Tomasz Lazar. Po drugiej stronie obiektywu

Jest laureatem jednej z najważniejszych nagród fotograficznych na świecie World Press Photo, a także Picture of the Year International, Grand Press Photo czy Lumix Festival for Young Journalism, a to tylko fragment długiej listy prestiżowych nagród jakie ma na koncie. Publikował m.in. w Washigton Post w The New York Times i Newsweek International. Pochodzący ze Szczecina Tomasz Lazar zgodził się wyjątkowo, stanąć po drugiej stronie obiektywu, w tym przypadku przed aparatem Panny Lu. Przy okazji mieliśmy okazję ze sobą porozmawiać. Oto zapis tego bardzo interesującego spotkania.

Autor

Aneta Dolega

galeria

Jesteś fotoreporterem i równocześnie pracujesz typowo komercyjnie, chociaż i tu czuć Twojego ducha. Nie kłóci się to ze sobą?

Fotografia jest cały czas moją pasją. Sądzę, że pracowanie na wielu polach, w tym komercyjnym, potrafi rozwinąć sposób patrzenia. Z całą pewnością światy te różnią się od siebie. W świecie reportażu jesteśmy często sami ze sobą w przypadku zleceń komercyjnych mamy również klienta, agencję oraz dom produkcyjny. Koniec końców efekt przy projektach komercyjnych jest dziełem współpracy kilku osób, ale zamyka je w kadrze fotograf. Często przy takich dużych projektach komercyjnych fotograf jest również reżyserem. Np. w połowie maja będę realizował kampanię w Paryżu dla marki Pierre Cardin. Najpiękniejsza w fotografii jest właśnie ta różnorodność, że można doświadczać jej na różnych płaszczyznach.

Od siedmiu lat uczysz na Akademii Sztuki w Szczecinie w Pracowni Fotoreportażu i Fotografii Dokumentalnej. Niedawno obroniłeś doktorat „Dziennik Gaijina – Notatki z podróży po nocnym życiu
w Tokio". Sprawia ci przyjemność praca ze studentami?

Fajnie jest móc czasem przemycić studentom własną wizję fotografii, zaszczepić w nich pewne idee. Uczę różne osoby, również takie, które niekoniecznie dobrze się znają na technicznej stronie fotografii, za to są bardzo kreatywne. Pracujemy na każdym sprzęcie: analogowym, cyfrowym. Przyjąłem tylko dwie zasady: każde narzędzie jest dobre pod warunkiem, że dostanę ciekawy obraz. Na pierwszym roku nie pozwalam również robić zdjęć przy użyciu telefonu.

No właśnie, wystarczy mieć telefon, smartfona z dobrym aparatem i nominować się fotografem. Teraz każdy robi zdjęcia. Instagram jest tego najlepszym przykładem. Co o tym myślisz?

To zjawisko ma dwie strony: dobrą i złą. Wśród tego zalewu, wręcz tsunami obrazów można znaleźć rzeczy naprawdę wartościowe i to właśnie wykonane telefonem. Niestety w dzisiejszych czasach prawie każdy nazywa siebie fotografem. To określenie mocno się zdewaluowało. Nie sztuką jest zrobić zdjęcie. Sprzęt jest najmniej istotny. Ważne jest oko, to co siedzi w głowie, to co się chce przekazać. Fotograf musi być świadomy tego, co fotografuje. Wielu wybitnych fotografów ma profile na tej platformie. Wszystko zależy od nas jak i do czego używamy takich narzędzi. Nie sądzę by tzw. prawdziwa dobra fotografia miałaby zginąć w "potopie" obrazów. Dobre zdjęcie zawsze się obroni i zawsze będzie na nie zapotrzebowanie.

Fotografia to męska domena, jest mało kobiet w tym środowisku, na pewno niewiele znanych nazwisk. Czemu tak się dzieje według Ciebie?

