Piraci znad Bałtyku

Kochamy „Karmazynowego pirata”, „Czarnego korsarza”, „Wyspę skarbów” czy „Piratów z Karaibów”. Czarnobrody, Barbarossa, Długi John Silver, sir Francis Drake, Mary Read i oczywiście Jack Sparrow – to najbardziej znani morscy rozbójnicy. Od lat fascynują ludzi na całym świecie. Gdy jednak myślimy o piratach, przed oczami widzimy słoneczne krajobrazy karaibskich wód, a nie zimny, kapryśny Bałtyk. Jednak i nasze morze było niegdyś miejscem ich działalności, a według wielu historyków centrum „piractwa” znajdowało się nie na egzotycznej Tortudze, tylko na Gotlandii, szwedzkiej wyspie z lokalizacją właśnie na Morzu Bałtyckim.

Autor

Karolina Wysocka
Aneta Dolega

Wśród najbardziej znanych lokalnych piratów oraz korsarzy byli m.in. najprawdziwszy „wilk morski”, szczeciński możny Jan Wyszak oraz słowiański król Skandynawii, czyli Eryk I Pomorski, a także „Robin Hoodowie Bałtyku”: Bracia Witalijscy z Rudobrodym na czele. Ich historie są naprawdę fascynujące, dlatego drodzy Kamraci usiądźcie wygodnie i zaczytajcie się w naszych morskich opowieściach!

Pirat, kaper, korsarz i chąśnik

Zanim zagłębimy się w wir historii o bałtyckich rozbójnikach, warto dokonać małego rozróżnienia i przedstawić kilka faktów oraz ciekawostek. Piractwo to działalność typowo bandycka, ale korsarstwo (kaperstwo) było jego zinstytucjonalizowaną formą, chronioną przez monarchów lub miasta nadmorskie. – To piraci morscy zaopatrzeni w patenty, czyli listy kaperskie. Listy takie wystawiały miasta, związki miast (np. Hanza), książęta lub monarchowie. Korsarz, pływając pod własną banderą, działał w interesie swojego mocodawcy, szkodząc flocie przeciwnika. Zatrzymywał całość lub część łupów – mówi Jarosław Stychlerz z fundacji „Ścieżkami Pomorza”, który w wolnym czasie tropi zagadki naszego regionu. Najsłynniejszym kaprem był Paul Beneke. Dowodząc największym pływającym ówcześnie po Bałtyku statkiem „Peter von Danczk” (Piotr z Gdańska), 27 kwietnia 1473 r. zaatakował i zdobył płynącą z Brugii do Southampton galerę „San Matteo”. – Zdobył nie tylko bajeczne skarby wycenione na 48 tys. guldenów, ale także tryptyk Hansa Memlinga „Sąd Ostateczny”, przekazany następnie Kościołowi Mariackiemu w Gdańsku – mówi Joanna Kościelna, kulturoznawca, badaczka historii Księstwa Pomorskiego. Atak hanzeatyckiego korsarza uważano za kontrowersyjny, gdyż przez poszkodowanych był to czyn piracki. Wywołało to spór, w który zaangażowali się m.in. Medyceusze – ówczesny największy bank świata, książę Karol Śmiały i sam papież. Sam kapitan statku wykonał tylko swoją robotę, zresztą jedną z wielu. W okresie wczesnego średniowiecza plagą mórz północnych byli skandynawscy wikingowie i słowiańscy chąśnicy. Ci drudzy („chąśnicy” i „chąsa” – grupa wojowników wraz z ich statkami, wywodzą się z połączenia dwóch pokrewnych słów: „chasa” – gromada, zgraja i „chąśba”· – napad, rozbój), byli spotykani m.in. w Wolinie, Kołobrzegu, Stargardzie i Szczecinie. –  Apogeum działalności chąśników to zdobycie i splądrowanie w 1135 r. Konungaheli (dziś Kungälv w Szwecji). Wyprawą, w której miało uczestniczyć ponad 700 słowiańskich statków dowodził książę Racibor I  – opowiada Joanna Kościelna. –  Najeźdźcy wrócili na Pomorze z łupami i wielką liczbą jeńców, a zniszczony gród nigdy już nie podniósł się do dawnej potęgi. Niektórzy badacze uważają, że wśród zdobyczy był relikwiarz św. Korduli, który do 1945 r. znajdował się w skarbcu katedry w Kamieniu Pomorskim. Kres aktywności chąśników przyniósł rok 1184 (klęska księcia Bogusława I w bitwie pod Zingst) i wymuszone uspokojenie w stosunkach Księstwa Pomorskiego z Danią.

