Dawno, dawno temu… w Szczecinie

Warszawa ma syrenkę, Kraków smoka, Cieśnina Gibraltarska – Krakena. A My? Mamy całe mnóstwo legend, podań i baśni ludowych, w których znajdziemy fantastyczne stwory, niezwykłe wydarzenia oraz nietuzinkowe postacie. Oto pisemna podróż szlakiem opowieści mniej znanych, ale równie ciekawych jak te najpopularniejsze. Poznajcie błazna, co zginął od uderzenia kiełbasą i pomocną rusałkę z jeziora Dąbie, a także szereg innych historii, które każdy mieszkaniec ziemi szczecińskiej znać powinien.

Autor

Karolina Wysocka

galeria

Z legendą pod pachą

Legendy są niezrównanymi przewodnikami po miastach i ich okolicach. Przybliżają historię, ciekawe miejsca. Pobudzają ciekawość oraz wyobraźnię. Miłośnicy naszej „małej ojczyzny” walczą o to, by ocalić je od zapomnienia. Szczecińscy przewodnicy i legendziarze znają całe mnóstwo barwnych opowieści, w których historia miesza się z magią oraz baśniowością. Jak się jednak okazuje, jest w nich więcej prawdy niż nam się wydaje, a to sprawia, że są jeszcze bardziej ciekawe.

 – Legendy pozwalają oswoić krajobraz – mówi Przemek Głowa, przewodnik miejski, bloger i pasjonat historii. Dla dzieci to często pierwsze elementy folkloru oraz tradycji, z jakimi się spotykają. – Legendy są integralną części historii, świadomości kulturowej terenu i ucząc historii czy pokazując region, nie można ich pominąć. Lekceważąc je, to tak jakbyśmy odcięli sobie korzenie – wyjaśnia Małgorzata Duda, przewodniczka, autorka przewodników i serii książek dla dzieci „Legendy Pomorza Zachodniego”. 

Te opowieści motywują do odkrywania lokalnych ciekawostek, a także inspirują. Małgorzata podczas wycieczek zawsze opowiada choć kilka historyjek z regionu. Jak się okazuje, dorośli i dzieci ich łakną.

 – Turyści z wycieczek zapamiętują nie daty i fakty, suchą historię, tylko legendy, opowieści o innych ludziach – tłumaczy przewodniczka. Zainteresowanie nimi sprawiło, że stworzyła popularną serię książek dla dzieci i szereg tras śladami legend. Wplata również niezwykłe historie do przewodników i questów, czyli terenowych gier miejskich. Jak inni miłośnicy legend, ma świadomość, że lokalne podania bawią, dostarczają nam rozrywki, ale też uczą. – Edukację o regionie najlepiej i najłatwiej zacząć od legend, które opowiadamy dzieciom. One przekażą je dalej, rodzicom, dziadkom, a jak złapią bakcyla, zaczną sięgać po więcej. Przykładowo, jak poznają legendę o skarbach króla Eryka, to może zaczną interesować się związkami Księstwa Pomorskiego ze Skandynawią, a słysząc opowieść o syrenie Zielenicy, zainteresują się, jak wyglądało życie zwykłych ludzi na wybrzeżu na przestrzeni wieków – wyjaśnia Małgorzata Duda. – Chciałabym, żeby każde dziecko żyjące na terenie Pomorza, znało choć jedną legendę ze swojej miejscowości lub gminy, albo chociaż z powiatu – dodaje przewodniczka. Ze śmiechem wspomina, że jej synowie wyssali miłość do lokalnych opowieści z mlekiem matki. – Pewnego dnia dowiedziałam się, że mój syn przez wakacje wieczorami opowiadał legendy innym dzieciom z podwórka. Były to opowieści, które wcześniej przekazywałam jemu, jak był młodszy. Cieszę się, że to idzie w świat. Mam nadzieję, że zaszczepi miłość do legend także wśród innych dzieci – przyznaje Małgorzata.

