Giba – prawdziwy zwycięzca

Jego życie od dzieciństwa było walką. Gdy miał niespełna 5 miesięcy lekarze wykryli u niego białaczkę limfoblastyczną. W sposób graniczący z cudem udało się pokonać nowotworowego rywala. Później, z jego własnego wyboru przeciwnikami stali zawodnicy po drugiej stronie siatki. Z reprezentacją Brazylii wygrywał wszystko, co mógł, wielokrotnie stając naprzeciwko reprezentacji Polski. Karierę zakończył 5 lat temu, ale w dalszym ciągu nie tylko z racji dźwięcznie brzmiącego pseudonimu Giba, bo naprawdę nazywa się Gilberto Amauri de Godoy Filho, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych siatkarzy na świecie.

Autor

Jerzy Chwałek

galeria

W Polsce bywał wielokrotnie jako siatkarz, ale też prywatnie, wspierając w trudnych chwilach nieżyjącą już siatkarkę Agatę Mróz i jej rodzinę. Obecnie jest ambasadorem firm Bio-Gen i PROCAM Polska, promuje zdrowy tryb życia i odżywiania wśród młodych ludzi. Do Szczecina zawitał pierwszy raz. Nie wypadało spotkać się z Gibą i jego żoną Marią Luizą w innym miejscu jak restauracja Brasileirinho. Rozpoznany przez wiele osób przed wejściem musiał pozować do zdjęć, a nawet odbijać piłkę z… turystką i fanką siatkówki z Brazylii, która błyskawicznie rozpoznała swojego słynnego rodaka. Wieczór spędzony we wnętrzach brazylijskiej restauracji, również z racji kulinarnych doznań, zapewne na długo pozostanie w pamięci Giby.

Polska jest bliska tobie praktycznie od dziecka. Skąd to się wzięło?

Moim rodzinnym miastem jest Kurytyba, gdzie mieszkałem od dziecka. To jest drugi największy ośrodek polonijny na świecie w którym pierwszym językiem jest... polski. Dorastałem w otoczeniu wielu Polaków, widziałem i poznawałem kulturę waszego kraju. To był pierwszy impuls na moje postrzeganie, a później relacje z Polską. Pierwszy raz przyjechałem do waszego kraju na jakiś turniej młodzieżowy w siatkówce w 1994 roku. Przyjeżdżając później wiele razy na kolejne turnieje i mecze miałem też okazję widzieć, jak Polska szybko się zmienia po upadku poprzedniego systemu i robiło to na mnie wielkie wrażenie.

Przyjeżdżałeś do Polski nie tylko jak zawodnik reprezentacji Brazylii. Wielu kojarzy ciebie z siatkarką Agatą Mróz…

Agata i jej choroba była drugim powodem, który tak bardzo zbliżył mnie do Polski. Jako dziecko też cierpiałem na białaczkę i udało mi się wygrać tę walkę. Moja rodzina i ja nie chcieliśmy nagłaśniać tej sprawy, ale jeśli już wyszła na jaw, to uznałem, że mówiąc o tym mogę pomóc innym.  Odwiedzałem Agatę w szpitalu, żeby śledzić jej walkę i dodać je otuchy. Spotykałem się z jej mężem, miałem okazję widzieć ich córeczkę. W tym samym czasie brałem udział w wielu akcjach charytatywnych w Brazylii, odwiedzałem w szpitalach chore dzieci. Agata była i jest bliska mojemu sercu. To była niesamowita, a jednocześnie tragiczna historia, gdy dokładnie dwa miesiące po urodzeniu córki, Agata odeszła od nas na zawsze. Ale pamięć pozostanie, skoro nawet powstał film o niej.

Czy utrzymujesz kontakt z jej rodziną do tej pory?

Oczywiście. Obecnie jest z tym trochę ciężko, bo dużo podróżuję. Ale przy okazji corocznego memoriału Agaty Mróz, albo memoriałów Huberta Wagnera czy Arkadiusza Gołasia mam okazję spotkać się i rozmawiać z mężem Agaty oraz ich córką. Niewykluczone, że zobaczymy się wkrótce na memoriale Wagnera w Krakowie.