Na tropie morskich rozbójników

Gdzie w naszym mieście szukać śladów lokalnych morskich rozbójników? Tomasz Markowski w artykule „Piracka wersja historii” proponuje zacząć od ulicy Korsarzy. Przypomina, że w Szczecinie w czasach powojennych szukano polskich śladów, a stara marynarka Rzeczpospolitej to byli przede wszystkim korsarze. Zauważa, że nazwa ulicy może być wyrazem pamięci o pirackiej flocie, toczącej w imię Polski boje z Krzyżakami, Szwedami czy Moskalami. Wspomina też, że nasz najsłynniejszy szczeciński książę, czyli Bogusław X, przeżył przygodę z piratami podczas pielgrzymki do Jerozolimy. Co ciekawe, jako pokutnik, nie miał przy sobie broni i walczył z rozbójnikami… rożnem! Cała historia tak poruszyła innych, że napisano na jej bazie pierwszą pomorską sztukę teatralną. Jarosław Stychlerz poleca odwiedzić ulicę Jana z Kolna, żeglarza, legendarnego odkrywcy Ameryki.  – Historyk Joachim Lelewel uważał, że był on polskiego pochodzenia. Legenda o Janie przeniknęła do literatury i sztuki. Stefan Żeromski pisał na jego temat w zbiorze „Wiatr od morza”. Czy był piratem? Tego nie wiemy – dodaje Jarosław Stychlerz.

Według Saxo Gramatyka początki piractwa na południowym wybrzeżu Bałtyku łączą się z legendarnym grodem Wikingów – Jomsborgiem. Historycy zaznaczają, że wczesnośredniowieczne siedziby rozbójników morskich znajdowały się na Wolinie, a także w okolicach wyspy Uznam i Szczecinie. Co ciekawe, szczególnie złą sławą okrutnych zbójów cieszyli się Wkrzanie, a za najgorszych bandytów uznawano m.in. mieszkańców ujścia Odry i Piany! Podobno podróże handlowe połączone z korsarstwem były we wczesnym średniowieczu pospolitym zajęciem Szczecinian, a ich uczestników powszechnie szanowano. Lokalni możni posiadali okręty i chętnie wyprawiali się na wybrzeże duńskie. Wyprawy organizowali też książęta pomorscy, w tym wspomniany wcześniej Racibor, bratanek Warcisława I. Do piractwa skierowała ich słabość Danii (chcieli odwetu za wcześniejsze najazdy), a także ekspansja niemiecka oraz polska. Według znawców tematu przed każdą wyprawą w świątyni na Górze Trygława (dzisiejsze wzgórze zamkowe), dokonywano wróżb, które miały zapewnić pomyślność w podróży. W przestrzeni sacrum losowano, gdzie ma odbyć się wyprawa. Ówcześni rozbójnicy morscy uważali, że bóstwo wskazywało cel napadu. Część łupów oddawano mu na ofiarę, a resztę zachowywano. Pirackie działania według dawnych rozbójników nie były moralnie złe, bo rabunek dokonywał się „za przyzwoleniem” ich boga. 

– Czy byli romantycznymi morskimi włóczęgami, jak chętnie widzi ich legenda? – zastanawia się Joanna Kościelna. – Na morze wyganiała ich częściej bieda, niż chęć przeżycia przygody. Piractwo wymagało bezwzględności, nawet okrucieństwa. Zajęcie było ryzykowne, bowiem rozbójników tępiono powszechnie, a kary za rozbój były okrutne. W starożytności było to ukrzyżowanie (tak ukarał piratów Gajusz Juliusz Cezar), w średniowieczu i później – powieszenie lub ścięcie mieczem (taki los spotkał Klausa Störtebekera i jego towarzyszy w roku 1401 w Hamburgu). Wśród najbardziej znanych lokalnych piratów wczesnego średniowiecza był Domasław, który podczas wypraw na obczyznę został chrześcijaninem, ale po zawarciu małżeństwa ze szczecinianką, wrócił do poprzedniego, pogańskiego obyczaju i oczywiście – Jan Wyszak, zasługujący na nieco dłuższą wzmiankę. W późniejszych czasach w temacie piractwa było jeszcze ciekawiej!