Coraz więcej ludzi widzi potencjał w lokalnych opowieściach. Chętnie w ich rozpowszechnianie angażują się nauczyciele i miłośnicy regionu. Warto pamiętać o tych historiach, bo nasze miasto coraz lepiej rozwija się pod względem turystycznym, a to m.in. dzięki nietuzinkowym postaciom, niezwykłym wydarzeniom i cudownym miejscom z lokalnych podań wzrost zainteresowania zawdzięczają inne województwa. Kto  nie podążał szlakiem krasnali w stolicy Dolnego Śląska, albo nie zna choć jednego ducha z jurajskich zamków?! – Szczecin przez wiele osób z Polski był traktowany jako miasto tranzytowe, przed morzem albo Skandynawią. Mnóstwo grup, jadąc na wycieczkę do Kopenhagi lub Oslo, zatrzymywało się na 3 godziny w naszym mieście i chciało je zwiedzić w ciągu tego czasu. Od kilku lat ta tendencja się zmienia. Coraz więcej osób przyjeżdża do Szczecina, staje się on miejscem docelowym wycieczek – tłumaczy Małgorzata. Przemek Głowa z kolei zwraca uwagę na to, że w naszym regionie mamy wysokiej klasy zabytki, choć niewiele osób ma tego świadomość. Z wieloma z nich są związane ciekawe legendy. – W Kołbaczu mamy pozostałości średniowiecznego opactwa z przepiękną rozetą ceglaną. Wiąże się z tym lokalna opowieść, mówi o tym, że jest ona dziełem czeladnika murarskiego, który został skazany na śmierć. W zupełnych ciemnościach, będąc w więzieniu, wykonał niezwykłą rozetę, co stało się podstawą jego ułaskawienia. Któryś z duchownych, być może opat, powiedział, że ktoś, kto wykonał takie dzieło na chwałę Bożą, godzien jest tego, by mu darować karę śmierci. Rozeta została wmurowana w zachodnią fasadę kościoła – przywołuje jedną z opowieści Małgorzata Duda. 

Miejskie opowieści 

Dziś ogromną popularnością cieszą się legendy miejskie. Elektryzują, prowokują do komentarzy, wywołują wielkie emocje. – Miejskie legendy żyją swoim życiem – dodaje Przemek. Jakie z tych opowieści są najpopularniejsze w naszym mieście i województwie? – Legendy dotyczące osadnictwa, mit rakiety na Pomorzu, fabryka w Policach, podziemia i tajne bronie, w tym atomowe – wymienia przewodnik. Małgorzata Duda także wspomina o podziemiach. – Gdyby zebrać wszystkie, które znajdują się pod Szczecinem, to powstałoby obszerne drugie miasto. Mamy podziemia m.in. pod dworcem, urzędem wojewódzkim i miasta oraz zamkiem. Chodzimy po ulicach, pod którymi jest inny świat, o którym nie mamy pojęcia – mówi przewodniczka. Dodaje także, że wyobraźnię poruszają często opowieści z wątkami sensacyjnymi.

– 9 września odbędzie się spacer pt. „Kryminalny Szczecin”, a jego gościem specjalnym ma być Marek Stelar, autor poczytnych kryminałów. Będziemy mówić o tym, czego boją się szczecinianie i jakie opowieści krążą po mieście – dodaje Małgorzata. Można by jeszcze wiele napisać w tym temacie, jednak wróćmy do opowieści bliższym baśniom ludowym.