Jest jakiś siatkarz z Polski, z którym kiedyś rywalizowałeś, a obecnie się przyjaźnisz?

Nie. Spotykam się z wieloma siatkarzami, choćby Pawłem Zagumnym i dużo rozmawiamy. Z Łukaszem Kadziewiczem miałem okazję pracować dla telewizji Polsat podczas ostatnich mistrzostw świata. Natomiast bardziej bliskich kolegów mam wśród Brazylijczyków czy graczy z Włoch, gdzie spędziłem najwięcej lat kariery.

Rok temu napisałeś na Twitterze, że przyjedziesz do Polski i zamierzasz dużo podróżować. Wszystko się sprawdziło, bo będąc ambasadorem firm Bio-Gen i PROCAM Polska, dużo jeździsz po naszym kraju. Co zrobiło w tym czasie na tobie największe wrażenie?

Przez niecały rok przejechałem w waszym kraju 50 tysięcy kilometrów. Odwiedziłem nawet wioski mające po dwustu mieszkańców. Odwiedziłem też dziesiątki szkół. Większość z tych dzieci, które mam okazję spotykać mnie nie zna, bo byli za młodzi, żeby widzieć mnie na boisku. Ale znają mnie z opowieści. Widzę, jak teraz rodzice mówią do nich: „O, to jest Giba, ten znany siatkarz”. Dzieci cieszą się z tego, że mogą mnie zobaczyć i poznać. To chyba moje najbardziej pozytywne wrażenie z tych kilkunastu miesięcy spędzonych w Polsce. 

Dlaczego zostałeś twarzą i ambasadorem firm, promujących zdrową żywność oraz zdrowy tryb życia?

Już jako niemowlę, ze względu na chorobę musiałem mieć odpowiednią dietę. Później też odżywiałem się i prowadziłem taki tryb życia, jaki wymagany jest od profesjonalnego sportowca. Myślę, że moja osoba dobrze wpisuje się w tę akcję. Stąd moje podróże i spotkania nawet w bardzo małych wsiach, bo tam poprzez uprawę, zaczyna się produkcja tej żywności. Chcemy docierać na wieś również dlatego, bo dzieci i młodzież mają tam mniejszą możliwość spotkań ze znanymi sportowcami. Spotkania odbywają się w salach sportowych, gdzie dzieci zadają mi wiele pytań. Z niektórymi spośród nich przeprowadzam trening, który trwa od 30 minut do jednej godziny. Mam 2 albo 3 takie spotkania dziennie, nawet w oddalonych sporo od siebie miejscowościach, stąd już ponad 50 tys. kilometrów na liczniku. 

A propos żywności, to ponoć sam świetnie gotujesz. To pasja czy może uczyłeś się zawodu kucharza?

Moja mama jest z zawodu kucharką, a tata też świetnie gotuje. Wielokrotnie przygotowywał przyjęcia typu barbecue i przyrządzał jedzenie dla przyjaciół. Od obojga wiele się nauczyłem. W 2015 roku wziąłem udział w telewizyjnym show kulinarnym MasterChef w Brazylii i go wygrałem.

Naprawdę?!

Jak nie wierzysz, to możesz sprawdzić na kanale You Tube – Giba7. Mogę praktycznie przyrządzić wszystko – rybę, kurczaka, każde inne mięso, makaron, a także zupy choćby barszcz. Bardzo lubię gotować i ja jestem kucharzem w domu, a nie Malu (tak zdrobniale siatkarz zwraca się do swojej żony Marii Luizy – przyp. red). 

Brazylijskie potrawy w restauracji, w której siedzimy zrobiły na tobie wrażenie…

I to wielkie. Przyznam, że tak przyrządzonego Churrasco Misto (półmisek dań mięsnych z dodatkami i sosami – red.) nie jadłem jeszcze nigdzie poza Brazylią. A w czasie kariery zawodniczej bywałem w brazylijskich restauracjach od Barcelony po Tokio włącznie. Pracujący tu szef kuchni Celso, który uczył się zawodu w Brazylii, przygotował całe menu znakomicie. Musiałem go pochwalić i za pomocą komunikatora w smartfonie przedstawić wszystkim moim znajomym.