Proroczy sen żeglarza/ Jan Wyszak, XII w.

Naszym najbardziej znanym lokalnym morskim rozbójnikiem jest Jan Wyszak. Był możnym, wójtem na podgrodziu. Podobno bardzo go szanowano w Szczecinie. Pojawia się nawet w łacińskich dokumentach jako Johannus Witscacus. Majętny Wyszak wraz ze swoją piracką załogą napadał na Duńczyków, a łupy przywoził do domu. – Według źródeł historycznych był świetnym żeglarzem, dawał sobie radę w najgorszych warunkach na morzu. Nie miał sobie równych w walce, gołymi rękami potrafił pokonać przeciwnika – mówi pan Jarosław. Dobra passa rozbójnika skończyła się, kiedy stanął na czele okrętów księcia Racibora. Flota wpadła w zasadzkę. Duńczycy wtrącili Wyszaka do lochu, a jego kompanów stracono. Według legendy korsarzowi przyśnił się Otton
z Bambergu. Wyszak obiecał mu, że zaprzestanie pirackiego życia. Gdy zbudził się ze snu, zbiegł z lochu, znalazł niewielką łódkę i wrócił do Szczecina. Swoje ocalenie przypisał Ottonowi. Od tej pory wspomagał biskupa w działaniach na rzecz chrystianizacji Pomorza. Podobno to jego głos przeważył w tej sprawie na wiecu w naszym mieście. Wyszak był więc nie tylko legendarnym bohaterem pogańskiego Szczecina, ale też jednym z pierwszych, którzy przyjęli chrzest na tych ziemiach.

Dziś jego postać przypominają pomnik „Łódź Wyszaka” w Alei Żeglarzy, browar „Wyszak” na Podzamczu i rzeźba znajdująca się na fontannie przy Wałach Chrobrego (mężczyzna trzymający koło sterowe).
Co ciekawe, tuż obok postaci Wyszaka, stoi wspomniany wcześniej Jan z Kolna, żeglarz, który według legendy dopłynął do Ameryki przed Kolumbem.

Robin Hoodowie mórz/ Bracia Witalijscy, XIV i XV w. 

Bracia Witalijscy byli organizacją opartą o równość. Inna ich nazwa to Bracia Wiktuałowi (pochodzi od łacińskiego słowa „victualis”, czyli żywność). Bracia, którzy przynoszą żywność… dość osobliwe określenie na rozbójników morskich, ale po części mające sens, bowiem Braciom towarzyszyła legenda podobna do tej, którą w Polsce owiany był Janosik, a na Wyspach Brytyjskich – Robin Hood. Przez kupców byli postrzegani jako rozbójnicy, ale ludzie biedni nazywali ich bohaterami. Ich zawołanie brzmiało „Przyjaciele Boga i wrogowie całego świata!”. To oni, według Tomasza Markowskiego, stworzyli najpotężniejsze znane państwo pirackie – na wspomnianej wcześniej bałtyckiej Gotlandii, z główną siedzibą w Visby. Właśnie tam, wiele lat później, być może zachęcony ich legendą, swoją korsarską przygodę rozpoczął Eryk Pomorski.