W gnieździe Gryfa

Jakie, my szczecinianie, znamy lokalne opowieści? Większość z nas kojarzy legendę o Białej Damie ze szczecińskiego zamku, choć jak się okazuje, nie każdy wierzy w jej prawdziwość. – Przez długie lata opowiadałam o Sydonii dzieciom i dorosłym, a wiele osób myślało, że to historia wyssana z palca, którą można włożyć między bajki. Pytali, co jest prawdziwe i uważali, że tylko książęta. Mówiłam im, że Sydonia też jest rzeczywistą postacią. Zachował się przecież jej portret i m.in. dokumenty z procesów. Wtedy ze zdziwienia otwierali szeroko oczy – wspomina Małgorzata Duda. Mimo że jest to jedna z naszych najbardziej znanych i lubianych legend, wciąż o jej bohaterce wiemy niewiele. – Chciałabym zwrócić uwagę na pisownię nazwiska Sydonii. W Szczecinie spotyka się zapis „von Borck”, ale na ziemi łobeskiej, skąd pochodziła, na tabliczkach i nagrobkach widnieje „von Borcke”. Dowiedziałam się od przyjaciół, regionalistów z Łobza, a później sama to sprawdziłam, że w pewnym momencie ród Sydonii rozdzielił się na dwie gałęzie. Jedna część rodziny pisała się von Borck, a druga von Borcke i Sydonia była z tych drugich – wyjaśnia przewodniczka. Wracając do innych popularnych legend, sporo osób potrafi też opowiedzieć tę o Baszcie Siedmiu Płaszczy. Później zaczynają się schody. Co poniektórzy znają jeszcze opowieści o Kamienicy Loitzów, chciwym Skarbku z Jeziora Szmaragdowego, piracie Wyszaku czy Czarnej Jolce z Ratusza Staromiejskiego. A spoza miasta? Z naszego województwa dość znana jest legenda, opowiadająca o syrenie Zielenicy, związana z ruinami kościoła w Trzęsaczu. Wśród innych, całkiem popularnych, znajdziemy historie m.in. Żelisława i gniazda gryfów, Baszty Kaszanej z Trzebiatowa, opata Brunona z Kołbacza, czy skarbów zamku drahimskiego. Bardzo ciekawa, choć mniej znana, jest np. opowieść o żabce w koronie, której pomnik znajduje się nad Jeziorem Szczuczym w Golczewie. Według legendy w czasie zarazy uratowała mieszkańców ówczesnej osady, wskazując źródło czystej wody. Pomnik zielonej ratowniczki powstał w 1910 roku, a postać zwierzęcia wykuł berliński rzeźbiarz. Do dziś żabka to jedna z chętniej odwiedzanych golczewskich ciekawostek turystycznych. 

Bajecznych opowieści z naszego regionu jest całe mnóstwo. Wiele z nich wciąż czeka na odkrycie. Znamy te, które zostały spisane, ale wiele krążyło w wersjach ustnych i nie wszystkie przetrwały do dzisiejszych czasów. W samym Szczecinie każda dzielnica ma swoje opowieści. Zachowało się sporo legend dotyczących Niebuszewa, Pomorzan, Zdrojów i Podjuch. Ciekawe historie opowiadają także m.in. o Puszczy Bukowej oraz Wkrzańskiej. W pierwszej z wymienionych, blisko Klęskowa, znajduje się Słupia Góra, na której podobno spotykały się czarownice. Latały na miotłach, widłach i grabiach, bawiły się tam z diabłami.

Z kolei w Puszczy Wkrzańskiej, dokładniej w Lasku Arkońskim na Wzgórzu Sobótki mieszkały elfy, a jezioro Głębokie kryło podwodne miasto. Co więcej, w legendach Pomorza Zachodniego można znaleźć ogrom fantastycznych stworów, m.in. olbrzymy, karzełki, wróżki, rusałki, wilkołaki, diabły, wodniki, topielce, a także sporo widm, upiorów i innych strachów. Oczywiście, ważne miejsce w lokalnych historyjkach zajmują gryfy. Według jednej z opowieści jajo tego mistycznego stwora było przechowywane w szczecińskiej katedrze. Podczas wycieczek z ogromnym zapałem opowiada o gryfach, a także ich różnorodnych przedstawieniach, wspomniany Przemek Głowa. 

