Wino, ring, Churchill, czyli szczecińskie osobowości

Co może powstać ze spotkania dwóch serdecznych przyjaciółek raczących się gruzińskim winem? Bajkowa sesja zdjęciowa i projekt, który być może zacznie żyć własnym życiem. Wizażystka Lilia Nogal i restauratorka Irina Nikolenko postanowiły uwiecznić na zdjęciach kilkanaście znanych postaci ze Szczecina i pokazać je w zupełnie nowych (jakże bardzo zaskakujących) rolach.

Autor

prestiz

 – Chciałam odpocząć od tego, co robię na co dzień i zrobić coś dla siebie, coś twórczego – wyznaje Irina Nikolenko. – Lilia jest niesamowicie kreatywną osobą, szalenie barwną i cudowną. Powiedziałam jej o tym i zaczęłyśmy myśleć. Pomysł, żeby namówić różne osoby ze Szczecina na sesję, był spontaniczny. Nie miałyśmy pewności, czy nam się to uda, ale zaryzykowałyśmy.

Lilia Nogal dodaje: – Pierwsza przed obiektywem stanęła Irina, żeby zobaczyć, czy w ogóle ma to sens. Postanowiłam, że zrobię z niej ukraińską Fridę Khalo. Tak jak słynna malarka, jest silną, kolorową i piękną kobietą. I taką chciałam ją pokazać, wykorzystując atrybuty związane z jej pochodzeniem. Jacek i Ania ze Studia Na Piętrze, z którymi wspaniale się współpracuje, poczuli klimat i wyszedł z tego pierwszy portret. Zachęcone efektem zaczęłyśmy szukać kolejnych modeli. Część z tych osób znamy prywatnie, reszta pojawiła się z polecenia. 

Do sesji została zaangażowana dwójka świetnych fotografów Anna i Jacek Kacprzakowie ze Studia Na Piętrze. – To wspólny projekt wszystkich biorących w nim udział osób – podkreśla Anna Kacprzak. – Duża część stylizacji to nasza wspólna praca, będąca wynikiem rozmów z modelami. Część to gotowe pomysły Lilii, np. portret Iriny, gdzie nasza rola sprowadzała się tylko do wykonania zdjęcia. Portretując te osobowości zależało nam, by w ten wykreowany świat przemycić trochę własnego stylu. Nie ukrywam, że był to pracochłonny projekt, np. specjalnie na potrzeby sesji wybudowaliśmy dla pana prezydenta ring bokserski, a dla Moniki Nowakowskiej stworzyliśmy świat Alicji z Krainy Czarów. Coś, co miało być w założeniu skromną realizacją, nagle rozrosło się do sporych rozmiarów projektu. Efekt zaskoczył nas samych.

Bohaterowie sesji, która jest też częścią wystawy pokazanej w Starej Rzeźni, to bardzo różne, znane osoby ze Szczecina, z prezydentem na czele. Tutaj występują w odarciu z tego, czym zajmują się na co dzień, chociaż niezupełnie… Zdjęcia zdradzają (?) ich ukryte alter ego, zainteresowania, marzenia. – Najwięcej do powiedzenia mieli nasi modele i nie zawsze zdjęcia, które oni wybrali pokrywały się z naszymi typami – śmieje się Jacek Kacprzak.  – Większa część to wykreowane postacie, ale jest takie zdjęcie Tomasza Najdera, które jest całkowicie autorskie. Zanim rozpoczęliśmy pracę, spotkałem się z panem Tomaszem, poznałem historię jego życia i to, co widzimy na fotografii dokładnie odzwierciedla to jaką osobą jest w rzeczywistości. Moja decyzyjność sprowadzała się do strony technicznej sesji. Mimo skromnego budżetu udało nam się ograniczyć ingerencję komputera w proces twórczy. Większość rzeczy sami zbudowaliśmy, począwszy od dekoracji, a skończywszy na stylizacjach. Na planie zdjęciowym najbardziej zaskoczył mnie Jarosław Mroczek, okazał się być bardzo skromnym człowiekiem, który robił dokładnie to, o co go poprosiliśmy. Był świetnie przygotowany. Podobnie profesor Lubiński czuł się swobodnie przed naszym obiektywem. Myślę, że wszyscy są zadowoleni z pracy i końcowego efektu.

