Sztuka dobrego dialogu

Rozmowa to ważna rzecz, dobrze przeprowadzona potrafi wiele załatwić. Dyplomata to człowiek, który tę sztukę ma opanowaną do perfekcji, gdyż to od niego zależą nasze relacje z innymi, szczególnie na międzynarodowej scenie. Także i o tym porozmawialiśmy z Michałem Marcinkiewiczem, byłym konsulem RP w Helsinkach, posłem na Sejm VI Kadencji, radnym Szczecina w latach 2006-2007.

Autor

Aneta Dolega

Wśród funkcji, które Pan do tej pory sprawował jest praca w dyplomacji. Skąd takie zainteresowania?

Polityka zagraniczna zawsze przewijała się w moim życiu. W trakcie studiów pracowałem w Parlamencie Europejskim współpracując z polskimi europosłami. Pracowałem na płaszczyźnie administracyjnej, zajmując się pracami parlamentarnymi i współpracy z innymi instytucjami unijnymi. To zapoczątkowało mój zawodowy związek z dyplomacją. Zanim jednak zająłem się dyplomacją na poważnie, pełniłem inne funkcje ale zawsze z polityką zagraniczną w tle. Byłem radnym, później posłem na Sejm. Blisko współpracowałem z ówczesnym ministrem Spraw Zagranicznych Radosławem Sikorskim, będąc członkiem komisji spraw zagranicznych. Po zakończeniu kadencji zrobiłem aplikację dyplomatyczną.

Łatwo jest zostać dyplomatą?

Można to w zasadzie porównać do regularnych studiów. Trzeba zaliczyć 30 przedmiotów w formie szkoleń począwszy od prawa konsularnego, cywilnego i administracyjnego, poprzez protokół dyplomatyczny i politykę europejską po dwustronne relacje na linii Polska i dany kraj. Wszystko kończy się egzaminami. Dodatkowo trzeba udokumentować znajomość języków obcych na poziomie zaawansowanym poprzez zdanie egzaminów resortowych. 

Na czym w takim razie polega praca dyplomaty? Co to jest dyplomacja?

Ogólnie mówiąc to umiejętność porozumienia się, budowania wieloletnich relacji opartych na współpracy przy odmiennych bardzo często interesach obu stron. W codziennej pracy dyplomata stara się tak prowadzić rozmowy, aby nie obrazić drugiej osoby. W dzisiejszym czasach jest to bardzo ważne i patrząc na to co się dzieje na świecie: bardzo trudne. Bycie dyplomatą to przede wszystkim służba na rzecz ojczyzny, dla jej dobra i w jej interesie. Dyplomacja żeby była skuteczna musi opierać się na poszanowaniu drugiej strony, tworzeniu dobrego klimatu, a nie obrażaniu bądź nie szanowaniu innych, czego niestety jesteśmy świadkami słuchając wypowiedzi współczesnych polskich polityków. Dyplomata nawet jeśli ma konkretne poglądy polityczne to musi pamiętać, że pracuje na rzecz całego kraju i jego interesy reprezentuje, a nie na rzecz frakcji rządzącej. 

Czym się pan zajął dokładnie po zdaniu aplikacji?

Wyjechałem na placówkę do Finlandii, gdzie sprawowałem urząd konsula RP. Nie jest to łatwa rola. W pewnym sensie jest to praca 24 godziny na dobę. Konsuli często porównuje się do Wojewodów, gdyż ich kompetencje są w pewnym sensie zbliżone. Z jednej strony otacza Polaków opieką konsularną mając styczność z sytuacjami losowymi takimi jak wypadki, a czasem również ze śmiercią. Z drugiej zaś reprezentuje nasz kraj na różnego rodzaju oficjalnych spotkaniach lub uroczystościach. Skończywszy na zabezpieczeniu prawa Polaków do posiadania wszelkich urzędowych dokumentów oraz co ciekawe udzielania ślubów cywilnych. Umiejętności dyplomatyczne są tu niezbędne, gdyż cały czas ma się bezpośredni kontakt z ludźmi o różnych temperamentach i cechach charakteru.

Jacy są Finowie? Czego my Polacy moglibyśmy się od nich nauczyć?

To, co jest największą wartością w Finlandii to poukładany sposób funkcjonowania państwa. Oczywiście i tam pojawiają się radykalizmy, nacjonalistyczne zapędy, ale fiński system polityczny jest tak skonstruowany, że nie dopuszcza do głosu pewnych niebezpiecznych zjawisk. U nich wszystko jest przewidywalne, czego znowu brak w Polsce. Niestety codziennie jesteśmy czymś zaskakiwani, niekoniecznie pozytywnie. Nie wiemy co się za chwilę wydarzy i jakie szalone pomysły pojawią się w głowach rządzących. W Finlandii występuje różnorodność w poglądach i ideach ale panuje przy tym ustalony system hierarchii i wartości, którego nie da się, od tak, przestawić do góry nogami. Druga wartościowa rzecz dotyczy codziennego życia. Miasta jako przestrzenie publiczne są całkowicie otwarte dla mieszkańców, np. przy głównej ulicy Esplanadi w Helsinkach są tereny zielone. Kiedy przychodzi wiosna wszyscy Finowie organizują pikniki. W każdy weekend rozkładają koce, biorą ze sobą dzieci, jedzenie i odpoczywają.

