Kossakówny bez tajemnic

Kossakowie to ród niezwykły, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Tym razem „bierzemy na warsztat” Kossakówny. Kobiety niezwykłe, piekielnie utalentowane, atrakcyjne, ale też skandalistki – gwiazdy krakowskiej bohemy artystycznej. Każdy ich fan powinien zarezerwować termin 14 czerwca. O ich twórczości, ale i pikantnych historiach z życia będą rozmawiać eksperci. Jednym z nich jest Rafał Podraza, z którym rozmawiamy.

Autor

Edyta Rauhut

galeria

Już niebawem duża impreza w Książnicy Pomorskiej, panel dyskusyjny „Kossakówny”, czyli pierwsze w historii spotkanie badaczy Kossaków. Dlaczego akurat w Szczecinie?

Bo tutaj mieszkam i lubię to miasto. Tutaj też narodził się pomysł, a dzięki Urzędowi Miasta Szczecin i Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Zachodniopomorskiego udało się go zrealizować. Na moje zaproszenie do Szczecina zjadą największe specjalistki od tematu. Biografki kolejnych bohaterek, które wiedzą o nich prawie wszystko. 

Kossakowie, to rodzina artystów. Są w niej nie tylko malarze, ale również pisarze…

Bardziej pisarki. Faktycznie, można powiedzieć, że to rodzina, gdzie
na metr kwadratowy przypadało mnóstwo talentów. Panowie wprawiali się w malowaniu, a panie w pisaniu, choć Wojciech Kossak – mamy na to dowody – także potrafił znakomicie przelewać myśli na papier. 

Zacznijmy od Zofii Kossak.

Zofia Kossak… zwana Zosią-Paxosią, Zofką lub Matką Boską Paxowską. 

Kiedy urodziła się Zofia? Pytam, bo spotkałam się dwoma datami: 1889 i 1890. Która więc jest prawidłowa?

Z tego, co wiem, ta pierwsza. Nie wiem, skąd to przekłamanie, ale będzie okazja zapytać już 14 czerwca specjalistkę od tematu, Joasię Jurgałę-Jureczkę. 

Zofia była nauczycielką. Później studiowała malarstwo i rysunek. Czy miała talent plastyczny?

Powiem tak, każda Kossakówna malowała. Znam obrazy i Zofii, i Marii, i Madzi. Nie wiem, jak było w przypadku Jadwigi, ale jej matka – Jadwiga, córka Juliusza Kossaka – miała wielki talent malarski. Wracając do Zofii, miała dryg do malowania, ale w pewnej chwili postawiała na pisanie. 

Podobno była bardzo religijna.

To prawda. Uważam, że podchodziło to momentami pod dewocję. 

Przejdźmy do kolejnej Kossakówny, Magdaleny Samozwaniec. Pisarka, satyryczka, autorka powieści, bajek i wierszy urodziła się w 1894 roku, choć – czego dowiedziałam się z jednej z twoich książek – lubiła się odmładzać…

Jak każda kobieta. Faktycznie, Magdalena i Maria robiły wszystko, by nikt nie wiedział, ile naprawdę mają lat. Doszło do tego, że zmusiły nawet ojca do poprawienia na obrazie daty jego powstania, gdyż był to niewątpliwy dowód, że mają więcej lat, niż oficjalnie podają. 

Samozwaniec jest nazywana „pierwszą dama polskiej satyry” lub „Boyem w spódnicy”. Pierwsze określenie rozumiem, ale skąd to drugie?

Boy-Żeleński słynął z ostrego języka. Madzia podobnie. Mało interesowało ją, co powiedzą inni i potrafiła być w swoich opiniach bezkompromisowa. Bali się jej, ale i podlizywali. Trzeba pamiętać jednak, że Magdalena miała w sobie urok i ogromną klasę. To właśnie jej zawdzięczamy popularność poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, którą bardzo kochała, a po jej tragicznej śmierci w Manchesterze, niemal czciła jak bóstwo. 

Napisała łącznie ponad trzydzieści książek. Które z nich najbardziej przyczyniły się do wzrostu popularności Magdaleny Samozwaniec wśród czytelników?

Trudne pytanie. Chyba „Na ustach grzechu”, „Maria i Magdalena” i „Zalotnica niebieska” – każda z tych książek doczekała się kilkudziesięciu wydań. 

W posłowiu do książki „Trzymajmy się. Życiowe rady dla starych i młodych” zdradzasz, że Magdalena Samozwaniec miała problemy z córką, Teresą Starzewską. Podobno rozstały się w gniewie i nie rozmawiały ze sobą do śmierci. 

Temat Teresy rozpala wielbicieli Kossaków od lat. Powiem tylko, że na pewno nie były to relacje prawidłowe. To historia smutna i bez happy endu. Mogę zdradzić, że Magdalena miała powody, aby zerwać kontakt z córką. Więcej powiem na spotkaniu w Książnicy, jeśli ktoś oczywiście zapyta. 

Siostrą Magdaleny była Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, która w domu i wśród przyjaciół była nazywana Lilką. Dlaczego Lilka?

Sama sobie nadała takie imię, a domownicy się na to zgodzili. Pamiętajmy, że nie była to zwykła rodzina; Matka była Mamidłem, ojciec – Tatkiem, Magdalena – Magasiem, albo Madzią, a Maria – Lilką, Lilczurem, Szczurem.  Kochali się niemal histerycznie i byli bardzo ze sobą związani. To nie przeszkadzało im kłócić się notorycznie. Nie jest też tajemnicą, że pomimo ogromnego i dozgonnego przywiązania do małżonki Wojciech Kossak miewał rozliczne romanse…

Z tego, co się dowiedziałam, Maria przyjaźniła się z wieloma artystami. We wspomnieniach była opisywana jako uprzejma i czarująca osoba. Z kolei we wspomnieniach Krystyny Chruścielskiej jawi się jako osoba, z którą autorka niekoniecznie chciałaby się zaprzyjaźnić…

Ja wiem, że była chimeryczna, wyniosła, nieprzyjemna i złośliwa. Szczerze mówiąc, kompletnie nie pasowało to do jej wierszy. Środowisko tolerowało jej zachowania ze względu na talent. A ten miała ogromny. Niemniej jednak była dużo mniej lubiana od swojej siostry – Magdaleny. 

Jak była Jadwiga Witkiewiczowa?…

Miała nerwicę natręctw i manię wielkości. Swoim dziwnym zachowaniem potrafiła zrazić do siebie każdego. Jednak to dzięki niej możemy dzisiaj mówić o Witkiewiczu. W czasie wojny uratowała rękopisy jego sztuk i obrazy. Niewątpliwie była osobą, która dbała po II wojnie światowej o reklamę męża. 

Czy Jadwiga Witkiewiczowa była szczęśliwa?

Na to pytanie odpowie głębiej jej biografka, Kasia Kobro, ale chyba nie. Najpierw zdrady męża, po wojnie zaś niechęć środowiska oraz ciągła walka o byt. 

Zofia, Maria, Magdalena i Jadwiga – Kossakówny, co łączy te kobiety?

Na pewno to, że były w swoich dziedzinach najlepsze. Co ciekawe mimo ciągłych pretensji do siebie, publicznie zawsze deklarowały przyjaźń i wsparcie. 

Wiem, że prócz spotkania szykowana jest także publikacja?

Tak. Prócz pierwszego w historii spotkania badaczy Kossaków w nakładzie bibliofilskim wydana została książka zbudowana z gawęd pod tytułem „Kossakówny”. Polecam – będzie to unikat. 

Dziękuję za rozmowę. 

 
6( 127)
Czerwiec'19
gajda