Dr Artur Śliwiński: W chirurgii nie ma drogi na skróty

Zaczyna dzień od dobrej kawy, odpoczywa grając golfa. Jednak to praca dominuje w jego życiu. Samych operacji piersi wykonuje około 70 miesięcznie ( około 30 estetycznych w i około 40 rekonstrukcji lub mastektomii). Jest jedynym chirurgiem plastykiem w Polsce, pracującym w Centrum Onkologii zajmującym się rekonstrukcjami piersi po mastektomii oraz wykonującym mastektomie profilaktyczne z jednoczesną rekonstrukcją piersi. Jest specjalistą chirurgii plastycznej, ogólnej i rekonstrukcyjnej, współtwórcą i szefem centrum medycznego AMC Art Medical Center. Opowiada nam o początkach swojej kariery oraz o tym jak zmieniała się chirurgia przez ponad 25 lat pracy w zawodzie. 

Autor

Izabela Marecka

Zanim znalazł się Pan w obecnym miejscu wydarzyło się bardzo wiele. Wróćmy zatem do początków. Jak został Pan chirurgiem?

Mój ojciec był chirurgiem. Podziwiałem go i chciałem robić to, co on. Zacząłem jak wszyscy – od szkoły podstawowej, potem była szkoła sportowa… Dzięki temu do dziś jestem osobą bardzo aktywną. Kiedyś uprawiałem karate, tenis ziemny, narciarstwo wciągnęło mnie tak, że zostałem instruktorem. Obecnie aktywnie i z pasją gram w golfa, odnoszę nawet drobne sukcesy w tej dziedzinie sportu – zdobyłem kilkukrotne mistrzostwo Polski wśród lekarzy. Od zawsze wiedziałem, że chirurgia jest dynamiczna i będzie odpowiadać mojej mentalności. Oczywiście droga była trudna, ale wiadomo nie od dzisiaj, że to co najistotniejsze w życiu zazwyczaj przychodzi nam niełatwo. Dążyłem do mojego celu w 100 % z uporem i determinacją. Dostałem się do Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Wtedy była to najlepsza uczelnia medyczna w Polsce. Niestety nie zdawałem sobie do końca sprawy z tego, że idę do wojska… Tam zderzyłem się z rzeczywistością i trafiłem na poligon. Po ukończeniu WAM trafiłem do jednostki wojskowej w Szczecinie, gdzie starałem się o otwarcie specjalizacji. Moje starania jednak spełzły na niczym, ponieważ nie otrzymałem na to zgody od przełożonego.  Wszystko to jednak miało najwyraźniej swój sens, ponieważ trudne studia na WAM oraz praca w jednostce wojskowej ukształtowały i zahartowały mój charakter, a to przydało się w późniejszej pracy. To była dobra szkoła życia. Mocno wtedy stanąłem na ziemi. Minęły dwa lata zanim mogłem zacząć specjalizację w interesującej mnie dziedzinie. Przez pięć lat pracowałem w pogotowiu. Potem były dyżury w Szpitalu Wojskowym w Szczecinie na ostrym dyżurze chirurgicznym. W Szpitalu Wojskowym zacząłem jako asystent, potem byłem starszym asystentem na oddziale chirurgii ogólnej, i tak krok po kroku - aż w końcu zostałem ordynatorem oddziału chirurgii plastycznej.

Skąd pomysł, by ukierunkować się na chirurgię plastyczną? 25 lat temu ta dziedzina była nieco egzotyczna i kojarzyła się raczej z gwiazdami Hollywood, niż naszą polską rzeczywistością..

Gdy trafiłem po studiach do Szczecina, pierwsze moje kroki skierowałem na oddział chirurgii ogólnej Szpitala Wojskowego. Bardzo ciężko tam pracowałem. Przeszedłem tam twardą szkołę, dopiero później specjalizowałem się w chirurgii rekonstrukcyjnej i na końcu – plastycznej.  Na początku mojej drogi zawodowej operowałem wszystko – wyrostki, jelita, naczynia, tarczyce. Dzięki temu mam pewność, że poradzę sobie w niemal każdym przypadku. Tą wiedzę i umiejętności dała mi właśnie chirurgia ogólna. Zrobiłem dwa stopnie specjalizacji chirurgicznej. W Szczecinie poznałem dr n. med. Andrzeja Dmytrzaka, który zaproponował mi współpracę. Był rok 1991 i były to czasy ogromnych przemian, gdzie luksusem była lodówka, a szczytem marzeń – samochód. Więc potrzeba, aby poprawiać swój wygląd poprzez operacje plastyczne była zdecydowanie mniejsza. Dokonywaliśmy wtedy nowatorskich operacji i rozwijaliśmy mocno dziedzinę chirurgii plastycznej, można powiedzieć, że tworzyliśmy ją. Byliśmy prawdziwymi pionierami, niemniej jednak już wtedy wiedziałem, że ma ona ogromny potencjał. 