W centrum miasta. Kolejna rzecz to ich stosunek do zasobów naturalnych. Finlandia jest producentem drewna, ich największym skarbem są lasy. Oczywiście żyją z produkcji drewna ale równocześnie dbają by las cały czas się odtwarzał. Dbają o klimat, walczą z plastikiem na różne sposoby. Edukują w kierunku dbania o środowisko naturalne. W obliczu coraz szybciej narastających zmian klimatycznych to szczególna umiejętność, którą powinniśmy wprowadzić w Polsce.

Zdecydowanie. Powinniśmy zrezygnować z węgla, który zatruwa nasze powietrze i postawić na odnawialne źródła energii. Niestety, i powiem to wprost, ten sposób pozyskiwania energii wręcz zamordowano w Polsce. Zrobiono to poprzez ustawę, która zablokowała produkcję i sprzedaż czystej energii na rzecz sprowadzania rosyjskiego węgla w ilościach niewyobrażalnych. Koniecznie potrzebna jest zmiana myślenia. Dobrym przykładem edukacji w tym kierunku jest np. akcja, którą wprowadził u siebie w mieście prezydent Warszawy. Uruchomiono automaty, do których można oddawać plastikowe i szklane butelki w zamian za zniżki do teatrów i kin. Ten przykład jest dobry tylko odbywa się lokalnie, a my potrzebujemy zmian w skali makro.

Wracając do dyplomacji chciałabym się Pana zapytać o zjawisko, które w ostatnim czasie bardzo się nasiliło i wiąże się z nieumiejętnością prowadzenia dialogu. Dotyczy to głównie fali tzw. hejtu, którego największym forum jest Internet. Zrobiliśmy się sfrustrowanym, wręcz agresywnym społeczeństwem, które nie lubi inności i siebie nawzajem.

Doszliśmy do takiego dziwnego momentu, że im bardziej jesteś agresywny i nienawistny tym czujesz się bardziej pewnie. Nie lubię określenia „hejt” dlatego, że jest to wyrażenie obce i nie do końca zrozumiałe. Zdecydowanie bardziej przemawiające do ludzi jest sianie nienawiści, czyli coś bardzo negatywnego i mocnego. A sprawy trzeba nazywać po imieniu. Rządzący, a nawet niektórzy hierarchowie kościelni nakręcają machinę nienawiści i zbijają na tym kapitał. Jest to niedopuszczalny wręcz obrzydliwy sposób działania, nie tylko w życiu politycznym, ale także społecznym i publicznym. Finalnie i tak na koniec dnia żyjemy w tym samym mieście, na tej samej dzielnicy, ulicy. Zmiany muszą się zacząć od samej góry.

Pochodzi pan ze Szczecina i często tu przebywa. Jak z perspektywy osoby, która pewną część czasu spędziła poza nim ocenia pan Szczecin?

To moje miasto, tu się urodziłem skończyłem studia, mam rodzinę i mieszkanie. Oczywiście praca doradcy Wicemarszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jest niezwykle absorbująca, tak więc żyje od wielu lat praktycznie na dwa domy jeden w Szczecinie, drugi
w Warszawie.  

Powracając do Szczecina, to pamiętam jak 13 lat temu byłem w sztabie wyborczym obecnego Prezydenta Piotra Krzystka i naszym hasłem inauguracyjnym było „Będziemy dumni ze Szczecina”. Od tego czasu nasze miasto bardzo się zmieniło. Oczywiście możemy narzekać, że pewne rzeczy działy się zbyt wolno i że wiele miast nas wyprzedziło. Daleko jeszcze do zrealizowania wizji Szczecin 2050, ale idziemy w dobrym kierunku. A Szczecin to piękne i wyjątkowe miasto.

A to co dziś jest najważniejsze to fakt, że poza zmianami infrastrukturalnymi nastąpiła bardzo głęboka zmiana społeczna. Proszę spojrzeć na wachlarz inicjatyw oddolnych, które mają tu miejsce takich jak np. nocne biegi przełajowe. Szczecin jest miastem zieleni i wody.  Moi znajomi, którzy przyjeżdżają tu z innych miast i państw są zachwyceni Łasztownią, Wyspą Grodzką, Wałami Chrobrego. Czuć też historię tego miasta. Ogromnym plusem jest to, że miasto zwróciło się w stronę wody, co jest trendem światowym. Myślę, że to są największe zalety Szczecina.

Dziękuję za rozmowę.

 
9( 130)
Wrzesień'19
gajda