Robert, człowiek o złotym sercu

Gdy był nastoletnim chłopcem potrafił niespodziewanie na Wigilię przyprowadzić do domu bezdomnych. Dorósł i wciąż jest dobrym człowiekiem. Robert Grabowski, człowiek orkiestra, przygotował z przyjaciółmi akcję, dzięki której, co tydzień, uszczęśliwia ponad setkę potrzebujących osób. Wraz z 250 wolontariuszami spotyka się z bezdomnymi, samotnymi i starszymi, częstuje ich ciepłą zupą i rozmawia na każdy temat. 

Autor

Andrzej Kus

Znamy się od lat, nie ma tygodnia byś komuś bezinteresownie nie pomógł. Skąd się w tobie wzięło takie poświęcenie?

Lubię pomagać. W dzieciństwie mój dom był zawsze otwarty. Jako nastoletni chłopak potrafiłem na Wigilię, bez jakiejkolwiek zapowiedzi, przyprowadzić do domu bezdomnych. Chodziłem też po mieście i gdy tylko mogłem, pomagałem. Pamiętam taką sytuację, gdy na środku chodnika na ulicy Śląskiej znalazłem leżącego, pijanego mężczyznę. Podszedłem, podniosłem go i zaprowadziłem do domu. Podtrzymywałem go. Przy drzwiach zapukałem i otworzyła żona. Zaczęła na mnie krzyczeć, myślała, że jestem towarzyszem libacji. Wytłumaczyłem, że jestem przypadkowym przychodniem i tylko odprowadziłem męża. Po tygodniu zadzwonili do mnie i zaprosili na kawę, to było w ramach podzięki. Przyznali, że przez cały ten tydzień mężczyzna był trzeźwy. Mówił, że to, że go znalazłem i w taki sposób potraktowałem uznał jako znak od Boga. 

Wraz z przyjaciółmi zorganizowaliście przed kilkoma miesiącami świetną, charytatywną akcję. Skąd na nią pomysł?

Wraz z Krzyśkiem Jędrzejewskim w listopadzie organizujemy Szczeciński Tydzień Ubogich. Czuliśmy taką potrzebę: może da się zrobić coś więcej. Po ostatniej edycji STU odezwała się do nas Gosia Krzemińska, młoda, pełna energii i zapału dziewczyna. Znamy się zresztą od wielu lat. Zaproponowała, byśmy wspólnie zaczęli spotykać się z potrzebującymi oraz im gotowali zupę. Że może zrobimy coś na wzór organizowanej w Krakowie „Zupy na Plantach”. Wszystko świetnie się złożyło, bo z Krzyśkiem o tym już myśleliśmy wcześniej, a Gosia była taką iskrą. Od pierwszego naszego roboczego spotkania do 7. lutego, czyli pierwszej zupy minęły dwa tygodnie. Tempo było niezłe. Spotkało się troje, trochę wariatów, później dołączyli inni i w ten sposób rozpoczęły się „Spotkania przy Zupie”. 

Na czym polega ta akcja? 

Cel jest jeden, wbrew pozorom nie o gotowanie i jedzenie tutaj chodzi. Spotykamy się z ludźmi bezdomnymi, zapraszamy też starszych czy samotnych. Spotkania odbywają się na placu Tobruckim. Tak naprawdę przychodzimy w gości do tych osób. Ulica jest przecież ich domem. To oni są gospodarzami. Bierzemy ze sobą zupę, kanapki, napoje, ciasto. Zupa, która jest w nazwie akcji, jest tylko pretekstem do spotkania. Bezdomni to ludzie wykluczeni. Często patrzymy na nich przez pryzmat tego, jak wyglądają, jaki zapach im towarzyszy, w jakim są stanie. Zapominamy, że to tacy sami ludzie, jak my. Podczas spotkań ich nie umoralniamy, nie nawracamy. Nie mówimy, że picie czy „ćpanie” jest złe, nie ma tego tematu. Tutaj chodzi o to, by poczuli się zauważeni, mogli z kimś porozmawiać o normalnych dla nich sprawach, by często mogli po prostu wygadać się, przecież to pomaga każdemu. Żartujemy, opowiadamy kawały, śmiejemy się, Chcemy by poczuli się potrzebni.

Ile osób przychodzi na takie spotkanie? 

Mnóstwo, za każdym razem blisko setka, albo i ponad. Są to ludzie, którym w życiu coś nie wyszło. Często przez alkohol czy właśnie narkotyki. Jest Władek, który przez lata był kucharzem na statkach i zwiedził cały świat. Tomek jest elektrykiem ze wszystkimi możliwymi uprawnieniami. Są ludzie z prawdziwymi sukcesami, którzy mieli dobrze prosperujące firmy. Są osoby wykształcone, nawet prawnicy.  

