Cyfryzacja mojej głowy

Autor

Szymon Kaczmarek

Zacznę dziś od prośby: proszę Cię otóż Czytelniku miły, byś bez zbędnego namysłu, szybko i pewnie wymienił pierwszą datę historyczną, jaka przyjdzie Ci do głowy… No i dlaczego znów ta nieszczęsna bitwa pod Grunwaldem? W historii naszego ukochanego Kraju tyle jest pięknych i ważnych dat, a Ty uparcie 1410. To może teraz zadanie dla Panów: proszę przypomnieć sobie dokładną datę swojego ślubu… Wiem, to najczęściej próba beznadziejna. Ale i Paniom, mimo upału, nie odpuszczę: w którym roku reprezentacja Polski grała w finałach mistrzostw świata w piłkę kopaną? Nie, nie w ubiegłym.

Magia dat, czarodziejstwo liczb. Konieczność, potrzeba, czy tylko zaśmiecanie sobie i tak udręczonej głowy? Przed wielu laty miałem w niej dziesiątki numerów telefonów. Do rodziny, przyjaciół, koniecznych instytucji. Dziś mam je gotowe w telefonie. Rozum odpoczywa leniwie. W szkole próbowano wtłoczyć mi do niego mnóstwo cyferek świadczących o tym, że przed dwustu laty urodził się król, albo nasze dzielne wojska zwyciężyły w bitwie okazującej się kolejną klęską Narodu. Pamiętałem (z grubsza) datę swoich urodzin i oczywiście datę, miejsce oraz okoliczności pierwszego, prawdziwego pocałunku. Powstania, bitwy, koronacje i manifesty obchodziły mnie jakoś o wiele mniej. Ten stan obojętności pielęgnuję w sobie od roku… no, nie pamiętam.

Telewizyjną reklamę w której bezradny młodzieniec dowiaduje się, że nowe hasło wi-fi, to data jego pierwszej randki, uważam za produkcję sado-macho. Z pewnością autorką pomysłu była kobieta. Kobieta, w której głowie, podobnie jak i w torebce, znaleźć można daty urodzin trzeciej córki cioci Krysi, ślubu Marioli, koleżanki z liceum, chrzcin, imienin, zgonów i zakupów tej beżowej sukienki, no wiesz, tej z fioletowym zameczkiem i marszczonej z tyłu…Kobiety są prawdziwą skarbnicą dat. Dlaczego w IPN pracuje ich tak niewiele?

Cyfry, daty, liczby… Osaczają nas na każdym kroku, wciągają w swoją niebezpieczna grę, zwaną magią cyfr. PIN do telefonu, do karty kredytowej, do drzwi w pracy, hasło do komputera, do skrytki bankowej, do kłódki przy rowerze. Kto to wszystko może spamiętać? Pół biedy, gdy PIN możemy wymyślić sami, wtedy sprawa jest jasna: 1410 i po kłopocie. Ale te wszystkie cyferki, które MUSIMY zapamiętać? Przyznam szczerze i bez nadzwyczajnego przymusu, że rozumiem tych, co to zapisują PIN bankowy na kredytowej karcie. To jakże idiotycznie praktyczna metoda, choć czasami bywa zgubna w skutkach.

Wiele osób uważa, że numerologia właśnie jest kluczem do zgłębienia tajników ludzkiej osobowości i poznania choć części czynników determinujących nasz los. Za jej pomocą możemy zbadać wszystkie aspekty ludzkiego życia, odkryć tajniki przeznaczenia. Trochę mało mam wiary w to, że suma wszystkich cyfr z daty mojego urodzenia, wytłumaczy dlaczego nie lubię zupy owocowej z makaronem. W czasach szkolnych, do mojej opornej głowy z trudem wchodziły formułki matematyczne i różne zmieniające się cyferki. Tabliczkę mnożenia znam wyłącznie z działań na dwa i pięć, reszta jakoś nie zapadła w moją pamięć. Fakt ów jakoś nie zdominował mojego życia. Od działań różniczkowych, bardziej mnie kręci klucz żurawi, albo wieczorny rechot żab. Zaciekawionym podaję mój PIN do letniego raju: zimorodek, zapach maciejki, zielona toń jeziora i szum deszczu na liściach drzew. Nie, nie jestem przesadnie romantyczny. To tylko efekt wiedzy danej wyłącznie ludziom doświadczonym: cyfry nie są najważniejsze w życiu (nawet te na biletach banków narodowych). Najważniejsze by mieć z kim podziwiać piękno świata naszego. Czego Czytelnikom szczerze życzę.

7( 128)
Lipiec'19
gajda