Myślę, że jest to związane z fizyczną stroną tego zawodu. Nosisz kilogramy sprzętu, pokonujesz setki kilometrów. Przykładowo, kiedy robiłem projekt w Japonii, przeszedłem 800 km. Bywa ciężko. Kobiety
z natury są delikatne, być może to je odstrasza. Są jednak tak charyzmatyczne fotografki jak Annie Leibovitz. Ona jest świetnym przykładem silnej kobiety w tym zawodzie. Ellen Von Unwerth też do nich należy. Jest konkretna, wie czego chce, każde jej zdjęcie jest dobrze przemyślane. Ciekawym przykładem jest Diane Arbus, która zaczynała od fotografii mody, ale się temu w pewien sposób przeciwstawiła. Fotografowała tzw. brzydką stronę naszego życia, ludzi wykluczonych ze społeczeństwa, postacie ekscentryczne, osoby niepełnosprawne. Ściągała swoim modelom maski. To wymaga pewnej odwagi.

Byłeś za kulisami największych fashion weeków, na Wall Street kiedy odbywały się demonstracje związane z kryzysem ekonomicznym, wszedłeś do japońskiego Lasu Samobójców, poznałeś nocne życie w Tokio i paryską Operę. Czy jest coś, czego jako fotograf byś nie dotknął? Jakiś temat albo rodzaj fotografii?

Nie zrobiłbym na pewno zdjęcia, które mogłoby komuś wyrządzić krzywdę, np. kogoś poniżyć. Są pewne zasady etyczne, których dobrze jest się trzymać.  Nie wyruszyłbym na pewno z aparatem na wojnę.
To nie mój klimat, nie mam takiej potrzeby czy predyspozycji. Fotoreporter wojenny to bardzo niebezpieczny zawód. W dzisiejszy czasach przestał być pod ochroną. 

A nie bałeś się wejść do Lasu Samobójców w Japonii? Miejsce, gdzie ludzi przyjeżdżają by pożegnać się z życiem musi robić mocne wrażenie. 

Samobójstwo w Japonii ma romantyczny charakter. Nie jest grzechem czy oznaką słabości jak u nas. To miejsce robi dojmujące wrażenie, szczególnie kiedy mijasz przedmioty pozostawione przez ludzi… albo szubienice. Naliczyłem ich około dwunastu. Pobyt tam mnie zmienił. Kontakt ze śmiercią zawsze zmienia człowieka. 

Gdzie dokładnie położony jest ten las i co na to japoński rząd?
Nie interweniuje? 

Las Samobójców jest położony 100 km od Tokio. Jego oficjalna nazwa to Aokigahara używana zamiennie z Jukai, co oznacza Morze Drzew. Pierwszy raz, gdy go odwiedziłem, policja akurat otwierała porzucone auto. Na parkingu jest zamontowana kamera i jeżeli jakiś samochód stoi tam długo zaparkowany i nikt z niego nie wychodzi to znaczy, że znajduje się w nim potencjalny samobójca. Co do rząd japońskiego to w 2003 roku zaprzestał publikacji odnośnie statystyk samobójstw w tym lesie, ponieważ ostatnia informacja podała, że życie w lesie odebrało sobie 105 osób. Władze doszły do wniosku, że jak zaprzestaną informować o tym, co się dzieje w lesie, to brak informacji utnie tę spiralę śmierci.

A samotne przemierzanie nocnego Tokio? Bywałeś w klubach dla fetyszystów, Dla nas ten rodzaj rozrywki bywa szokujący, taka ciemna strona naszego życia, pociągająca... Nie miałeś czasem ochoty dać się ponieść temu nocnemu życiu, nie kusiło Cię? Aparat jest chyba dobrą osłoną?

Zrobiłem jakieś 800 km, przemierzając miasto głównie w nocy i eksplorując przeróżne miejsca takie jak kluby, lokale i całe dzielnice. Trafiłem do tych najbardziej znanych Roppongi, Shinjuku, Shibuya oraz typowych japońskich jak Asakusa. Na przykład do klubu Department H przychodzą ludzie poprzebierani za różne postacie, zwierzęta, żywe lalki. Jest podwieszanie na hakach, pełno erotycznych gadżetów, lalki przypominające ludzi. Raz się trafił klient lokalu, który wkładał wykałaczki w swoją cewkę moczową… tego typu rzeczy. Czy aparat chroni? Niekoniecznie, są fotografowie, którzy wchodzą w temat całkowicie. Dają się ponieść, żeby poznać świat, który fotografują, Pragną go doświadczyć. Ja się zawsze kontroluję, mam z tyłu głowy zapaloną lampkę, a zdarzały się sytuacje, że mogłem ją wyłączyć. Jestem typem obserwatora.

