Agnieszka Wilczyńska. Jazz ma we krwi

Wojciech Młynarski powiedział kiedyś o niej: „Świetnie śpiewa, ale nie ma mocnych łokci”. Z przyjemnością pisał dla niej piosenki, a ona pomimo kolejnych sukcesów nadal trzymała łokcie przy sobie. Nie trzeba być na siłę przebojowym by należeć go grona wybitnych artystów, bo do takich zalicza się Agnieszka Wilczyńska, jeden z najlepszych głosów na jazzowej scenie.

Autor

Aneta Dolega

galeria

Jesienią ukaże się jej nowa płyta wspólnie nagrana z Andrzejem Jagodzińskim, znakomitym kompozytorem, pianistą i aranżerem. Album nosi tytuł „Wilcze jagody”. – Na płycie znajduje się jedenaście piosenek, specjalnie napisanych dla mnie m.in. przez cudownego Stanisława Tyma, Andrzeja Poniedzielskiego, Jana Wołka, poetkę Wiesławę Sujkowską z muzyką Andrzeja. Do jednego z utworów sama napisałam tekst. To oficjalnie mój debiut literacki. – mówi z uśmiechem Agnieszka Wilczyńska. – To mocno liryczne historie traktujące głównie o miłości.

Szczęście do ludzi Wilczyńska miała zawsze, przyciągała i przyciąga najlepszych w tej branży. Szczególne miejsce zajmuje Młynarski, z którym przyjaźń artystka uważa za bardzo ważną. – To on mnie namówił bym w końcu nagrała solową płytę – wspomina.

 – Po jednym z koncertów promujących płytę „Pogadaj ze mną” przyszedł do mojej garderoby. Spodobała mu się moja interpretacja „Szafy” Krzysztofa Komedy, do której napisał tekst. Zapytał mnie dlaczego jeszcze nie mam solowej płyty. A ja, jak to ja: że czasu nie było, że nie mam tekstów, muzyki… poszło też o te łokcie. Na to Młynarski, że mi napisze teksty. Po dwóch tygodniach dzwoni i mówi: „Wpadnij do mnie Agniecha (tak się do mnie zwracał), napisałem ci już cztery teksty”. Napisał ich w sumie kilkanaście, a na płycie znalazło się jedenaście.

Z tego spotkania powstała płyta „Tutaj mieszkam”, za którą Agnieszka Wilczyńska otrzymała Fryderyka… w kategorii „najlepszy debiut”. – To było bardzo ciekawe doświadczenie – śmieje się wokalistka. – Otrzymałam tę nagrodę za debiut, choć na scenie występowałam już sporo czasu. Ale faktycznie to moja pierwsza solowa płyta. Statuetkę zadedykowała Młynarskiemu. – Tęsknie za nim czasem, brakuje go – wyznaje. – Mam ogromne szczęście, że jazz postawił na mojej drodze takich ludzi jak on, jak Andrzej Jagodziński czy Stanisław Tym. Jestem wdzięczna.

Wdzięczna jest także Szczecinowi, tytuł albumu „Tutaj mieszkam” odnosi się do miasta, z którego pochodzi. – Jestem ambasadorką Szczecina, tu się urodziłam, tutaj się uczyłam, mam rodzinę, znajomych. Zawsze chętnie wracam do Szczecina – wymienia uśmiechając się. 

Gdyby nie jazz, to prawdopodobnie muzyka klasyczna. Agnieszka Wilczyńska zastanawia się, czy inny gatunek muzyki pasowałby do niej: – Jazz to emocjonalna muzyka, pełna pasji, interakcji między muzykami. To wolność, przestrzeń. Każdy koncert jest niepowtarzalny, czasem nie wiesz, co się wydarzy. Odpowiada mi to. Dobrze się z tym czuje. To też wyjaśnia fenomen tego gatunku, który trwa niezmiennie od lat.

Zaczęłyśmy od łokci i na nich kończymy. – To niesamowite jak doświadczenie zmienia człowieka – zastanawia się artystka. – Na początku kariery byłam raczej nieśmiałą osobą, samo udzielanie wywiadów było dla mnie sztuką. Ciągle się zastanawiałam, czy dobrze odpowiadam na pytania, czy mam coś ciekawego do powiedzenia. Przez to chyba też nigdy nie pchałam się naprzód. Dlatego tak późno zadebiutowałam z płytą. Teraz, kiedy jestem już na scenie całe lata czuję się pewniej. Pomimo braku mocnych łokci robię to, co kocham.

Płyta "Wilcze jagody" to  projekt współfinansowany ze środków Miasta Szczecin.

9( 130)
Wrzesień'19