– Fascynuje mnie zoologia fantastyczna. Jako dziecko dostałem od ojca wizerunek gryfa i to zwierzę obudziło we mnie dużą ciekawość – tłumaczy przewodnik. O tych niezwykłych zwierzętach przeczytamy również w jednej z książek Małgorzaty Dudy: „O gryfach na pomorskiej ziemi”. Warto dodać, że ciekawe cuda kryły się też w głębinach naszego Bałtyku. Podobno na granicy polskiego i niemieckiego wybrzeża, wyłowiono wiele wieków temu morskiego stwora o posturze człowieka, ubranego w biskupie szaty oraz mitrę. Potwor z głębin, przez współczesnych nazywany „bałtyckim Aquamanem”, trafił na polski dwór królewski, ale nie zabawił tam długo. Władca po naradzie z episkopatem postanowił wypuścić „morskiego biskupa” do morza. Stwór na pożegnanie pokłonił się w podzięce i znikł. O wydarzeniu pisali XVI-wieczni zagraniczni historycy, choć dziś współcześni naukowcy podważają niezwykłość tego wydarzenia i twierdzą, że jeśli w ogóle coś z Morza Bałtyckiego wyłowiono, to kałamarnicę albo kapturnika (zwierzę podobne do foki). Wracając jednak na ziemie szczecińskie, wśród lokalnych historyjek, prócz opowieści o niezwykłych stworach, znajdziemy oczywiście także ciekawe legendy o rycerzach, księżniczkach, książętach oraz różnych skarbach. 

Niezwykłe historie

Legendy są wdzięcznym tematem, szczególnie dla książek i filmów. To doskonały materiał na efektowne opowieści, w których rządzą przygoda, emocje oraz intrygi. Jak twierdzą badacze, ludowe baśnie są jednym z podstawowych źródeł scenariuszy produkcji hollywoodzkich. Przed nami, współczesnymi mieszkańcami Szczecina i okolic, jest wiele niezwykłych opowieści do odkrycia. Warto znać choć kilka, by móc przekazać je innym, ocalić od zapomnienia, a także zdać sobie sprawę z tego, że mieszkamy na niezwykłych ziemiach. – Ciągle możemy bawić się w odkrywców, szukać wątków i historii, a do tego zawsze liczyć na to, że któraś z legend okaże się prawdziwa – mówi Małgorzata Duda. Przemek Głowa ma podobne zdanie. Szczególnie poleca poznać dwie ciekawe historie, które mogłyby wydawać się zmyślone, ale mają źródła w prawdziwych wydarzeniach: tajemnicę sgraffito słonia w Trzebiatowie i krwawe misterium w Baniach. Dodaje także, że Szczecin wciąż jest dla nas nieodkrytą kartą. – To miasto jest dla nas tajemnicą, a to jego spory atut – mówi przewodnik. Wiele ciekawych historii można znaleźć na jego blogu: przemekglowa.blogspot.com. Legend warto także szukać w lokalnych publikacjach z ostatnich lat. Prawdziwą biblią miłośników naszych opowieści jest „Wyśniony skarb. Podania, legendy i baśnie o Szczecinie” w opracowaniu Anny Malejki, dostępny w Internecie. Ciekawa nowość na rynku wydawniczym to projekt „Przewodnik po magicznym lesie. Legendy Puszczy Bukowej” Artura Gizy-Zwierzchowskiego, w którym baśniowe historyjki stanowią zaproszenie do odwiedzenia urokliwych zakątów puszczy. Najmłodsi z pewnością polubią „Zamkowe opowieści duszka Bogusia” Moniki Wilczyńskiej, jak też wspomnianą serię „Legendy Pomorza Zachodniego” Małgorzaty Dudy. Dużym atutem tych książek są nie tylko ciekawe historie, ale też atrakcyjna oprawa graficzna. Dodatkowo, seria Małgorzaty Dudy jest wierszowana, dzięki czemu dzieci szybko zapamiętują opowieści z książek. Co więcej, tekst i ilustracje odnoszą się do konkretnych miejsc.
– W  publikacjach mamy też mapy z zaznaczonymi lokalizacjami, odnoszącymi się do legend. W każdej ze swoich książek staram się przemycić jak najwięcej walorów edukacyjnych – wyjaśnia autorka. Warto dodać, że te publikacje wraz z książką „Legendy Pomorza” Jarosława Kociuby zawojowały targi turystyczne Tour Salon w Poznaniu. Zajęły odpowiednio: II i I miejsce w kategorii wydawnictw dla dzieci.