Oddajemy zatem głos samym bohaterom: 

Piotr Krzystek, prezydent Szczecina

Jestem pozytywnie zaskoczony efektami sesji zdjęciowej. Tym bardziej, że wyszło to trochę z przypadku. Plany na sesję były nieco inne… ale jak się okazało, po pierwszym spotkaniu wszyscy mieliśmy niedosyt
i mówiąc krótko – byliśmy niezadowoleni. Postanowiliśmy zrobić drugie podejście, już w innej scenerii i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Dla mnie to pierwsza okazja na tego typu zdjęcia. Jako, że szeroko rozumiana samoobrona jest mi bliska, wybór padł właśnie na takie ujęcia. Oczywiście na co dzień ćwiczę w nieco innym, luźniejszym stroju, natomiast taki charakter ujęć też może obrazować pracę samorządowca. Często spotykamy się różnymi zaczepkami słownymi, więc musimy być na nie gotowi. Myślę, że zdjęcia to oddają.

Prof. Jan Lubiński, lekarz, specjalista w dziedzinie patomorfologii oraz genetyki klinicznej, badacz nowotworów dziedzicznych

Pomysł bardzo mi się spodobał, chociaż ja na co dzień jestem bardziej abstrakcyjny. Elementy, które pojawiają się na stole… homar, rak czy manekiny kobiet – w pewien sposób nawiązują do tego, czym zajmuję się jako lekarz. Ciekawe, że moja osoba na tym zdjęciu kojarzy się też z postacią Hannibala Lectera (od red. – literacka i filmowa postać seryjnego mordercy, psychiatry kanibala). On uśmiercał ludzi, ja staram się ich uratować. Na planie zdjęciowym nie czułem się skrępowany, wręcz przeciwnie, chętnie wcieliłem się w tę rolę. Lekarz odgrywa w pewien sposób teatr przed pacjentem. Mamy im do przekazania różne wiadomości, to ważne, w jaki sposób to zrobimy. Codziennie przyjmuję kilkudziesięciu pacjentów, każdego traktuję indywidualnie. Teatralność pomaga w budowaniu pozytywnego kontaktu, trzeba się dostosować do każdej osoby. W przypadku tego projektu fotograficznego uważam, że fajnie jeśli ludzie robią takie rzeczy. Element zabawy jest bardzo ważny w życiu i cieszę się, że mogłem w tym uczestniczyć.

Monika Pyrek, lekkoatletka, olimpijka

Z Lilią znamy się z poprzednich projektów, z tym większą przyjemnością wzięłam udział w tej sesji. Uwielbiam czarno-białe filmy i dawne Hollywood. Okazja, by wcielić się w rolę gwiazdy filmowej z tamtej epoki wydała mi się bardzo kusząca i atrakcyjna. Co ciekawe, wielu moich znajomych mówi mi, że pasuję urodą do tamtych czasów. Czasem czuję, jakbym się urodziła nie w tej epoce (śmiech). Ta sesja to także okazja, by zrzucić dres, z którym każdy sportowiec jest kojarzony. Mało mam okazji, żeby wglądać jak gwiazda filmowa, a tu takie miłe zaskoczenie. Praca na planie była wspaniała, wszystkie osoby, które pracowały przy sesji były cudowne, no i samo miejsce, w którym odbyły się zdjęcia – magiczne. Poczułam się jakbym naprawdę przeniosła się do tamtych czasów.

Tomasz Najder, fotograf

Znamy się z Lilią od 15 lat, od kiedy zamieszkała w Polsce. Ona ma zawsze świetne pomysły, jest niesamowicie kreatywna, a ja lubię wyzwania. Ta sesja to okazja, by stanąć po drugiej stronie aparatu, co mi się, jako fotografowi, nie zdarza często. Lubię się wcielać w inne postacie, lubię się przebierać. W trakcie tej przemiany ludzie często ujawniają swoje inne „ja”, coś się z ich uwalnia. W moim przypadku ta „przebieranka” jest związana z moją narodowością. Czuję się mocno związany z moją tożsamością. Szachy, które wzięły udział w sesji, wyrzeźbiła moja mama. Moja rodzina pochodzi z Kołomyi. W czasie okupacji półtora roku spędzili w getcie, z którego udało im się uciec. Przez następne półtora roku ukrywali się w malutkiej piwnicy. Moja mama, żeby jakoś przetrwać ten czas, wyrzeźbiła z drewna szachy, w które grali aż do wyzwolenia. Teraz te szachy na stałe znajdują się w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, wyeksponowane w specjalnej jamie wydrążonej w podłodze... Jestem teraz na takim etapie życia, że pozbywam się rzeczy, które ciążą mi fizycznie i mentalnie. Później mam zamiar wyruszyć w podróż.