A nie podglądacza? Fotografia ma coś z voyeryzmu.

Tak, jestem w pewien sposób voyerystą, czyli podglądaczem. Patrzę
na świat i ludzi i widzę często gotowe obrazy. Jednak nie nadużywam tego. Tak jak wspomniałem trzymam się etycznych zasad.

Ciemna strona człowieka jednak w pewien sposób Ciebie pociąga…

Jest fascynująca. Każdy z nas ją posiada, ważne tylko czy trzymamy ją pod kontrolą. Dobrze jest zachować równowagę.

Skoro mówimy o równowadze, czy praca to całe Twoje życie czy jednak masz czas na prywatność?

Mam i dbam o to. To jest bardzo ważne, dla zdrowia, dla higieny psychicznej zachować ten balans. Bardzo dużo pracuję, ale zawsze znajdę czas na rzeczy zupełnie niezwiązane z fotografią. 

Zdobyłeś wiele prestiżowych nagród, pomimo młodego wieku. Brakuje Ci chyba tylko Pulitzera. To może przewrócić w głowie… Jesteś odporny na uderzenie wody sodowej do głowy?

Sukcesy traktuje z pokorą. To moja motywacja by pracować dalej i lepiej. Wygrana mobilizuje, ale nie znaczy, że jesteś zaraz najlepszy. Są ludzie w tym zawodzie, którzy szybko się spalili po otrzymaniu nagród, nagle zniknęli, słuch o nich zaginął.

Mówi się ze nie ma brzydkich ludzi tylko są niefotogeniczni? Jest tak faktycznie?

Sądzę, że każdego można sfotografować i to ciekawie. Jak również każdą sytuację. Często jest tak, że jednej osobie należy poświęcić więcej czasu innej mniej. Koniec końców to od nas zależy jak bardzo otworzymy się na daną sytuację czy osobę. 

 

Bliscy, rodzina często proszą Ciebie byś zrobił im zdjęcie? Nie męczy Cię to? 

Jak to mówią szewc bez butów chodzi. Za wiele zdjęć swoich czy rodzinnych nie posiadam.  W momencie kiedy to robię sprawia mi to wiele radości i szczęścia. 

Co Cię inspiruje?

Obecnie inspiracją dla mnie jest wiele tematów. Coraz mniej sama fotografia. Bardzo lubię sięgać po inspiracje do filmu, malarstwa, rzeźby. Często znajduje je w książkach oraz muzyce. 

Temat – marzenie, osoba, z którą chciałbyś współpracować?  

Nigdy nad tym nie myślałem... Staram się cieszyć każdym zleceniem, które wykonam i które do mnie przyjdzie. Co przyszłość przyniesie tego nie wiemy... Ostatnio dostałem możliwość realizowania kampanii dla Pierre Cardina,
a wcześniej dla Chanel czy Opery Paryskiej. Nigdy bym nie przypuszczał, że coś takiego może się zdarzyć. 

Pytałam o Instagram, o to też muszę: co sądzisz o retuszu zdjęć, szczególnie w świecie fotografii beauty/fashion?

Sądzę, że jest to jeden z elementów tego świata. Najlepszy retusz to taki, którego nie widać, który nie psuje zdjęcia. Chociaż koniec końców staram się, aby zdjęcia były jak najbardziej dopracowane na sesji. 

To nasze kolejne spotkanie. Za każdym razem imponuje mi Twój spokój. Chyba trudno wyprowadzić Ciebie z równowagi?

Chyba tak (śmiech). Zawsze byłem taki spokojny, od dzieciństwa. To pomaga
w moim zawodzie. Nie zawsze jestem zadowolony ze swojej pracy, jestem bardzo krytyczny, jeśli chodzi o fotografię, szczególnie własną. Nie rzucam jednak aparatem ze złości, tylko myślę jak to zrobić lepiej.

Rzadko pozujesz do zdjęć. Dla nas zrobiłeś jeden z wyjątków. Jak się czujesz w roli modela?

Jestem trochę spięty (śmiech). Nie jestem przyzwyczajony do stawania przed obiektywem. Zdecydowanie wolę być po drugiej stronie aparatu.

Dziękuję za rozmowę.

 

Podziękowania dla Aleksandry Kopińskiej-Szykuć za pomoc przy realizacji sesji

 
 
5( 126)
Maj'19