 Jestem Twoją Bajką

Jak widać, ciekawe historie kryją się często tuż za rogiem. Nasze miasto i cały region skrywają ich mnóstwo i nie sposób wymienić tu wszystkich. Mamy swoje czarownice, zaklęte księżniczki, dzielnych rycerzy, śmiałych rozbójników, a także szereg niezwykłych stworzeń oraz nieziemskich wydarzeń. A we wszystkim ziarno prawdy! Na zakończenie, ale też zachętę, przeczytajcie jeszcze trzy z nich. Być może staną się dla was inspiracją, by lepiej poznać swoją okolicę, a może znaleźć w niej kolejne legendy, które czekają by je wydobyć z ukrycia i… opowiedzieć.

Syrena z jeziora Dąbie

Syreny od lat rozbudzają nie tylko wyobraźnię dzieci i artystów, ale też naukowców. Kilka lat temu w Ameryce sensację wywołał film, wyemitowany na kanale Animal Planet: „Syreny. Ciało znalezione”, który rzekomo potwierdził istnienie morskich humanoidów. Coraz większą popularnością cieszą się też szkoły pływania dla syren. Pływalnie oferujące naukę stylu mermaiding (pol. syrening) funkcjonują m.in. w Niemczech, Hiszpanii, Australii i na Filipinach. W Polsce ten trend także zyskuje na popularności. Ciekawe, czy zawita do Szczecina… Wszak my także mamy swoją syrenkę! Według kilku lokalnych opowieści panna wodna słynęła z wyjątkowej urody i mieszkała w jeziorze Dąbie. Jedną z ciekawszych legend na jej temat znajdziemy w publikacji „Wyśniony skarb. Podania, legendy i baśnie o Szczecinie”. Syrena pomogła odważnemu rybakowi, który udał się łowić ryby nad pobliskim jeziorem. W jego wiosce panował głód, mężczyzna miał chorą matkę, która potrzebowała jedzenia i lekarstw, więc mimo trudnych warunków pogodowych, wyruszył na połów. Próbował w różnych miejscach, ale bez skutku. W końcu, obok niego pojawiła się syrena i postanowiła pomóc rybakowi. Mężczyzna nałapał tyle ryb, że uratował swoją matkę oraz całą wioskę od głodu. Jego postawa zainspirowała innych. Mieszkańcy osady stali się najwytrwalszymi rybakami, a syrena z jeziora Dąbie, widząc to zawsze pomagała im w połowach. Podobno dalej można liczyć na jej wsparcie. Kiedy wodna panna zauważy wytrwałego rybaka, zawsze mu pomoże.

