Jesienią opadają tylko liście

Autor

Szymon Kaczmarek

Co robić w sytuacji, gdy opadają ręce?

Gdy niezgłębiona (wydawałoby się) studnia twojej cierpliwości, wyczerpana. Kiedy najprostszy argument staje się grochem rzucanym w gruby mur niezrozumienia, a może tylko głupoty. Co robić, gdy ręce jak jesienne liście?

Znajomemu z fejsa można dać bana. Pstryk i chłopa nie ma. Przynajmniej wśród tych, którzy mogą ci odszczekać w nieprzewidywalny sposób. A co! Niech wie, kto tu ma władzę. Wszak już starodawne porzekadło mówi: wolnoć Teofilu na własnym profilu. I nie będzie mi tu jeden z drugim mowy nienawiści uprawiał. Gorzej sprawy się mają w realu, albo jakimś innym „ołszanie”. Tu spotykasz typa twarzą w twarz, czyli znowu fejs. 

Fejs tu fejs. Idziesz sobie uwieszony na wózku, wolnym, spacerowym krokiem, a tu raptem, w alejce z przyprawami twój kolega, z którym na większą połowę świata, zdania macie zgoła odrębne. Jest wąsko, więc o wycofaniu się nie może być mowy. Sytuacja niezręczna, jak u jednorękiego żonglera. Jedynym wyjściem pozostaje atak. Bezpardonowy, z pominięciem zasad dobrego wychowania i savoir vivre’u. Coś w stylu: no, wiesz, ja też nie jestem bez wad. Z pewnością i u mnie znajdziesz wiele rzeczy, które mogą Cię zdenerwować i zrazić do mnie. Zrozum jednak, że nasza dalsza znajomość stanowiłaby niezręczność. Mogłaby narazić Cię na dyskomfort i ogólną niedyspozycję żołądkową, pozwól więc, że nie będziemy już od dzisiaj kolegami. I możesz mi nie oddawać tych piętnastu złotych, co to je pożyczyłeś na urlopie dwa lata temu… Atak musi być brutalny. Trzeba pójść na całość, bez telefonu do przyjaciela.

Reakcja murowana. Sukces gwarantowany. Twój były już znajomy, będąc w głębokim szoku, z pewnością uzna, że straciłeś zmysły, po co więc gadać z wariatem. A ty, wykorzystując zręcznie sytuację, znikasz wśród tłumu na promocji skrzydełek na grilla.

Możesz mieć pewność, że już za kwadrans, na profilu byłego znajomego ukaże się post treści: „wiecie, że Szymonowi odbiło? No, mówię wam, pełna szajba…” Tyle, że ty już tego nie zobaczysz. Przecież koleś zablokowany na FB nie istnieje.

Ale ręce opuszczamy z rozmaitych powodów i to nie tylko w życiu wirtualnym. Bo istnieje życie niewirtualne, naprawdę. Ręce opuszczamy gdy zmęczone, by odpoczęły. To łatwa sytuacja. Odpoczną i robimy swoje dalej. Czasami opadają w zdumieniu. I taka sytuacja może trwać nawet pół godziny. Zwłaszcza o 19.30 przed telewizorem. Wtedy do zdumienia dochodzi uczucie niedowierzania, że można aż tak. Opuszczamy ręce, gdy słuchamy hymnu, albo szefa w pracy. Swoją drogą, jak sobie to nieźle ci szefowie wykombinowali. Ręce opadają jak jesienne liście, gdy tłumaczymy dziecku, że nie je się piasku z piaskownicy i żółtego śniegu. Albo psu, by żarł to co w misce, a nie w twojej torebce. Powodów opadania rąk jest bez liku. Jednak najważniejsze by pamiętać, że nigdy nie opuszczamy rąk na ringu.

Ja wiem, przecież trenerzy cały czas pokrzykują z narożnika: „Wyżej garda! Ręce, ręce!!”, ale kto by tam w ferworze walki ich słuchał?

Podczas walki ręce trzymamy wysoko, bo ich opuszczenie nawet na chwilę, może zaboleć klęską. Każdy wojownik powie ci to samo: „Gdy opuszczasz ręce w walce, za chwilę musisz podnieść je wysoko nad głową”.

Mimo jesieni, która z każdym dniem widoczniej, żółciej i czerwieniej, dżdżyściej i chłodniej pokazuje swoje surowe oblicze. Mimo, że ręce umęczone, a często zajęte codziennym znojem. Mimo powodów tysiąca do ich opuszczenia, trzymajmy ręce wysoko, w gotowości do działania. Zwłaszcza jesienią, gdy tak skłonne zawisnąć bezradnie wzdłuż znużonego ciała.

 
9( 130)
Wrzesień'19