Klopp i polskie klopsy

Autor

Jerzy Chwałek

Sezon piłkarski 2018/19 za nami. W sytuacji, gdy nie są w nim rozgrywane finały mistrzostw świata ani mistrzostw Europy, najważniejsze stają się rozgrywki Ligi Mistrzów. Przyciągają setki tysięcy kibiców na trybuny i przed telewizory, a najlepszym klubom zapewniają aż nieprzyzwoicie duże dochody. Bo jak inaczej określić kwoty, które potentaci zarobili dla przykładu 2 lata temu, tylko za udział w Lidze Mistrzów – Real Madryt 150 mln euro, a FC Liverpool 100 milionów.

Właśnie drużyna z miasta Beatlesów, prowadzona przez niemieckiego szkoleniowca Jurgena Kloppa okazała się najlepsza w zakończonej edycji Ligi Mistrzów. „Kloppo” potwierdził, że jest trenerskim geniuszem, również dlatego, że jest dobrym człowiekiem, a ta zależność w sportowym świecie to już prawie zasada. Tak się składa, że miałem okazję dwukrotnie porozmawiać z Kloppem. Nie tylko dlatego, ani też na podstawie słów jakie powiedział krótko po wygraniu Ligii Mistrzów: „Jestem chrześcijaninem i wierzę w Boga. Najważniejszą osobą w historii jest Jezus” – twierdzę, że jest trenerem wyjątkowym.

Sprawa wiary to sprawa każdego z nas, ale takie cechy jak szacunek do drugiego człowieka, pokora w pracy, a jednocześnie dystans do samego siebie i do piłki nożnej świadczą o trenerskiej klasie Kloppa. Polskim kibicom wypada się cieszyć, że tak jak przed laty w Borussii Dortmund pod jego okiem rozwijało swój talent trzech polskich piłkarzy z Robertem Lewandowskim na czele, teraz robi to Kamil Grabara, najbardziej utalentowany polski bramkarz. W Europie Klopp, a w Polsce klops.

Nie udało się reprezentacji U-21 wywalczyć medalu i awansu na Igrzyska Olimpijskie podczas zakończonych mistrzostw Europy. Sensacją to nie jest, bo wiadomo, że jeden a nawet dwa mecze nasi piłkarze mogli wygrać sercem i bieganiem, ale więcej się nie da. Zbyt duża przepaść dzieli polskich piłkarzy od europejskiej czołówki i bez zmian w systemie szkolenia jej nie dogonimy. Stoimy w miejscu, a w obecnym świecie – też sportowym – oznacza to cofanie się. Wątpię, żeby naprawić polska piłkę miały obecne władze i terenowe struktury PZPN, z całym szacunkiem do prezesa Bońka, który chyba zamiast dużej aktywności w mediach społecznościowych, powinien wzmóc pracę organiczną w poprawę poziomu, o ile już nie naprawę polskiej piłki.

Znacznie gorzej niż z piłką reprezentacyjna jest z tą klubową na tle Europy. Totalnym klopsem można nazwać fakt, że mistrz Polski (Legia Warszawa) przegrywa rywalizację z mistrzem kraju, który można objechać samochodem w pół godziny, czyli Luksemburgiem. Tu już PZPN nie ponosi winy, że nawet najbogatsze kluby w Polsce marnotrawią pieniądze w sposób trudny do wytłumaczenia. Na przykład na ściąganie z zagranicy piłkarzy i trenerów wątpliwej jakości, a później płacenie im jeszcze odszkodowań.

W Szczecinie powiało optymizmem. Właściciele Pogoni zrozumieli, że zmianami trenera co rok niczego się nie ugra. Trener Kosta Runjaic dostał zaufanie od prezesa Mroczka i nowy trzyletni kontrakt. Kibicuję zarówno jemu jak i budowniczym stadionu z wiarą, że w 2022 roku będziemy mieli obiekt, jak i drużynę spełniającą oczekiwania sportowego Szczecina. 

 
7( 128)
Lipiec'19
gajda