Akcja nie miałaby szans powodzenia gdyby nie sponsorzy. 

Sponsorzy to chyba nie jest dobre słowo. Mamy wrażenie, że im nie chodzi o samo sponsorowanie tylko o coś znacznie głębszego. To są po prostu dobrzy ludzie. Są również wolontariusze, których mamy 250. Ich pomoc jest nieoceniona. Bez ich zaangażowania, pomocy i bycia, nie dalibyśmy rady. W każdy czwartek spotykamy się i robimy razem kanapki. Później, na 18:30, jedziemy samochodami na plac Tobrucki. Tam rozdajemy wspólnie zupę, rozmawiamy z tymi, którzy chcą przyjść na spotkanie. Nie ma żadnej bariery między nami. Cudowną sprawą jest to, że wśród wolontariuszy jest mnóstwo młodych osób: uczniów, studentów. Przychodzą nawet całe rodziny, czy wychowawcy z uczniami. Wiesz co jest super? Że zupa łączy, nie dzieli. Nie ma znaczenia jakie masz poglądy na świat, politykę, wierzysz czy nie wierzysz, tu jest płaszczyzna spotkania. Śmiejemy się, że nasze „Spotkania przy zupie” to już akcja międzynarodowa. Pomagają przy niej wolontariusze z różnych krajów: jest Ozzi z Gabonu, jest Elisabeth z Singapuru, były dziewczyny z Węgier czy ze Stanów Zjednoczonych. Wracając jednak do ludzi dobrego serca, odzew jest niesamowity. Zgłaszają się restauracje, piekarnie. Doskonali kucharze gotują zupę, za każdym razem od 50 do 80 litrów. Goście spotkań, którzy ją jedzą są zachwyceni. Często mówią, że to najlepsze zupy jakie jedli. Są treściwe, z mnóstwem mięsa i warzyw. Ludzie pieką ciasta, kupują na akcję miski, kubki, łyżki. Jesteśmy im bardzo wdzięczni. Bezdomni ostatnio otrzymali prezenty w postaci paczek na święta, w których znalazły się wędliny, kawa, ciastka i inne smakołyki. Dzięki zbiórce organizowanej z Ameryki przez Pawła Żuchowskiego. Naprawdę Szczecin leży nad morzem, nad morzem dobra! 

Byłeś rzecznikiem miasta, angażujesz się w akcje charytatywne, prowadziłeś miejskie imprezy sylwestrowe, pracujesz dla Agencji Artystycznej, gdzie jesteś prawdziwą kopalnią pomysłów. Miewasz wolny czas?

Nie za wiele, jestem pracoholikiem ale kocham to co robię. Jaram się swoją pracą. Uwielbiam też Szczecin. Kiedyś przez rok mieszkałem w Lublinie. Strasznie brakowało mi tego powietrza, przestrzeni, wody. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym mieszkać gdziekolwiek indziej niż w Szczecinie. Lubię angażować się w akcje społeczne, lubię też pomagać ludziom. Niestety zdarza się, że ludzie wykorzystują to, że jestem jaki jestem. Gdy jesteś dobry, inni traktują to często jako słabość. Gdy się postawisz – mówią, że palma ci odbiła i jesteś chamem. Nie chciałbym, by jednak wyszło, że jestem idealny czy „święty”. Nie jestem i dużo mi brakuje. Mam mnóstwo słabości, potrafię się zdenerwować czy przekląć.  

Na sam koniec chciałbym byś opowiedział o jeszcze jednej akcji, która jest zupełną nowością w Szczecinie: o „Rozmowach w tramwaju”. 

Tak jak wspominałem, pracuję w Szczecińskiej Agencji Artystycznej. Kocham Szczecin, uważam, że mamy doskonałą komunikację miejską i należy ją promować. Akcja „Rozmowy w tramwaju” polega na tym, że ze znanymi i lubianymi osobami wsiadamy do tramwaju na przystanku Turkusowa i jedziemy na Basen Górniczy. Przez ten czas rozmawiamy o różnych sprawach, wszystko na żywo transmitujemy w Internecie. Oczywiście jedziemy tramwajem pełnym ludzi. Moimi gośćmi byli już m.in. Paulina Przybysz, Piotr Metz, zespół Tulia, Aga Zaryan, a nawet Kasia Warnke. Podsumowując: dla mnie i Internautów, są to naprawdę fajne spotkanie, dla pasażerów – genialna przygoda. 

 
5( 126)
Maj'19