Opowieści, które o nich krążyły, miały przełożenie w rzeczywistości. Przykładem tego jest współpraca Braci w Hanzą. Był to związek miast, który rozciągał się wzdłuż północnych wybrzeży Niemiec i wokół Bałtyku. Miał charakter handlowy, coś jak współczesna korporacja. Oczywiście Hanza była atrakcyjnym kąskiem i broniąc swoich interesów wdawała się w wojny. W czasie jednego z takich konfliktów, należący do Hanzy Sztokholm, został otoczony przez wojsko duńskiej królowej Małgorzaty. Hanza do obrony mieszkańców miasta wynajęła Braci Witalijskich. Ci, zaprawieni w bojach, uratowali Sztokholm.  Z czasem jednak Hanza sprzedała miasto swoim wrogom, a Bracia pozostawieni sami sobie wrócili do pirackiego rzemiosła. Praca dla związku im się nie opłacała. Od tej pory atakowali statki wszystkich stron, mając faktycznie poparcie ludności, z którą dzielili się zdobyczami. Grabili także miasta, od Norwegii po Finlandię. Co ciekawe, na wojnę z nimi poszedł Szczecin, który wystawił przeciw Braciom 200 zbrojnych, 2 kogi (duże statki handlowe) i 4 statki pomocnicze. Jednak finalnie rozbójników pokonał zupełnie ktoś inny! Konrad Von Jungingen, był starszym bratem słynnego Ulricha, wielkiego mistrza zakonu Krzyżackiego, znanego nam z bitwy pod Grunwaldem. Konrada, w odróżnieniu od brata, zawsze ciągnęło do morza i to on z zaskoczenia zdobył pirackie zamki i zajął Visby. Rozbici Bracia odnaleźli się na Morzu Północnym ścigani przez hanzeatyckie kogi, ale ich historia na Bałtyku się definitywnie zakończyła. I tu ciekawostka, którą trudno znaleźć w szkolnych podręcznikach do historii: kronikarze hanzeatyccy rozbicie floty Braci Witalijskich opisywali jako znacznie ważniejsze wydarzenie, niż klęska Krzyżaków pod Grunwaldem! Cóż… obok uznania Bałtyku za centrum piratów, to kolejna informacja, która sprawia, że powinniśmy być ogromną atrakcją turystyczną, ale to już zadanie współczesnych. Wróćmy jeszcze do naszych Braci, a dokładniej ich szefa.

Jednym z ich przywódców, był wspomniany już Klaus Störtebeker (Rudobrody). Znany był też z tego, że „na raz” potrafił opróżnić czterolitrowy dzban piwa i nigdy się nie upijał. Stąd wziął się jego przydomek Störtebeker (w pol. tłum. – tęgopój). Przeszedł do legendy nie tylko jako pirat, ale też obrońca biednych oraz uciśnionych. Śpiewano o nim pieśni. Grabił bogatych, ubogim pomagał, a zdobycze dzielił równo między kamratów i wdowy po zabitych. Ubodzy za zdobyte kosztowności chętnie się rewanżowali, przekazując mu informacje o koncentracjach oraz ruchach flot poszczególnych państw. W pewnym momencie miarka się przebrała. Hamburscy, hanzeatyccy kupcy mieli go dosyć. Rudobrody został schwytany i stanął przed trybunałem. Został skazany na śmierć. W Hamburgu na rynku stoi jego pomnik, w tym samym miejscu, w którym miała miejsce jego egzekucja. Także w Stralsundzie można znaleźć pamiątkę po Braciach Witalijskich. – Browar Störtebeker Braumanufaktur nosi imię słynnego pirata, a w jego logo znajduje się łajba piratów – mówi Jarosław Stychlerz. Co ciekawe, w 2006 roku powstał niemiecko-hiszpański film o Braciach Witalijskich, pt. „Klaus Störtebeker: Pirat z Północy” – O losie pirata Störtebekera i Braci Witalijskich opowiada polska szanta zespołu Cztery Refy. Utwór pochodzi z repertuaru niemieckiej grupy Hart Backbord – dodaje pan Jarosław.

