„Fasolka po bretońsku”

Autor

Szymon Kaczmarek

Może i nie jestem przesadnie zgrabny. Może nawet, chyba z pewnością. Nie jestem też, ani trochę jak ten, no… Banderas piękny. Mądrzejszych niż ja, też w sumie więcej naokoło, niż we mnie. Ale już kurna, głupi to nie jestem! Co to, to nie. A jednak zdarzają się tacy, co to im się wydaje, że głupka mają przed sobą. 

Tak zdarzyło się podczas mojej niedawnej podróży Tour de Pologne. Trasa piękna: Szczecin–Trójmiasto – Stary Sącz – Wadowice – Wrocław – Szczecin. Polska to piękny kraj, a Trójmiasto, w którym nie byłem ponad czterdzieści lat, powaliło mnie na kolana i rozkochało w sobie na zabój. Pokręciłem się po Trójmieście, spotkałem z Panią Prezydent Gdańska, pozazdrościłem Starówki i pojechałem dalej. W Starym Sączu, pod tablicą wjazdową z której płynęło jasne przesłanie, wysączyłem i… pojechałem dalej. W Wadowicach zjadłem oszukane (czytaj – niesmaczne) kremówki i pojechałem dalej. Drogi wporzo, kierowca jak drogi, mimo, że niedrogi i było fajowo aż do stacji paliwowej na S3. Gdzieś tak za Legnicą. W tym samym budynku, co przereklamowane części kury
w potłuczonych czipsach, był przytulony niewielki bufet. Dania rozmaite, wydawało by się „domowe”. Jest dobrze, pomyślałem przedwcześnie. Zamówiłem fasolkę po bretońsku. Lubię w podróży zjeść fasolkę po bretońsku. Taka pamięć o przaśnych „Warsach” z czasów peerelu. Fasolka więc z bułką. Pierwszy sygnał o tym, że nie będzie dobrze popłynął tuż po zamówieniu. Pańcio sprzedający wyżej wspomnianą nabrał ją z garnka, który tylko pozornie stał w gorącej wodzie w celu podgrzania. Albo woda była zimna, albo stelaż z podgrzewanymi garnkami był jeno bajerem, dość, że miskę z moją fasolką wpakował na moich oczach do mikroweli… Ożeszty… pomyślałem obraźliwie, nie przypuszczając nawet, że zabawa dopiero się zaczyna. Po kilkunastu sekundach moja fasolka była „ugotowana”. Człapię do stolika. Siadam, urywam z pewnym trudem kawałek starożytnej bułki i nabieram pierwszą łyżkę upragnionej fasolki…

… a co tam, jeszcze jeden wielokropek …

Nożeszkurnajegonieuczesanamać! Tak, byłem dzielny jak Patryk Jaki, przełknąłem bez gwałtownej zmiany wystroju wnętrza. Nie dałem wiary w to co widzę, czuję i smakuję (choć słowo ostatnie jest mocno na wyrost). Nie wierzę. Może coś ze mną nie tak? Desperacko nabrałem kolejną łyżkę. Fasolkę spożywam zawsze i wyłącznie tylko łyżką. Nożeszbygogęśkopłazadniąnogąposrańcajednego!!! Rzuciłem łyżkę na stół. Zacisnąłem dłonie na krawędzi owego. Zmęłłem, albo zmąłłem (nie wiem jak jest prawidłowo?) okropne wyrazy dotyczące historii rodzinnej pańcia zza bufetu, wtrącając również doraźne życzenia pod jego adresem i… Powoli, uspokój oddech, opanuj drżenie, daj sobie szansę by go nie udusić. 

Z miłym uśmiechem podszedłem do baru. Pańcio zdawał się nie zdawać sprawy. Oczy miał równie bez wyrazu, jak „smak” fasolki. Przeczuwając iż trud mój daremnym będzie, zniżyłem głos do dramatycznego szeptu: Przecież się nie znamy. Nasze kręte ścieżki Losu przecięły się pierwszy i mniemam, ostatni raz. Do dziś nie wiedziałem, że zajmuje Pan miejsce na naszej niestety, wspólnej planecie. W ciągu swojego dość długiego żywota, nie przypominam sobie bym wyrządził Panu, lub komukolwiek z pańskich bliskich, jakąkolwiek szkodę fizyczną, moralną, lub, co nie daj Bóg, finansową. Nigdy Pana nie przezywałem, nie uwiodłem pańskiej narzeczonej, nie ukradłem kury pańskiej, ani żadnej rzeczy, która pana jest. Za chwilę wyję stąd i pojadę w miejsca Panu niedostępne. Nie połączy nas już nigdy więcej nic i nikt. Zatem dlaczego? Powtórzę: dlaczego uważa mnie Pan za kompletnego idiotę i matoła, pozbawionego komórek smakowych i ogólnego wyobrażenia o tym, jak powinna smakować fasolka po bretońsku? Dlaczego nie zadał Pan sobie trudu dosypania odrobiny soli, szczypty majeranku i trzech ziarenek pieprzu, czy kropli maggi do półproduktu kupionego na hurcie rzeczy mocno używanych? Czy naprawdę ma mnie Pan za idiotę, który zamówi, zapłaci, zje i pojedzie?

Zgadliście. Reakcji zero. Wyszedłem i pojechałem dalej. Ale głupi nie jestem. Co to, to nie. Czego i Wam życzę: Nie dawajcie sobie wciskać g…na. Nie tylko na talerzu.

 
5( 126)
Maj'19
gajda