Celebrycka ściana Bolesława

Autor

Dariusz Staniewski

galeria

Zbigniew Wodecki

Jest takie miejsce w Szczecinie, niezwykłe, na którego ścianach widnieją autografy i krótkie wpisy sławnych osób, które pojawiły się  w ciągu wielu ostatnich lat w stolicy Pomorza Zachodniego. To restauracja "Na Kuncu Korytarza". A każdy wpis kryje jakąś anegdotę z nim związaną. Dzieli się nimi właściciel lokalu Bolesław Sobolewski.

– Zbyszka Wodeckiego gościłem w swoim lokalu kilkakrotnie. Zawsze mu smakowało, to co serwowaliśmy. Ale nigdy nie chciał dać się namówić na złożenie swojego autografu na głównej ścianie. Bronił się rękami i nogami. Jedyny artysta, który tak się opierał (śmiech). Używałem rożnych forteli. Ale on zawsze wykręcał się albo brakiem czasu, albo gdzieś się spieszył. Zawsze był jakiś pretekst. Nie wypadało mi aż tak bardzo na niego naciskać. Przecież to  wielka gwiazda. Aż w końcu podczas jego kolejnej wizyty w "Na Kuncu" przypomniałem mu, że przed laty zdarzyło nam się występować razem na jednej scenie. To było na Balach Zamkowych organizowanych na szczecińskim Zamku Książąt Pomorskich. Ja wtedy grywałem ze swoim zespołem, bardzo dobrą grupą, do tańca, mówiło się na to "do kotleta". A Wodecki występował z innymi gwiazdami estradyi sceny w tzw. części artystycznej. Traktowali to na luzie, z przymrużeniem oka, świetna atmosfera, dobra zabawa. Byłem perkusistą i zdarzyło się, że nasz zespól przygrywał podczas występu Wodeckiego. Przypomniałem mu to zdarzenie, najpierw się zdziwił, potem ucieszył. No to ja wykorzystując sytuację znowu zaproponowałem autograf na ścianie. A Wodecki pyta: „A Ty wiesz skąd ja jestem?”. No to odpowiadam: „Wiem, jesteś z Krakowa”. A on na to: „No właśnie, jestem z Krakowa i mój podpis jest bardzo cenny. To nie jest tak, że ciach i już podpis złożony. Wiesz ile taki podpis jest wart?. „Oczywiście żartował. Ale ja przystąpiłem wtedy do kontrataku i proponuję: „To co mam Cię jakoś przekupić? Może więc postawię Ci dobry koniaczek?”. Tak strzeliłem, I podziałało, Wodecki zgodził się, wypił koniak i skapitulował. Podpisał się w końcu na mojej ścianie – "Zbigniew Wodecki. Gratis".  A ja na to: „No, no, nie gratis. Przecież był koniak. Dopisz, że Ci go postawiłem”. Zaczął się śmiać, ale nie dopisał. „Gratis, to gratis” – uznał żartobliwie.

 
5( 126)
Maj'19
gajda