Król korsarzy/ Eryk I Pomorski, 1382-1459

Chłopak z Darłowa, książę z dynastii Gryfitów, król trzech państw skandynawskich i przystojny przywódca korsarzy, którego zawsze wspierały inteligentne kobiety – Eryk I Pomorski to jedna z najciekawszych postaci nie tylko lokalnej, ale też europejskiej historii. Urodził się w 1382 roku. Był wysokim, rudowłosym, dobrze zbudowanym mężczyzną. Historycy zauważają, że szanował rycerskie ideały, choć bywał gwałtowny i porywczy. Kochały się w nim księżne, królowe, a nawet cesarzowe. – Kobiety interesowały się nim nie tylko dlatego, że był monarchą, ale też ze względu na wygląd i inteligencję – podkreśla Karol Matusiak z Zamku Książąt Pomorskich w Darłowie. Burzliwe życie Eryka mogłoby posłużyć za scenariusz przygodowego filmu! Adoptowany przez cioteczną babkę, ambitną norweską królową Małgorzatę, w wieku 7 lat po raz pierwszy został królem. Niedługo później był już władcą trzech skandynawskich państw: Danii, Norwegii i Szwecji. Małgorzata, inteligentna opiekunka, którą śmiało można nazwać „średniowieczną businesswoman”, sprawiła, że stał się Cesarzem Północy. Eryk jednak nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. Na swojej tarczy herbowej umieścił rodowego gryfa, a w polityce uwzględniał interesy księstwa pomorskiego. Jego żoną była angielska królewna Filippa, która starała się wspierać króla w działaniach i umacnianiu władzy. Po jej śmierci, Eryk związał się z dwórką małżonki, Cecylią, z którą był do końca swoich dni. Warto zaznaczyć, że to z jego inicjatywy powstał zamek Kronborg, słynny na cały świat, dzięki szekspirowskiemu „Hamletowi”! Dziś Eryka uznaje się za prekursora Unii Europejskiej i wielkiego budowniczego, ale w czasach jego panowania współcześni nie oceniali go tak dobrze. Konflikty z możnymi, wyniszczające wojny (np. o wpływy na Bałtyku z Hanzą), wysokie podatki, trudny charakter króla oraz niechęć do władcy z obcego kraju sprawiły, że został zdetronizowany. Ostatnim skrawkiem Skandynawii, który mu został, stała się Gotlandia. Tam odrzucony król stworzył prawdziwe morskie imperium! Zabrał ze sobą dobre statki, pokaźny majątek, wiernych towarzyszy, ukochaną Cecylię i został panem na Bałtyku. Pobierał cło od wszystkich statków oraz załóg przepływających jego strefę. Stał się bogatym, groźnym wodzem korsarzy. Proponowano mu powrót na skandynawski tron, ale dumny Eryk chciał rządzić tylko na swoich warunkach. Znacznie uprzykrzał życie Hanzie i skandynawskim władcom, tłumacząc, że korsarskie ataki, których się dopuszcza, są na potrzeby utrzymania jego małego imperium. Nazywano go „ostatnim wikingiem Bałtyku”, choć nie podbijał lądów. Kierował też działalnością piratów w sposób legalny, przynajmniej w jego rozumieniu prawa. – Dawniej słowo „wiking” kojarzono również z wyrazem „wojownik” – dodaje pan Karol. Północni królowie mieli jednak dość jego pirackich wyczynów i postanowili usunąć z wyspy morskiego rozbójnika. Eryk ostatecznie sprzedał Gotlandię Duńczykom. Powrócił bezpiecznie do rodzinnego domu, czyli na darłowski zamek. Zabrał ze sobą królewskie insygnia, armaty, Cecylię i oczywiście skarby, w tym m.in.: złote oraz srebrne figury świętych, róg jednorożca (narwala), zastawy, cenne meble, a także złotą gęś, symbolizującą pogardę dla hałaśliwych kupców Hanzy. 

Po objęciu władzy w księstwie, Eryk złagodniał. Pomagał rozstrzygać lokalne konflikty i wziął ślub z ukochaną. Zmarł w 1459 roku, a przed śmiercią przekazał skarb krewnej, księżniczce Zofii. Zostawił sobie tylko jedną pamiątkę, złotego gołębia, którego zabrał ze sobą do grobu. Do dziś o majątku niezwykłego monarchy krążą legendy! Poszukiwacze skarbów stale szukają ukrytych kosztowności Eryka. – Pewnego dnia przyjechała do nas grupa Duńczyków. Postanowili w pobliskiej rzece szukać skarbów. Podpływali pontonem pod zamek i nurkowali blisko fosy, bo według jednej z legend, to tam zostały ukryte kosztowności króla – wspomina Karol Matusiak. Co jakiś czas organizowane są różnego typu ekspedycje, przeszukujące dno Bałtyku. Zainteresowani szukają m.in. dwóch korsarskich statków Eryka, które według opowieści, zatonęły podczas sztormu na morzu, kiedy władca wracał do Darłowa. Kilka lat temu w Bałtyku faktycznie znaleziono okręt, który mógł należeć do niezwykłego króla. – Był tam garnek z monetami z okresu panowania Eryka – tłumaczy pan Karol. Sam wierzy, że istnieje jeszcze wiele skarbów do odkrycia i zaprasza do darłowskiego zamku, gdzie dla żądnych przygód przygotowano specjalną zabawę. – W poszukiwanie skarbów Eryka i poznawanie kolejnych sekretów historii, chętnie angażują się zarówno dzieci, jak też dorośli – mówi z uśmiechem.