Ważnym elementem Pana pracy jest chirurgia rekonstrukcyjna.

Całe życie zajmowałem się rekonstrukcjami, głownie piersi. Uważam, że chirurgia plastyczna bez rekonstrukcyjnej absolutnie nie istnieje. Co z tego, że wykonamy dobrze i poprawnie rekonstrukcje piersi, a nie mamy poczucia estetyki. Krótko mówiąc musi się podobać pacjentce.  A proszę pamiętać, że zderzamy się z całym arsenałem subiektywnych oczekiwań. W mojej dziedzinie prawidłowo nie zawsze oznacza więc dobrze. I na odwrót, jeżeli jest problem, trzeba go umieć rozwiązać. Kieruję się w pracy zasadą, że nie operuję niczego, czego nie mógłbym sam później naprawić, bo umówmy się – zabieg chirurgiczny to praca na żywym i nie do końca przewidywalnym organizmie. Może zdarzyć się wszystko. Ryzyko istnieje zawsze i musimy mieć tego świadomość, a dla mnie bezpieczeństwo pacjenta jest najważniejsze.

Jest Pan jedynym chirurgiem plastycznym w Polsce pracującym w Centrum Onkologii, który podejmuje się zabiegów rekonstrukcji piersi po mastektomii oraz mastektomii profilaktycznych. 

To prawda w Zachodniopomorskim Centrum Onkologii robię około 30-40 operacji miesięcznie.  Pacjentki otrzymują tam najwyższy standard, jeśli chodzi o diagnostykę, postępowanie onkologiczne, chirurgię onkologiczną i rekonstrukcyjną. Mamy w Szczecinie doskonałą i profesjonalną grupę fachowców. Współpracujemy ze sobą i często konsultujemy poszczególne przypadki.  Jestem członkiem pierwszego w Polsce Breast Cancer Unit, wyspecjalizowanego zespołu lekarzy, którzy zajmują się chorobami piersi. Kobiety po mastektomii to bardzo delikatna materia. A te zabiegi są szczególnie wymagające, bowiem są to pacjentki onkologiczne, o obniżonej odporności ze skórą zniszczoną po naświetlaniach. A wymagania odnośnie estetyki mają dokładnie takie same jak zdrowe kobiety. Uważam, jednak, że ta ciężka praca ma sens, bowiem na tym polega współczesna medycyna, nie może myśleć tylko o tym, jak sprawić by pacjent żył, ale równie ważna jest jakość tego życia. Ja staram się kobietom tą jakość przywrócić.

Porozmawiajmy o AMC Art Medical Center, które ma już 6 lat. 

To miejsce jest spełnieniem moich marzeń jako chirurga. Innowacyjne technologie, najlepsi szczecińscy specjaliści i dobra atmosfera. Przeprowadzamy tutaj pionierskie zabiegi i przyciągamy medyczne osobowości. Dołączają do nas specjaliści najwyższej klasy. To mnie bardzo cieszy i – co warto podkreślić – dzieje się w sposób naturalny. Jestem dumny z tego projektu. AMC to ponad 1000 metrów kwadratowych powierzchni i jeden z najnowocześniejszych bloków operacyjnych w Polsce z dwiema salami operacyjnymi a wszystko w przytulnej i bezpiecznej dla pacjentów przestrzeni. W takich warunkach praca jest prawdziwą przyjemnością. 

Zmienił się świat, zmieniła się chirurgia plastyczna. Co jest obecnie największym wyzwaniem dla chirurga? 

Największym wyzwaniem jest dzisiejszy świat, który nie toleruje starości. Mamy nowoczesny sprzęt, coraz doskonalsze techniki i wspaniale wyposażone sale operacyjne, spełniające najbardziej surowe normy. Zderzamy się jednak z coraz większymi oczekiwaniami i wymaganiami pacjentów. A pacjenci są słabsi, mniej odporni, nierzadko operujemy twarze naświetlone przez słońce, po różnych zabiegach medycyny estetycznej. Pamiętajmy, że my chirurdzy-plastycy nie jesteśmy cudotwórcami – nie zatrzymujemy starzenia, a jedynie spowalniamy i ukrywamy jego efekty. Musimy też pamiętać, że po zabiegach medycyny estetycznej anatomia twarzy jest inna. W przypadku osoby, która korzystała z takich zabiegów praca chirurga jest dużo trudniejsza, a pacjent oczekuje optymalnych rozwiązań. I to jest wyzwanie, z którym musimy się zmierzyć.  

 
AMC ART MEDICAL CENTER
ul. Langiewicza 28/U1
Szczecin
5( 126)
Maj'19