się na sformalizowanie związku, czy może zrezygnują. Gdy powiedzą „Tak” udają się wraz z rodzinami i przyjaciółmi na wesele, a następnego dnia już w podróż poślubną. Tam dopiero naprawdę poznają się, a miesiąc po powrocie podejmują kolejną decyzję: zostają małżeństwem, czy się rozwodzą. 

 
 
4( 125)
Kwiecień'19