Pod czarną banderą

Tak wyglądało prawdziwe życie morskich rozbójników. Piraci nadal istnieją i są zwykłymi wodnymi przestępcami. W naszej wyobraźni jednak żyje wizerunek romantycznego, mającego mnóstwo przygód rozbójnika morskiego. Znajdziemy go w książkach, filmach a nawet: codziennym życiu. – W czasach nowożytnych korsarze byli nie tylko bezwzględnymi łupieżcami, wśród nich znaleźli się też znakomici kartografowie, geografowie, rysownicy, znawcy (nie tylko morskiej) flory i fauny – przytacza ciekawostkę Joanna Kościelna. – Historia odkryć geograficznych wiele zawdzięcza ich przedsiębiorczości, a w atlasach geograficznych można znaleźć nazwiska wielu z nich, np. Cieśnina Drake’a. 

A skąd się wzięło nasze wyobrażenie romantycznego rozbójnika? – Uważa się, że literacki wizerunek pirata stworzył w 1724 r. kapitan Charles Johnson (nie jest wykluczone, że to pseudonim Daniela Defoe). W książce pod barokowym tytułem „Generalna historia rabunków i morderstw najbardziej zagorzałych piratów” (A General History of the Robberies and Murders of the most notorious Pyrates), wprowadził na jej karty portret jednookiego zbója z przepaską na oku, sztuczną nogą i papugą na ramieniu – wyjaśnia Joanna Kościelna i dodaje: –  Ważniejsze jednak, niż stworzenie zewnętrznego wyglądu, było wykreowanie profilu psychologicznego pirata. Niezależnie od płci, bo piratami były też kobiety, chciwego tak samo przygód, jak łupów, brawurowo odważnego, z anarchistycznym wręcz umiłowaniem wolności oraz nienawiścią do wszelkiej władzy i ograniczenia. Towarzyszy piratom legenda ukrytych lub zatopionych skarbów z nieodłączną tajemniczą mapą. Taki obraz odnajdujemy w powieściach Roberta Louisa Stevensona i jego licznych następców. 

Kolejna ciekawostka, o której warto wspomnieć, to słynna bandera morskich rozbójników. Jednym z klasycznych motywów pirackich, używanych także przez współczesnych, jest Jolly Roger (Wesoły Roger): czarna flaga z białą czaszką i skrzyżowanymi pod nią piszczelami. Pierwszy tego symbolu użył irlandzki rozbójnik Edward England, natomiast czaszka ze skrzyżowanymi szablami była emblematem Perkalowego Jacka. Piraci wykorzystywali także inne motywy: szkielety, krwawiące serca, klepsydry (symbol śmierci) i kordelasy. Ale to Jolly Roger przetrwał do XXI wieku i nadal wesoło się do nas szczerzy.

Na koniec mały prezent od nas, a właściwie od piratów. Przepis na ich tradycyjny poncz: jeden kubek soku z limonki, dwa syropu cukrowego, trzy kubki ciemnego rumu i cztery herbaty. Do tego odrobina nalewki Angostura i szczypta przypraw. Podawać schłodzone z dużą ilością lodu. Smacznego!

źródła: „Piraci Bałtyku i zagłada Helu”, T. Słomczyński; „Eryk Pomorski”, J.Wołucki; „Piraci słowiańscy w XII wieku”, M. Janik; „Piracka wersja historii”, T. Markowski; „Dlaczego żeglarze nie potrafią pływać oraz inne morskie opowieści”, N. Compton; „Życie codzienne w średniowiecznym mieście hanzeatyckim na Pomorzu”; H.J.Kahle, J.Vick, H.J Wessel; „Wojny na Bałtyku X-XIX w.”, E. Kosiarz; ”Złoty wiek piratów. Prawda i mity o piratach”, B. Little; „Piraci w świecie grecko-rzymskim”, P. de Souza

8( 129)
Sierpień'19
gajda