Kazik Staszewski

Autor

Dariusz Staniewski

galeria

Jest takie miejsce w Szczecinie, niezwykłe, na którego ścianach widnieją autografy i krótkie wpisy sławnych osób, które pojawiły się  w ciągu wielu ostatnich lat w stolicy Pomorza Zachodniego. 

To restauracja „Na Kuncu Korytarza”. A każdy wpis kryje jakąś anegdotę z nim związaną. Dzieli się nimi właściciel lokalu Bolesław Sobolewski.

***

– To jeden z pierwszych autografów, które pojawiły się na moim lustrze. Bo najpierw artyści, osobowości, celebryci i VIP-y składali swoje podpisy na wielkim lustrze zawieszonym na głównej ścianie lokalu. Dopiero jak zabrakło miejsca przerzucili się na ściany. Pewnego dnia wszedłem do lokalu i zauważyłem przy jednym ze stolików pod oknem samotnego mężczyznę. Nie poznałem go. Widziałem, że zamówił różne rodzaje śledzików oraz wódkę, jakże szczecińską, bo „Starkę”. Je, popija, widać, że się delektuje. I tak siedział przez kilka godzin. Ja nie podchodziłem, nie chciałem przeszkadzać w konsumpcji. Zająłem się swoimi sprawami. Ale co jakiś czas zerkałem, co ten samotny gość porabia. 

Wydawało mi się, że go skądś znam. I na to musiała zwrócić uwagę jedna z kelnerek – opowiada Bolesław Sobolewski. – Podeszła do mnie i mówi zdziwiona: „Szefie, szef nie poznaje?! To przecież Kazik, Kazik Staszewski!”. I dopiero wtedy mnie olśniło! Rzeczywiście, to był Kazik Staszewski z legendarnego Kultu! Słuchałem jego piosenek od dawna. Ale więcej go słuchałem, niż oglądałem. Nie rozpoznałem go więc. A poza tym, inaczej człowiek wygląda na scenie, inaczej na okładce płyty, a inaczej „na żywo”. A on siedział samotnie, nikt się do niego nie przysiadał, nie prosił o autograf, nie zakłócał mu tego spokoju. Myślę, że chyba z tego powodu był bardzo zadowolony. Wiadomo, taka postać jest zawsze oblegana przez fanów, wielbicieli. Podchodzę więc do niego, bo pomyślałem sobie: „taka gwiazda, żeby się nie poczuł źle, że go nikt nie rozpoznał”, przedstawiam się, mówię: „Panie Kazimierzu, pan taka kultowa postać u nas”. A on na to: „Jaki kultowy? Że z Kultem? Ale to inna bajka”. Ja na to: „I z Kultem, i z kulturą”. Pośmialiśmy się chwilę, pytam czy jeszcze sobie czegoś życzy. A on na to: „Chętnie, poproszę jeszcze coś do zjedzenia i „Starkę”. To wyjątkowa wódeczka. Pijam ją sporadycznie, ale jestem jej miłośnikiem, tej „staruszki”. Bo tak o niej mówił: „staruszka”, nie „Starka”. To była jego pierwsza wizyta u mnie. Potem były kolejne. Widziałem, że się dobrze u nas czuł. Ale wtedy za pierwszym pobytem zgodził się złożyć swój autograf. I wybrał też miejsce wyjątkowe. Bo na lustrze był już podpis wybitnego polskiego dyrygenta i kompozytora Jerzego Maksymiuka. No to Kazik stwierdził, że swój autograf pozwoli sobie umieścić tuż „pod Mistrzem” – wspomina Bolesław Sobolewski.

7( 128)
Lipiec'19