Ze swoimi dużymi umiejętnościami kulinarnymi, nie myślałeś o otwarciu własnej restauracji?

Nie. Spełniam się jako kucharz gotując w domu. Natomiast z racji obowiązków nie byłoby to możliwe. Oprócz tych wynikających z kontraktów z polskimi firmami, sprawuję też funkcję Przewodniczącego Komisji Zawodników przy FIVB (Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej – red.), co wiąże się z podróżami po całym świecie. Ze względów logistycznych przeprowadziliśmy się do Warszawy z Łodzi, gdzie mieszkaliśmy na początku pobytu w Polsce.

Lubisz polską kuchnię?

Bardzo dobra. Najbardziej lubię żurek i pierogi z różnego rodzaju nadzieniem. Te potrawy zamawiam najczęściej, gdy jestem w Polsce. 

Żeby nie było tak, że rozmawiamy tylko o jedzeniu, to wróćmy do siatkówki. Jest coś, czego nie zdobyłeś w karierze siatkarskiej? 

Z reprezentacją Brazylii wygrałem wszystko co było do wygrania. Natomiast nie udało mi się zdobyć klubowego mistrzostwa Włoch i Rosji. W Rosji dwa razy byłem w finale z moim klubem Iskra Odincowo i dwa razy przegraliśmy. Z kolei we Włoszech byłem aż pięć razy w półfinale rozgrywek, a nigdy nie udało mi się dotrzeć do ścisłego finału. Czyli jest coś czego nie wygrałem i mały niedosyt, skoro dobrze pamiętam te fakty.

Jak długo zostaniesz w Polsce?

Dobre pytanie. Jeszcze nie wiem, choć mam pewne projekty i plan, żeby pozostać nawet do 2024 roku. Zobaczymy jak się ułoży.

Wielu sportowców, ale nie tylko, z Brazylii, zostaje po zakończeniu kariery w Polsce. Bardzo rzadko albo wcale nie zdarza się, żeby w podobnych okolicznościach zamieszkali tu Argentyńczycy, Urugwajczycy albo inne nacje z Ameryki Południowej. Jak to wytłumaczysz? 

Potrafimy wszędzie się łatwo adaptować. Z czego to wynika? Myślę, że jednym z powodów jest klimat. Brazylia jest wielkim krajem, ale wszyscy myślą, że u nas przez cały rok jest gorąco, a to nieprawda. Obecnie na południu Brazylii, również w mojej Kurytybie, jest zima i temperatura ok. -3/-4 stopnie. Jesteśmy przyzwyczajeni do różnego klimatu i to nam pomaga. Różnorodna kultura również ta, którą przywieźli do mojego kraju Polacy sprawia, że gdy przyjedziemy do Polski czy innych krajów w Europie jest nam łatwiej. Zwróć uwagę, że przed laty wielu Włochów wyjechało do Argentyny, więc teraz, gdy ich potomkowie wracają do Włoch, to szybko się adaptują. W Polsce byłoby im trudniej. Z własnego doświadczenia dodam, że pobyt i życie w waszym kraju, który tak szybko się rozwija, jest czymś niesamowitym.

 
Gilberto Amauri de Godoy Filho (ps.Giba)

ur. 23.12.1976 r. w Londrinie  |  wzrost: 192 cm

Pozycja na boisku: przyjmujący 

Sukcesy z reprezentacją Brazylii: 

  • mistrzostwo olimpijskie (2004),
  • 2 razy wicemistrzostwo olimpijskie (2008, 2012),
  • mistrzostwo świata (2002, 2006, 2010)
  • 3 razy Puchar Świata,
  • 8 razy wygrał Ligę Światową

Nagrody indywidualne:

  • Najlepszy siatkarz IO 2004, MŚ 2006,
  • najlepszy sportowiec Brazylii w 2006.
  • Zagrał 320 meczów reprezentacji Brazylii
  • 2 razy klubowe mistrzostwo Brazylii (2000, 2001)

Jego żoną była rumuńska siatkarka Cristina Pirv, z którą ma dwoje dzieci, córkę Nicol (15 lat) i syna Patricka (11 lat). Obecnie związany jest z modelką Marią Luizą Dautt. 

 
7( 128)
Lipiec'19