Jarosław Mroczek, prezes Pogoni Szczecin

Byłem bardzo miło zaskoczony propozycją wzięcia udziału w sesji. To dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. To, że mam zostać Winstonem Churchillem, było kolejną niespodzianką, tym bardziej, że jest to moja ulubiona postać historyczna. Nie wiem czy jestem do niego podobny, nie jestem też pewny, czy nadaję się na modela (śmiech), ale zabawa na planie była wyśmienita. Nie kaprysiłem, zrobiłem to, o co mnie poproszono. Tylko jedną rzecz źle wspominam – cygaro! (śmiech). Nie palę, więc potraktowałem to jako pewnego rodzaju poświęcenie. Oczywiście zrobiłem to z przyjemnością, gorzej, że przez dwa dni jeszcze czułem w ustach jego smak, pomimo intensywnego mycia zębów. Pies, który ze mną wystąpił w czasie tej sesji to tak naprawdę… dwa psy, do tego niesforne. Za nic nie chciały słuchać i pozować, a ich właścicielka robiła co mogła, by je doprowadzić do porządku. Było wesoło!

Monika „Boska” Nowakowska, projektantka, specjalistka od sukien ślubnych

To, żeby zrobić ze mnie Alicję z Krainy Czarów było pomysłem Lilki. Spodobała mi się jej propozycja i to jak mam wyglądać na zdjęciu. Sama uszyłam kostium, ponieważ bardzo się zaangażowałam się w ten projekt. Ucieszyłam się też na widok huśtawki. Uwielbiam się huśtać! (śmiech). Przygotowania do sesji trochę trwały. Makijaż, włosy i kostium… kiedy już wszystko było gotowe pojawił się nagle... Kapelusznik. To było spontaniczne. Co ciekawe, przeistoczenie się w niego trwało chwilę, o wiele szybciej i łatwiej weszłam w jego rolę niż Alicji. Dało mi to do myślenia. Na co dzień przypominam raczej Alicję, rzadko noszę spodnie. Kiedy jednak się mocniej zastanowiłam to wyszło, że noszę je mentalnie. Jestem zarówno ojcem i matką, ponieważ prowadzę firmę. Przyznaję, że mnie Kapelusznik samą zaskoczył, ale może pomogło mi to, że jestem spod znaku Bliźniąt? (śmiech). 

Liliana Bogacka, Mercedes-Benz Auto DDB Bogacka

Rewelacyjny pomysł i bardzo się cieszę, że mogłam wziąć w nim udział! Do sesji namówiły mnie córki, które wiedzą, że uwielbiam wyzwania i kocham aktywny tryb życia. Nie byłam pewna czy moja osoba pasuje do tego projektu, w końcu mamy tu takie osobowości jak prezydent Krzystek czy profesor Lubiński. Ja w takim zacnym towarzystwie… poczułam się bardzo wyróżniona. Na co dzień jestem postrzegana jako poważana business woman. Jednak prywatnie mam drugą osobowość. Kocham sport, ćwiczę, chodzę po górach, lubię ruch. To, że mam wcielić się przed obiektywem w Meryl Streep, dodatkowo mi się spodobało. Bardzo ją lubię jako aktorkę, cenię jako osobę i kobietę. Myślę, że jest mi mentalnie bliska.

Henryk Sawka, satyryk

Pomysł, żeby mnie zaprezentować w takiej konwencji wyszedł od Lilki, a że gram na gitarze, lubię piwo i przebieranki to się zgodziłem. Wychodzę z założenia, że im człowiek starszy, to może nie ładniejszy, ale bardziej estetyczny, a szata wyraża człowieka. Dla mnie pozowanie, strojenie się jest przyjemną czynnością. Niestety, mam tak, że ja się sobie nigdy nie podobam, ani na żadnym zdjęciu, ani podczas występów. Żona jednak twierdzi, że wyszedłem dobrze, a skoro ona tak mówi, to ja jej wierzę.

 

 

Stylizacja i make-up: Lilia Nogal / scenografia: Irina Nikolenko / włosy: Izabela Simonides, Aneta Styrczula / backstage: Krzysztof Zając / pieski do sesji: Alicja Żemojtel / stroje: Vistula, Bytom, Lavard, Recman, Sklep Jeździecki „Cavallo” / dekoracje: Opera Na Zamku, Hotel Dana, Stajnia Corrina i Witold Jakubiec, Sylwester Chojnacki, Wiesława Krentowska „Fala”, Browar Pod Zamkiem, Kwiaciarnia Romantyczna Danuta Kitlas

Specjalne podziękowania dla Anny Szymaniak-Osipowicz

W sesji udział wzięli: Liliana Bogacka, Ewa Sawka, Izabela Marecka, Monika „Boska” Nowakowska, Monika Pyrek, Katarzyna Ostrowska-Clark, Aneta Figurska, Irina Nikolenko, Lilia Nogal, Piotr Krzystek, Jan Lubiński, Jarosław Mroczek, Henryk Sawka, Tomasz Najder, Igor Górewicz

Wszystkie zdjęcia wchodzące w skład projektu zostaną opublikowane w wydaniu elektronicznym magazynu Prestiż: https://issuu.com/prestizszczecinski/

 
 
6( 127)
Czerwiec'19
gajda