Dziwny jest ten tenis

Autor

Krzysztof Bobala

Oj, dziwny. I wcale nie mówię tutaj o poziomie i stylu mojej gry, chociaż kiedy porówna się moje granie do tych najlepszych, to wygląda jakbyśmy uprawiali dwie różne dyscypliny. Ale nie poziomem mojej gry chciałem się dzisiaj podzielić z Czytelnikami Prestiżu. Wielokrotnie spotykam się z opinią, że tenis, szczególnie dla początkujących, jest trudny. I to nie tylko w nauce samej gry, ale także w zrozumieniu przepisów, liczeniu punktów i wielu innych aspektach, którymi my, fani białego sportu, jesteśmy w stanie się zachwycać tygodniami. W tenisie mistrzostwa świata mamy nie raz na ileś lat, jak to się dzieje w innych dyscyplinach, ale cztery razy w roku. Bo czym innym, jak nie mistrzostwami świata są cztery turnieje Wielkiego Szlema: Australian Open, Roland Garros, Wimbledon i US Open. Przez dwa tygodnie, na kortach o różnej nawierzchni, rywalizują wszyscy najlepsi zawodnicy globu, a stacje telewizyjne i inne media przekazują najważniejsze chwile i wyniki w każdy praktycznie zakątek świata. Bilety rozchodzą się w mig, a atmosferę prawdziwego, sportowego święta trudno porównać z czymkolwiek.

Do tego ogromne pieniądze dla zawodników, pule nagród sięgające kilkudziesięciu milionów dolarów i bohaterowie tych wydarzeń. Ikony sportu i pop kultury. Któż dzisiaj nie zna sióstr Williams, Rafy Nadala czy Rogera Federera. Ogromne sumy wygrane na kortach, wielkie kontrakty reklamowe, własne linie i kolekcje butów czy sportowej odzieży.

To wszystko przemawia do wyobraźni milionom kibiców na całym świecie. Do tego cały ten tenisowy savoir vivre, tenisowa kindersztuba. Zachowuj się cicho na trybunach, nie klaszcz po złych zagraniach, nie wchodź na trybuny podczas gry, a jedynie w przerwie pomiędzy gemami, wyłącz dzwonek telefonu komórkowego. I tak od ponad stu lat wygląda tenis. Zmieniają się stroje, zmieniają materiały, z których produkuje się rakiety czy piłki, ale nie zmieniają się zasady. I to właśnie ta tradycja jest tak ważna w naszej ukochanej dyscyplinie. Ale najważniejsi są jednak bohaterowie tych spektakli na korcie. Ja, jako absolutnie zadeklarowany fanatyk, tenisa oglądam prawie codziennie. Dzięki cyfrowej telewizji podpatruję tenisistów walczących na kortach całego świata. Przeciętny śmiertelnik, kibic sportów wszelakich, z tenisem spotyka się właśnie głównie za sprawą rozgrywek Wielkiego Szlema. I kiedy tak od kilku lat zasiada przed telewizorem, aby obejrzeć kolejny finał zastanawia się. Co to za dziwny sport ten tenis, skoro ciągle wygrywa Federer, Nadal albo Djokovic. Przecież oni już powinni być na sportowej emeryturze. A oni grają i po raz kolejny zdobywają tytuły. Znajomi często, uważając mnie za fachowca od tenisa, pytają, czy nie ma przypływu młodych, czy to teraz się nie opłaca. Odpowiedź jest zawsze ta sama. Młodych, zdolnych nie brakuje. Spójrzmy na listy ATP. Zverev, Thiem, Tsitsipas, nawet nasz Hubert Hurkacz. Zapewne ciężko pracują, trenują w pocie czoła i mają niemałe umiejętności. Ale Nadal, Federer czy Djokovic to tenisowi nadludzie, to zawodnicy w historii tenisa wyjątkowi

i niepowtarzalni. Mecze pomiędzy nimi rozpalają tłumy, są inspiracją dla milionów dzieci i dorosłych uprawiających tę dyscyplinę, amatorsko czy zawodowo, na całym świecie. A piszę te słowa zaraz po zakończeniu tegorocznego Wimbledonu. Przez dwa tygodnie obejrzeliśmy dziesiątki wspaniałych meczy, setki rewelacyjnych zagrań, ale tylko dwa prawdziwe widowiska. Z galaktycznym poziomem, zwrotami akcji i niezwykłą dramaturgią. Półfinał pomiędzy Rafą i Federerem i to, co zapamiętamy na zawsze: finał Djokovic-Federer. Magiczny, o rekordowej długości blisko pięciu godzin gry i z poziomem bliskim ideału. Akurat podczas finału gościłem w domu kilku znajomych, którzy nie specjalni interesowali się tenisem, ale zostali zmuszeni do obejrzenia meczu finałowego. Trochę musiałem im tłumaczyć. Dlaczego jest 15:0, co to ten tie-break i dlaczego Federer, mimo że przegrał miał, lepsze wszelkie statystyki meczowe. Takie tam pytania laików. Po zakończeniu finału, wszyscy jak jeden mąż, z wypiekami na twarzy, deklarowali, że teraz to oni już ten tenis będą oglądać i właściwie to nie wiedzą, dlaczego wcześniej tego nie robili bo przecież ten tenis taki emocjonujący i wcale nie nudny. Już niedługo US Open. Goście już się zapowiedzieli na finał.

 
8( 129)
Sierpień'19
gajda