Autor

Dariusz Staniewski

Lokalne media ujawniły sensacyjną informację – jednak w Szczecinie powstanie wielkopowierzchniowy sklep pewnej znanej na całym świecie firmy! Bo kupiła kawał terenu w centrum miasta! Boże, westchnęli mieszkańcy, jednak nasze marzenia się spełniają! Teraz wszystko w mieście odmieni się na lepsze! Pomogły nasze modlitwy i zaklęcia! Ile razy przecież dawano na mszę za pomyślność tej inwestycji w Szczecinie. Niektórzy czekają na nią jak na Mesjasza, jak na mannę z nieba, jak na cud zapowiadany i długo wyczekiwany, jak na wygraną kumulację w Eurojackpot! Przeklinali sceptyków i szyderców, którzy śmieli kpić oraz publicznie głosić, że sklep tej sławnej firmy w Szczecinie nigdy nie powstanie, że to bajdy i klechdy jak o jednorożcu albo białym hipopotamie, miraże, idea fix, obiecanki cacanki, wyborcze przechwałki i tzw. temat zastępczy mający przykryć jakieś lub czyjeś potknięcia. A tu się okazuje, że to oni się mylili. Wiara czyni cuda. Ten sklep będzie naszą przepustką do lepszego świata. Będzie przyciągał tłumy, naszych i obcokrajowców, i dzięki temu gospodarka Szczecina nareszcie nabierze rozpędu. Jak śpiewała przed laty piosenkarka Krystyna Prońko (ani chybi mając na myśl właśnie ten sklep w Szczecinie): „Jesteś lekiem na całe zło /I nadzieją na przyszły rok/Jesteś gwiazdą w ciemności/Mistrzem świata w radości/Oto cały Ty.../Jesteś lekiem na całe zło/I nadzieją na przyszły rok/Jesteś alfą omegą, hymnem, kolędą/Oto cały Ty, nienazwany Ty…”. A my dodając od siebie donucimy: „wymarzony i wyśniony, przez nas w myślach wypieszczony, sklepie Ty…”. Będzie największą atrakcją miasta. Dzięki niemu nasze akcje w Polsce wzrosną, przeskoczymy w rankingach na pewno o kilka miejsc, ważni będą musieli teraz naprawdę się z nami liczyć. Jak pojedziemy do rodziny gdzieś w Polskę, będziemy mogli z dumą mówić: „MY też mamy TEN sklep”. Albo „MY mamy TEN sklep a Wy nie? O jaka szkoda! Przykro nam!” – wyznamy nieszczerze, starając się ukryć ironiczny i pogardliwy uśmiech. 

Okazuje się, że mieszkańcy jednej z miejscowości w naszym regionie mogą mieć wiele wspólnego z mieszkańcami japońskiej wyspy Okinawa. Kto? Co? Otóż w zachodniopomorskim Połczynie-Zdroju mieszka najwięcej osób powyżej 91. roku życia. W rankingu gmin do 15 tys. mieszkańców miejscowość ta jest liderem. Żyje w niej 113 seniorów. Władze przyznały w mediach, że nie wiedzą, czym to jest spowodowane. Podejrzewają, że wpływ na to może mieć miejscowy skarb – borowina lecznicza (czyli rodzaj błota, którym można się obrzucać w dowolnych ilościach, a jeszcze od tego zdrowia przybywa), bogata w minerały woda (butelkowana niejednemu kiedyś życie na kacu uratowała), czyste powietrze, okoliczne lasy, cisza, spokój. A co do tego ma Okinawa? Otóż wiadomo wszem i wobec, że ta japońska wyspa to takie światowe zagłębie ludzi, którzy dożywają „setki” i więcej. Jakim cudem? Otóż według samych okinawczyków tajemnica ich długowieczności tkwi w diecie – podstawę ich menu są warzywa  np. słodkie ziemniaki, bogate w przeciwutleniacze i obniżające poziom cukru we krwi gorzkie melony goya, produkty sojowe – tofu i miso, zioła m.in bylica japońska (z której robią sake i piją przed snem, nie wiadomo tylko w jakich ilościach), zawierająca najsilniejszą naturalną substancję zwalczającą malarię, oraz kurkuma – antyoksydant. Stulatki z Okinawy rzadko rzucają się na czerwone mięso i, ciekawostka: na ryby. Wychodzi więc na to, że wizytówka gastronomiczna Japonii – sushi nie jest tam zbyt popularne. Może więc połczynianie powinny nawiązać ściślejszą współpracę z okinawczykami i oprócz wymiany doświadczeń pt. jak żyć długo, zdrowo i na złość ZUS-owi, rozpocząć wymianę handlową, np. borowina za sake z bylicy, woda mineralna za melony goya a paprykarz szczeciński (taki ukłon w kierunku stolicy regionu) za słodkie ziemniaki. Takie: „Połczyn Okinawa wspólna sprawa”. 

Jak co roku, w sierpniu zaczęliśmy częściej spozierać nocą w niebo. Bo znowu miały garściami spadać tzw. perseidy. I tłumy stały często przez pół nocy, z listą życzeń w ręku. Bo wiadomo, jak się widzi spadającą gwiazdę, to trzeba szybko wypowiedzieć życzenie a na pewno się spełni. Nie dziwiła więc spora ilość polityków różnych opcji z zadartymi głowami, którzy pod nosem mamrotali nazwiska swoich wrogów i życzenia co ma ich spotkać, gdzie i jak długo. A że przed nami kolejna kampania wyborcza, będziemy mieli możliwość oglądania niejednej spadającej gwiazdy z politycznego nieboskłonu. Nowa, świecka, tradycja sierpniowo – perseidalna cieszy szczególnie lekarzy: ortopedów, którzy już w myślach liczą zyski z kolejnych pacjentów narzekających m.in. na uszkodzone kręgi szyjne i związane z tym schorzenia oraz połamane nogi i ręce. Osobników, którzy poruszali się w trakcie gapienia się na gwiazdy i trafili na wykopy, dziury, krzywe krawężniki itp. uszkodzenia szczecińskich chodników, stomatologów – bo jak się ktoś dobrze „wyglebił”, to i zębami mógł zahaczyć o podłoże oraz okulistów
– od długiego wpatrywania się w niebo człowiekowi tylko potem gwiazdki przed oczami migają. Frajdę też mieli miłośnicy astronomii, bo mogli próbować wyrywać dziewczyny na lunetę lub teleskop, wspólne oglądanie głębokiego kosmosu oraz zbliżenia ciał. Niekoniecznie niebieskich.

 
9( 130)
Wrzesień'19