Błazen Mikołaj z Sowna

W kościele św. Marii Magdaleny w Sownie znajduje się płyta nagrobna błazna zmarłego w 1599 roku, a dokładniej Mikołaja Hinzego, nadwornego błazna księcia Jana Fryderyka. Widać na niej wizerunek mężczyzny z kiełbasą w dłoni i przewróconym kuflem u stóp. Przemek Głowa poleca zwrócić uwagę na jego ubiór: bogatą szatę oraz dodatki. Oczywiście ważna jest także wspomniana wędlina. Warto zwrócić uwagę na jej nietypowy rozmiar i kształt. – Najbliżej Sowna jest Kołbacz,

a tam mnisi specjalizowali się w produkowaniu oryginalnych kiełbas

– podkreśla Przemek Głowa. Co więcej, wiążę się z nią ciekawa legenda. Według tej opowieści, Mikołaj pewnego dnia przesadził z żartami i słono za to zapłacił. Gdy książę narzekał na febrę, błazen wepchnął swojego pana do stawu, stwierdzając, że zimna kąpiel wygoni chorobę. Książę wyzdrowiał, ale nie spodobał mu się psikus błazna. Postanowił dać Mikołajowi nauczkę. Błazen został oskarżony o obrazę majestatu i próbę pozbawienia życia księcia Jana Fryderyka. Wyrok był surowy: ścięcie głowy. W dniu egzekucji przerażony Mikołaj złożył głowę na pniu, czekając na śmiertelny cios. Kat zamachnął się, błazen poczuł uderzenie w szyję, a wszyscy wybuchli śmiechem. Okazało się, że dostał w kark kiełbasą. Niestety radość nie trwała długo. Serce Mikołaja nie wytrzymało okrutnego żartu. Jan Fryderyk długo opłakiwał towarzysza, urządził mu wystawny pogrzeb, a śladem tego wydarzenia jest wspomniana płyta nagrobna. Przemek Głowa przewrotnie dodaje:

–  O księciu mało kto pamięta, a historia Mikołaja przetrwała do dziś. Nie dość, że mamy ciekawą płytę nagrobną w Sownie, to jeszcze na zamku jest zegar z błaznem. 

Czarne koty na szczecińskim zamku

Podobno do dziś na szczecińskim zamku w księżycowe noce plącze się wiele duchów. Najważniejsza wśród nich jest oczywiście Sydonia, ale mamy też inne upiory. Może i nasza Biała Dama spogląda na nie z wyższością, jednak warto je znać, bo … biada temu, kto stanie na ich drodze. Na naszym zamczysku wieczorami psocą bowiem czarne kociska. Podobno to dusze tych, którzy byli więzieni na zamku lub ich szczątki spoczęły w podziemiach. Według jednej z lokalnych opowieści, zrozpaczona matka, której syn został fałszywie oskarżony i wrzucony do ciemnicy w więziennej wieży zamku, udała się do księcia, by błagać o życie jedynaka. Niestety spotkała się z odmową. Rozżalona kobieta rzuciła klątwę na księcia, mówiąc, że on, ani nikt z jego rodu nie zazna nigdy spokoju. Sprawiła, że wszyscy potępieńcy z wieży zamienili się w czarne kocury. Od tej pory, nocami na zamku szalały upiorne zwierzęta. Miauczały przeraźliwie, ganiały po dziedzińcu i nie dawały nikomu spać. Podobno dziś także czasem można zobaczyć, jak pospieszne przemykają z kąta w kąt. Jak widać, w kwestii szalejących zwierząt nie jesteśmy gorsi od innych. W Kruszwicy rozrabiały myszy, u nas kocury. – Opowiadam historię czarnych kotów często najmłodszym, kiedy jesteśmy na dziedzińcu zamkowym i widzę w pobliżu wygrzewające się na słońcu zwierzę – mówi Małgorzata Duda. Przyznaje, że jak słuchające dzieci zobaczą wtedy mruczka, sprawia im to dużo radości. 

 

ilustracje: Ewa Kownacka, Czary Malary  / źródła: „Wyśniony skarb. Podania, legendy i baśnie o Szczecinie”, oprac. A. Malejka; „Ryba biskup, czyli bałtycki Aquaman”, A. Węgłowski, „Przekrój”; „Przewodnik szlakiem mapy Lubinusa”, lubinus.pl

 
9( 130)
Wrzesień'19