Morderczy wyścig na Saharze

Biegał po pustyni, kamieniach i górach. W Runmageddonie miał do pokonania aż 50 kilometrów. W ekstremalnie trudnym ultra maratonie rozgrywanym m.in. na Saharze Bartosz Mateńko zajął wysokie, 7. miejsce. – Nie trasy były najgorsze, a temperatura, klimat i konieczność przemieszczania się – wspomina.

Autor

Andrzej Kus

galeria

Runmageddon nazywany jest biegiem piekielnym. Zazwyczaj zawodnicy biegają po Polsce pokonując bardzo trudne przeszkody. Zdarza się, że udają się za granicę. Wrócili właśnie z Sahary, gdzie poprzeczka ustawiona jest znacznie wyżej. Mieli tam do pokonania aż 50 kilometrów w warunkach, które wystawiają organizm na morderczy wysiłek.

– Zawody podzielone były na trzy etapy. Pierwszy odbył się na kamienistej pustyni, wyglądało to jakbyśmy byli na Marsie. Wszędzie unosił się pył i leżały kamienie – wspomina Mateńko. – Drugi etap był piaszczysty. Biegaliśmy po wysokich wydmach. Było potwornie niewygodnie. Na trzeci etap przenieśmy się w góry Atlas. Tam biegaliśmy po szczytach, między skałami. Trasa wiodła to pod górę, to z góry. 

Bartosz przyznaje jednak, że nie trasy były najtrudniejsze. Najgorsza była temperatura, panujący klimat i przemieszczanie się. 

– W nocy spaliśmy na pustyni, gdzie było potwornie zimno. Nocowaliśmy w cienkich, materiałowych namiotach. Bez ciepłych kurtek, czapek i przykrycia kocem nie dałoby rady wytrzymać. Wstawaliśmy o godzinie 5 rano, chwilę później rozpoczynaliśmy bieganie. Na głowach mieliśmy latarki czołowe, była ciemna noc. Musieliśmy przebiec dystans do momentu, aż zacznie palić słońce. W pełnym było nie do wytrzymania. Między kolejnymi etapami przemieszczaliśmy się już autokarem. Również takie przemieszczanie się nie wpływa dobrze na organizm przed biegiem.

Ostatecznie Mateńko zajął bardzo dobre 7. miejsce w kategorii Open mężczyzn. W klasyfikacji generalnej Runmageddonu zajął 11. miejsce. W kategorii „bieg bez przeszkód” zajął miejsce 1. 

Bartosz na co dzień prowadzi przedszkole specjalne. Jest również zawodowym fotografem. Praca nie przeszkodziła mu jednak w przygotowaniach do tego biegu, które trwały przez ostatni rok. Trzy razy w tygodniu ćwiczył na siłowni. Miał trenera personalnego, który pracował z nim nad wytrzymałością nóg oraz prowadzeniem długodystansowych biegów. To nie był jego pierwszy Runmageddon. Brał udział w ponad dziesięciu organizowanych na terenie Polski. Będzie miał okazję wystartować także w Szczecinie, bo kolejnym Runmagedon odbędzie się 3-4 sierpnia właśnie w naszym mieście. 

 
4( 125)
Kwiecień'19